Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Czego brakuje Śląskowi Wrocław?

Czego brakuje Śląskowi Wrocław?

Inne | 16 września 2014 12:18 | Michał Chmielewski
Piłkarze ręczni Śląska Wrocław
fot. mchmiel
Piłkarze ręczni Śląska Wrocław

Śląsk Wrocław wrócił na salony. Co na początku nowego sezonu ma, a czego brakuje beniaminkowi PGNiG Superligi?

 

Trudno jest trafić do elity. Powołana po całkowitym rozpadzie drużyna Śląska Wrocław swoje mecze rozgrywała w 2. lidze, skąd szybko awansowała do wyższej. Tam jednak nie od razu udało się realizować nakreślone cele, wśród których najważniejszym był awans do czołowej klasy rozgrywkowej. Od wskrzeszenia najbardziej utytułowanej drużyny w Polsce do wykonania misji minęły cztery lata. Po fantastycznym sezonie 2013/14 Śląsk Wrocław Handball Team bez choćby jednej porażki otworzył sobie drzwi Superligi.

 

Ale jak tu właściwie się odnaleźć? W terminarzu miejsce Siódemki Legnica i świdnickiego ŚKPR zajęły Wisła Płock i kieleckie VIVE. Skończyły się mecze, w których gracze dla hecy śrubowali jak najwyższe wyniki bramkowe. Nadszedł czas stawienia czoła większości członkom kadry, nienagannej taktyki i poważnym budżetom.

 

To Śląsk ma

 

Śląsk jest klubem postawionym właściwie od zera, choć fundamenty tworzy historia, której pozazdrościć mogą wszyscy ligowi rywale. Aż 15 tytułów mistrzowskich, przez lata w składzie wiele gwiazd rodzimego i światowego szczypiorniaka. W stolicy Dolnego Śląska grali m.in. Zbigniew Tłuczyński czy Krzysztof Lijewski. Powszechne zakorzenienie drużyny w świadomości mieszkańców i utożsamianie się z nią przyciągało na trybuny tysiące fanów. Do tego właśnie chcieli nawiązać główni reaktywatorzy WKS Jacek Olejnik i Daniel Grobelny, którzy od lat nosili w sercu „stary” klub. Szanse powodzenia misji były duże. W liczącej prawie milion mieszkańców aglomeracji nie trudno przecież znaleźć 10-15 tysięcy odbiorców, którzy w miarę regularnie przychodzić będą na mecze. Zwłaszcza, że we Wrocławiu jest gdzie imprezy organizować. Choć w tym roku domem klubu będzie Hala Orbita (3000 krzesełek), nic nie stoi na przeszkodzie, by w przyszłości przeprowadzić się do legendarnej Hali Stulecia. Tylko najpierw trzeba zbudować markę. Taką, jaką miał poprzedni Śląsk.

 

Grający w tym roku o utrzymanie zespół to grono młodych i ambitnych graczy. Aż dziewięciu z nich grało rok temu na parkietach 1. ligi i to ich ręce rzucały tak cenne w kontekście awansu bramki. Z klubem się utożsamiają, żyją jego życiem i są wdzięczni, że władze nie przemeblowały zasłużonego składu. A że przeciwko krajowym mocarzom nie potrafią jeszcze utrudnić na parkiecie życia? Być może z upływem czasu sytuacja się zmieni. Śląsk Handball Team ma wsparcie miasta. To m.in. dzięki pomocy magistratu udało się tak szybko powrócić do marzeń o wielkim szczypiorniaku. Teraz wystarczy tylko tę maszynę udoskonalać.

 

Tego brakuje

 

Rola beniaminka nowej klasy rozgrywkowej łatwa nie jest i wielu klubom trudno od razu spełnić wszystkie standardy. Bo żeby WKS coś na mapie Polski znaczył, nie wystarczy rokrocznie walczyć o utrzymanie graczami, którzy wywalczyli awans. Dziś Śląsk ma czas, by sprawdzić, którzy z nich mogliby pomóc w budowaniu wielkiej drużyny, bo niestety nie wszyscy mają papiery na wielkie granie. To było widać np. w wysoko przegranym starciu z renomowaną Wisłą Płock (21:40). Naprzeciw siebie wyszli członkowie kadr narodowych i właściwie prawie anonimowi dla fanów sportowcy. Mariusz Jurkiewicz, Adam Wiśniewski, Marcin Wichary czy Serb Ivan Nikcevic to marki, które z łatwością wypełniają trybuny hal. I w Płocku właśnie tak się dzieje. Na ławce Wrocławian nie pojawił się w tym sezonie żaden klasowy zawodnik. Taki, który pociągnąłby grę jako mentor, ale i taki, dla którego do Hali Orbita przyjeżdżaliby kibice z całego miasta.

 

Bo z nimi też jest mały kłopot. Owszem, nie można oczekiwać, że na prawie anonimowy zespół nagle przyjedzie pół województwa, ale jedna uruchomiona trybuna budzi zastanowienie. I to nie całkiem pełna! Atmosfera zła nie była, ale głównie za sprawą kibiców gości, którzy widząc nieruchawych Wrocławian próbowali nawet zrobić falę. Niestety, Dolnoślązacy ustawili falochron. Nie było przyśpiewek, mobilizacji ani nawet klaśnięć. Było jak w kinie, a popcorn też pewnie gdzieś sprzedawali. Taki zespół musi mieć młyn. Inaczej mecze Śląska będą bardzo smutne, bo do poprawienia (albo i rewolucji!) jest też kwestia promocji. To najsłabszy punkt beniaminka Superligi. Nie ma plakatów, nie ma informacji prasowych, nie ma akcji promocyjnych, nie ma nic. Strona internetowa na chwilę przed startem ligi informowała o awansie. Później pojawiła się notka o ostatecznym składzie, by od razu potem pokazać informację o wyniku pierwszego meczu sezonu. Brakuje newsów, przejrzystości, zaangażowania takiego, by wchodzący tam kibic mógł poczuć choćby minimum więzi. W „Orbicie” swój dom ma także siatkarski Impel, w którym o promocję zaczęto ostatnio całkiem nieźle dbać. Zarząd klubu powinien pójść po małe korepetycje.

 

Nie od razu Śląsk Wrocław Handball Team naprawi niedociągnięcia. Najważniejsze dla klubu to utrzymanie się w Superlidze do kolejnego sezonu, w którym część wymienionych aspektów powinna ulec już poprawie. Stały progres to jedyna akceptowana ścieżka. Zwłaszcza po tak żmudnej drodze od podstaw.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)