Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Chmielewski vs. Barankiewicz: Czy Narodowy powinien gościć tyle imprez?

Chmielewski vs. Barankiewicz: Czy Narodowy powinien gościć tyle imprez?

Inne | 04 września 2014 01:35 | Michał Chmielewski
Narodowy był już bieżnią, halą, a nawet basenem
fot. Michał Chmielewski
Narodowy był już bieżnią, halą, a nawet basenem

Stadion Narodowy ma ostatnio swój dobry czas. Ale czy typowo piłkarska arena powinna gościć tak różne wydarzenia? Oto dziennikarski pojedynek na argumenty!

 

JAKUB BARANKIEWICZ, MIŁOŚNIK FUTBOLU, BYŁY PUBLICYSTA BARCA.PL: Stadion Narodowy, wybudowany na Euro 2012, okazuje się nie tylko areną zmagań piłkarzy. Niedawno mieliśmy okazję oglądać na nim mecz otwarcia Mistrzostw Świata w siatkówce. W dalszej przeszłości odbyło się tam wiele przeróżnych eventów. Dziwi mnie ich różnorodność. Nie chodzi bowiem tylko o częste na piłkarskich obiektach koncerty. Poza występami grup muzycznych zorganizowano na największym stadionie w Polsce wiele imprez o charakterze targowym, pikników, warsztatów. Wpuszczano tam choćby łyżwiarzy czy wrotkarzy.

 

Lecz na tym się nie skończyło. Wymyśla się coraz bardziej kontrowersyjne przeznaczenia dla Narodowego. Wyścigi samochodowe przeprowadzono przy ul. Ks. Józefa Poniatowskiego kilkukrotnie, włączając w to pokazy Monster Jam. Ostatni z pomysłów na zagospodarowanie stadionu wydaje się najdziwniejszy: planuje się rywalizację windsurferów pod dachem już w ten weekend. 

 

W kontekście znanej wszystkim historii pt. „Basen Narodowy” wylewanie wody wzbudza jednoznaczne, groteskowe skojarzenia. Żeby było śmieszniej, po sobotnim Pucharze Świata w windsurfingu zostanie rozegrany mecz wodnego polo. Brzmi absurdalnie, prawda?

 

Abstrahując od komizmu całej sytuacji, krótki czas pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami o tak rozmaitym charakterze pozwala rozpocząć dyskusję o poziomie ich organizacji. O ile koncerty, targi czy niedawny Memoriał Kamili Skolimowskiej stały na wysokim poziomie to już mecz siatkarzy Polski i Serbii rozbudził falę wątpliwości. Częściowo później się one potwierdziły, kiedy zawiedziony kibic zamieścił zdjęcie z widokiem, który mógł podziwiać siedząc na swoim miejscu. Bilet kosztował owego wielbiciela piłki siatkowej bagatela 250 złotych. Gdy poświęca się niemałą dla przeciętnego Polaka kwotę, by spełnić swoje marzenia, a zastaje się coś takiego, trudno nie być zawiedzionym, nieprawdaż?

 

Podsumowując, w mojej opinii przygotowywanie kolejnych imprez na reprezentacyjnym obiekcie naszego kraju wymaga czasu. Nie może być tak, ze tydzień po lekkoatletycznym mityngu planuje się widowisko siatkarskie, a w kolejny weekend festiwal sportów wodnych, gdyż jak widać ucierpieć mogą niczemu niewinni kibice w wyniku czynionych naprędce modernizacji i niedociągnięć logistycznych.

 

***

 

MICHAŁ CHMIELEWSKI, SPORT4FANS: Na Narodowym niewątpliwie dzieje się wiele. Operator największego polskiego obiektu dwoi się, by na czas umożliwić przygotowanie infrastruktury pod kolejne wydarzenia. Prawdziwy maraton stadion przeszedł w sierpniu tego roku, kiedy to w ciągu miesiąca zaplanowano tam cztery, skrajne różne przecież, imprezy Na przestrzeni miesiąca oglądaliśmy tam nożną, lekką, siatkę i windsurfing. Ale to nie pierwszy maraton w tym miejscu: 42 kilometr i 195 metr „warszawskiego” też upchnięto na Narodowym. Dziwne? Na pewno. Ale lepiej pasuje określenie „pozytywna ekstrawagancja”.

 

Zbudowany za 1,915 mld złotych kolos nie należy do żadnej drużyny. Jest wszystkich i nikogo. Pardon – to dom kadry kopaczy. Ich spotkań jest jednak zdecydowanie zbyt mało, by tak wielką inwestycję utrzymać. Prezes operatora, spółki PL.2012+, Marcin Herra oszacował w styczniu 2013, że roczne wydatki na stadion to aż 40 mln złotych. Można więc albo gościć tam wyłącznie kadrę i Puchar Polski i zbierać z krzeseł pajęczyny, albo zrobić wszystko, by stadionowa kasa nie nadążała z drukowaniem biletów. Na całe szczęście zdecydowano się na opcję nr 2, której założeniem jest – może to zaskakujące – generowanie zysku. Tę samą taktykę finansową stosuje londyńskie Wembley czy Veltins Arena w Gelsenkirchen. Tam problemem nie jest ani biathlon, ani samochody, ani nawet hokej. Na zachodzie robi się to od lat.

 

Wydawać by się mogło, że Narodowy widział już niemal wszystko. Tak rozbudowana oferta przyciąga nie tylko opinię publiczną, ale i kibiców oraz, a to najważniejsze, kolejnych organizatorów. Doskonale nadający się do wielkiego show Stadion nie tylko promuje różne dyscypliny sportu, ale i sam siebie. Stolica udowadnia, że jest gotowa na wielkie wyzwania, radzi sobie z nimi świetnie, a to nie pozostaje bez echa w obozach potencjalnych klientów. Dzięki tak pozytywnemu PR-owi łatwiej jest ściągnąć nad Wisłę międzynarodowe gwiazdy. Dlaczego? Mają naoczny dowód na to, że się nie zawiodą.

 

Jeszcze przed EURO 2012 podniosły się głosy, że budowane stadiony nie są u nas potrzebne. Że będą przynosić straty, nikt tam nie przyjdzie i tylko będziemy się wstydzić. Mieli 75% racji. Zarówno obiekt w Gdańsku, jak i te w Poznaniu i Wrocławiu skupiają się niemal wyłącznie na krajowej piłce. Od czasu do czasu przyjedzie jakiś Sting, Justin Timberlake lub James Blunt. I nic więcej. Warszawska arena z tego żenującego trendu się wyłamała, za co wszyscy powinniśmy jej operatorom bić brawa. Narodowy służy dziś nie tylko organizatorom imprez. Służy całej Polsce jako przykład pomysłu i gospodarności.

 

TWITTER: @J_Barankiewicz, @chmielsoft

Kategoria: Inne
Komentarze (0)