Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Wrocławskie statystowanie
W Orbicie nie doceniają gry siatkarek
fot. Facebook / Impel Wrocław
W Orbicie nie doceniają gry siatkarek

Wrocławskie statystowanie

Inne | 27 lutego 2014 23:54 | Michał Chmielewski
Lubię czasem wybrać się na wrocławski Impel. Nowoczesna hala, uśmiechnięte, zgrane dziewczyny, profesjonalny system zarządzania i przyzwoity poziom sportowy. Lubię wybrać się szczególnie wtedy, gdy wiem, że wypełnione po brzegi trybuny odpłyną wraz z siatkarkami. Niestety to zdarza się bardzo rzadko. I nie chodzi o zwycięstwa, ale o kibiców.
 

We Wrocławiu po prostu wieje nudą. Aglomeracja z prawie milionem ludzi, a niespełna trzytysięczny obiekt nie wypełnia się nawet, gdy odwiedza go Chemik Police. W ogóle ci dolnosląscy kibice to markotni ludzie. Nie mówię oczywiście o łysolach wyżywających się na murzynach, tylko o tych, nazwijmy to, „normalnasach”. Mają wielki stadion i klub w Ekstraklasie (marny, ale klub), dobry żużel, koszykówkę i siatkarki walczące w półfinale europejskich rozgrywek. Komplety, owszem – zdarzają się, ale jak już są, piszą o tym gazety. Czyli rzadko. Bo we Wrocławiu sport to nie pierwszoplanowa i priorytetowa sprawa. To rozrywka kojarzona głównie z nieinteligentami, a jak już się idzie, to dlatego, że nie ma nic ciekawszego do roboty. Dlatego ci, którzy przychodzą (w tym przypadku) do Orbity, siedzą, żrą popcorn i tylko obserwują. Wsparcia całe zero. Z młynem czasem coś klasną, jak spiker nakręca do odliczania, głośniej robią to rezerwowe. To jest kibicowanie? Ja nazywam to statystowaniem. Dla tych, którzy dalej nie mogą wyobrazić sobie tej niepowtarzalnej atmosfery, linkuję krótki filmik:

 

WIDEO: Takich kibiców ma wrocławski Impel

 

Jedna z „Impelek” powiedziała mi, że bardzo zazdrości fanów zawodniczkom z Legionowa. Tamtejsi kibice, choć mają mniej miejsca, robią ponoć hałas godny finału Ligi Mistrzyń. Miejscowość z raptem pięćdziesięcioma tysiącami mieszkańców ma mały wachlarz dyscyplin. Więc kochają to, co mają. I robią to znakomicie. W stolicy Dolnego Śląska mieszka o 18,51 razy więcej obywateli. Wystarczyłoby do obdzielenia wszystkich miejskich trybun z trzecioligową Ślęzą włącznie. Ale sport w sercach wrocławian praktycznie nie istnieje.

 

Kogo najbardziej szkoda? Spikera, który robi wiele, by tą nudę z Orbity przepędzić. Prezesa, który dwoi się i troi by zachęcić mieszkańców do przyjścia na mecz. Sponsora, który wykłada ciężkie pieniądze, bo liczy, że stworzy markę przyciągającą tłumy. Można wymieniać wiele takich osób, ale najbardziej szkoda mi siatkarek. Bo to one wylewając pot marzą o splendorze i oklaskach.

 

Źródło: chmielewski.blog.pl

AUTOR NA TWITTERZE: @chmielsoft

Kategoria: Inne
Komentarze (0)