Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Nowy gracz z impetem wchodzi do polskiego światka MMA

Nowy gracz z impetem wchodzi do polskiego światka MMA

Inne | 02 marca 2014 17:16 | Patryk Pankowiak
Tomasz Drwal
fot. Andrew Plante / flickr.com
Tomasz Drwal

Mieszane Sztuki Walki stają się w Polsce coraz bardziej popularne. Od kilku lat prężnie rozwija się federacja KSW – już w tym momencie uważana przez wielu za najlepszą w Europie a drugą na świecie - tuż po prestiżowym UFC. Oprócz tak wielkich gal, jakie gwarantują biało-czerwonym kibicom Maciej Kawulski i Martin Lewandowski - założyciele „Konfrontacji Sztuk Walki”, na rynek przebija się również wiele innych projektów. Świetnym tego przykładem jest chociażby debiutant na polskiej scenie MMA nowej federacji– PROMMAC.


Rozpoczęli z wysokiego „C”
Powiem szczerze, że pierwsza impreza organizacji zupełnie nowej federacji na rodzimym podwórku pozytywnie mnie zaskoczyła. W sobotni wieczór, od 21:00 na kanale TVN Turbo mogliśmy obejrzeć pięć głównych pojedynków, z dziewięciu zaplanowanych. I to nie takich, gdzie w walce wieczoru biją się celebryci: Marcin Najman z Przemysławem Saletą czy Hardkorowy Koksu z Dawidem Ozdobą.


Fani prawdziwego MMA dostali naprawdę sympatyczną kartę walk. Tego wieczoru każdy mógł znaleźć coś dla siebie. We wrocławskiej hali Orbita można było dojrzeć chociażby żużlowców – Macieja Janowskiego czy Tomasza Jędrzejaka – jeźdźców miejscowego Betardu Sparty, którzy z zaciekawieniem śledzili poczynania swojego trenera od przygotowania fizycznego – Mariusza Cieślińskiego.


Let's get ready to rumble!
Przechodząc już do wydarzeń stricte sportowych, te, podobnie jak sama oprawa i otoczka gali, stały na całkiem wysokim poziomie. W dwóch pierwszych transmitowanych pojedynkach rywalami Polaków byli Brazylijczycy. Pierwszy na ringu PROMMAC 1 pojawił się Tyago Moreira. Fighter z kraju kawy ostatecznie pokonał po decyzji sędziowskiej Damiana Milewskiego, ale zgodnie z przewidywaniami – prowadzone w trzech rundach starcie miało bardzo wyrównany przebieg. Miejscowy efektywnie obijał wykroczną nogę rywala, ale ten szybko się zorientował w jego zamiarach i kilkukrotnie był blisko przechwycenia nogi Polaka, co skutkowało próbami obaleń. Można powiedzieć, że zdecydowało o wiele większe doświadczenie 31-letniego Budy, który pokonując Milewskiego zanotował czwarte zwycięstwo z rzędu, a siódme w zawodowej karierze.


W drugiej i trzeciej walce głównej karty wieczoru, również triumfowali przyjezdni. Najpierw Bartosza Fabińskiego pokonał Wendres Carlos Da Silva, a następnie Mariusza Cieślińskiego odprawił Szwed - Martin Fouda. O zwycięzcach wszystkich trzech pojedynków rozstrzygnąć musieli sędziowie. Fabiński w sobotni wieczór nie zdołał pomścić Piotra Strusa, który uległ Brazylijczykowi podczas gali nieistniejącej już federacji - MMA Attack.


Co klasa, to klasa
Najlepsze pojedynki zawsze odbywają się pod koniec show. Tak to już jest i zresztą nie ma się co dziwić. To nie tylko zabieg marketingowy, który ma zatrzymać ludzi przed telewizorami, ale również oddanie szacunku i uznania tym najlepszym.


Jak było można się spodziewać, dwie ostatnie walki okazały się tymi najefektowniejszymi, a honor biało-czerwonych został uratowany.


Najpierw do oktagonu wkroczył Michał Kita. Popularny Masakra faktycznie zrównał swojego rywala z ziemią, wygrywając przez nokaut już w pierwszej premierowej rundzie. 33-latek obalił swojego przeciwnika – Mike'a Wessela, a gdy ten oddał plecy – Polak popisał się efektownym trafieniem w szczękę oponenta – co było początkiem końca walki. Ciosy z góry dopełniły dzieła.


W walce wieczoru zmierzyli się natomiast Tomasz Drwal i Delson Heleno. Doświadczony, były zawodnik najlepszej federacji świata – UFC, przez pierwszą część starcia był w dużych opałach. 36-letni Pe De Chumbo próbował różnych technik kończących i był bliski dopięcia duszenia z pleców. Gorilla zachował jednak spokój niczym przy czytaniu książki, wzorcowo uwolnił się z uchwytu i gradem ciosów skończył swojego przeciwnika. Ten pojedynek z pewnością może uznać za najbardziej efektowny spośród wszystkich odbytych. Tomek ponownie udowodnił o swojej klasie, wygrywając już po raz czwarty z rzędu, a 21 w dotychczasowej zawodowej karierze.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)