Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne KSW 24: Wielkie odrodzenie Pudziana i porażki mistrzów

KSW 24: Wielkie odrodzenie Pudziana i porażki mistrzów

Inne | 29 września 2013 14:09 | Patryk Pankowiak

fot. KSWFOTO

Za nami dwudziesta czwarta Konfrontacja Sztuk Walki. Martin Lewandowski i Maciej Kawulski ponownie mogą być zadowoleni ze swojego starannie przygotowanego dzieła, które dostarczyło fanom wielu emocjonujących wrażeń i sporo wyjaśniło na ciężkiej scenie polskiego MMA. Oprócz walki o mistrzowski pas wagi ciężkiej, byliśmy również świadkami między innymi zaskakującej porażki murowanego faworyta do triumfu oraz złamania nosa przez uderzenie... głową.


Sobotnią galę KSW od zwycięstwa na punkty rozpoczął Mateusz Gamrot. Polak popisał się kilkoma efektownymi sprowadzeniami, a później mozolnie pracując w parterze przekonał do własnej osoby oceniających walkę sędziów. 22-latek wziął na siebie ciężkie zadanie, przyjmując przeciwnika po kontuzjowanym szczecińskim Irokezie. Pokonując Andre Winnera udowodnił jednak, że nie raz jeszcze o nim usłyszymy.


Do kuriozalnej sytuacji doszło podczas drugiego pojedynku wieczoru. Anzor Azhiev uderzył Artura Sowińskiego głową podczas parterowej przepychanki i jak się później okazało, złamał mu nos. Oczywiście przypadkiem, ale Kornik nie był już zdolny do kontynuowania walki, a pojedynek został uznany za nieodbyty. Szkoda, bo mieliśmy zobaczyć w jakim miejscu swojej kariery jest utalentowany Czeczen, a ujrzeliśmy tylko przekrzywiony nos od niezgodnego z regulaminem ciosu...


Świetną walkę dał natomiast Marcin Różalski. Człowiek wytatuowany od stóp do twarzy zdominował Paula Słowińskiego i duszeniem zza pleców rozwiązał sprawę. To była prawdziwa wojna. Cios z cios, kopnięcie za kopnięcie. Nic jednak dziwnego, gdyż obaj figterzy wywodzą się z K-1. Różal udowodnił jednak o swojej wszechstronności i może spokojnie czekać na kolejne telefony w sprawie przyszłych walk dla organizacji KSW.


Kolejny triumf zanotowała również Karolina Kowalkiewicz oraz Borys Mańkowski. „Diabeł tasmański” wykończył Bena Lagmana już w drugiej rundzie, a najlepsza polska zawodniczka wszechstylowej walki wręcz wygrała przez decyzję sędziowską i cały czas może pochwalić się nieskazitelnym rekordem.


Koszmar się zakończył
Jay Silva głośno „szczekał” przed, w trakcie i po rewanżowym pojedynku z Michałem Materlą. Niestety dla polskich fanów, jego groźby i ostrzeżenia okazały się jak najbardziej na miejscu. Mistrz KSW wagi średniej w pierwszej rundzie sprowadził Amerykanina do parteru, ale w drugiej sam zapoznał się z łódzką matą, przyjmując idealnie wymierzony podbródkowy, a następnie jeszcze kilka dodatkowych ciosów.


Ta walka powinna tak naprawdę zakończyć się już w pierwszej odsłonie. Materla przez blisko 5 minut obkładał Silvę ciosami w parterze, ale ten przyjmował je tylko z uśmiechem na twarzy. Magic miał wiele szans by poddać swojego rywala, ale co dziwne, nie potrafił tego dokonać. Chwilę później zapłacił za to najwyższą cenę... upokorzony i pokonany, opuszczając ze spuszczoną głową Atlas Arenę. Mistrz poległ pierwszy raz od 2009 roku, a przebieg jego kariery można porównać do zderzenia z marmurową ścianą. Znając Michała, ta historia wzmocni go jeszcze bardziej i zmotywuje do jeszcze cięższej pracy. Materla vs. Silva, starcie numer 3? Jesteśmy za! 32-letni „Da Spyda Killa” również.


Kiedy idę spać, widzę go. Budzę się, też go widzę. Biorę drzemkę, znów go widzę. To nie sen, to koszmar. 28 września ten koszmar się zakończy – mówił jeszcze niedawno Silva. Teraz Jay może już spać spokojnie, zrobił swoje.


Bezradny Nastula, solidny Bedorf
Po blisko dziewięciu latach istnienia organizacji KSW, doczekaliśmy się wreszcie międzynarodowego mistrza wagi ciężkiej. Starcie o pas dwóch wielkich polskich gladiatorów królewskiej kategorii elektryzował wszystkich kibiców od bardzo dawna, ale czy sprostało oczekiwaniom? I tak, i nie.


Faworyzowany Karol Bedorf zaprezentował w sobotni wieczór cały swój kunszt. Były mocne kopnięcia, wysokie oraz niskie. Była dynamika, solidne wymiany w stójce i obrony przed próbami sprowadzenia walki do parteru. Można powiedzieć, że „Coco” zrealizował swój plan w 100. procentach. Wiedział czego się spodziewać i nawet wielkie doświadczenie Pawła Nastuli w tym przypadku nie odegrało wielkiego znaczenia.


Mistrz olimpijski walczył, starał się, zmusił 43-letni organizm do maksymalnego wysiłku. Wszystko na niewiele się zdało. Bedorf nawet przez chwilę nie czuł się zagrożony, a Paweł w drugiej rundzie rzucił wszystko na jedną kartę. Zaatakował va banque. Przegrał.


Karol został więc pierwszym championem wagi ciężkiej w KSW, a po walce zdradził, że siły dodawała mu myśl o synku – Borysie. .


„Pudzilla znowu straszy w ringu!”
Powiedział to kiedyś bardzo ceniony przeze mnie Łukasz Jurkowski i przytoczenie tych słów w tym momencie jest jak najbardziej trafne. Mariusz Pudzianowski wywarł na mnie ogromne wrażenie. Mnie zaimponowało, i zapewne nie tylko mnie, jak szybko podniósł się po ostatniej porażce i wykonał milowy krok naprzód. Przewracajacy rywala i kontrolujący walkę w parterze ważący 125 kilogramów Pudzian? Kilka miesięcy temu abstrakcja, dzisiaj? Miłe dla nas realia.


Pudzian w sobotę wybił Seanowi McCorkle piękne polskie krajobrazy, a przypomniał jak wygląda istne piekło. To była dla niego walka o wszystko. Porażka mogłaby się wiązać z klęską na zawsze, może nawet odejściem z MMA? Teraz nie musimy jednak o tym rozmyślać. 36-letni były strongman powrócił do KSW w wielkim stylu i dominując przez dwie pełne rudny zwyciężył przez decyzję sędziowską.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)