Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Siatkówka kobiet to barwny świat
Na parkietach Orlen Ligi dzieją się rzeczy różne
fot. Michał Chmielewski
Na parkietach Orlen Ligi dzieją się rzeczy różne

Siatkówka kobiet to barwny świat

Inne | 05 paździenika 2014 23:40 | Michał Chmielewski

Ile wspaniałych rzeczy dzieje się przy okazji meczów siatkówki kobiet. Ale trzeba być ostrożnym i ciągle skoncentrowanym – inaczej w mig tracisz orientację.

 
O tym, że różnice między sportem kobiet i mężczyzn są spore, wiem od lat. Żeńska siatkówka to jednak świat wyjątkowo kolorowy, o czym stale przekonuję się przy okazji meczów Impela Wrocław. Przekonałem się znów na inauguracji nowego sezonu. Tęskniłem.
 
Po jednej stronie siatki wicemistrzynie Polski. Po drugiej drużyna, która w ubiegłym roku cudem uniknęła dramatu. Bydgoski Pałac w fazie zasadniczej był regularnie zajmowany przez najeźdźców, a gdy sam wyprawiał się na podboje, za każdym razem wracał na tarczy. W osiemnastu kolejkach siatkarki znad Brdy uciułały zaledwie 9 setów przy 44 Impela. Pierwszy mecz nowego sezonu sezonu miał być we Wrocławiu formalnością, jednak szybko okazało się, że metodami pokojowymi murów Pałacu zburzyć się nie da. A może jednak? Już sam nie wiem. Na parkietach Orlen Ligi nic nie jest czarne lub białe.
 
Jak w kalejdoskopie
 
Srebrne medalistki z Wrocławia po ubiegłorocznym finale rozjechały się na wszystkie strony świata. Rozgrywająca Frauke Dirickx, bombardująca rywalki Maren Brinker, charyzmatyczna Makare Wilson czy zawsze czujna Dorota Medyńska opuściły zespół z Hali Orbita. Tore Aleksandersen zbudował klub na szkielecie z zeszłego sezonu, ale kibice, którzy przyszli na niedzielny mecz, zastali właściwie nowy twór. W podstawowym składzie na parkiecie pojawiły się zaledwie dwie siatkarki z poprzedniej zimy. No dobrze - dwie i pół, bo Monika Ptak (dawniej Martałek) w drużynie była, ale całe rozgrywki walczyła z kontuzją. Transferowy misz-masz skończył się, choć pewnie minie jeszcze trochę czasu, zanim uda się stworzyć w szatni klimat.
 
Żeby być pewnym sytuacji na boisku, trzeba wykazywać dużą czujność. Odwrócenie wzroku, wizyta w sklepiku czy toalecie skutkuje w żeńskiej siatkówce całkowitą zmianą obrazu gry. Impel prowadzi pięcioma punktami? Nie szkodzi – Pałac nagle wychodzi na prowadzenie. Gospodynie w koszmarnym stylu oddają pierwszego seta? Nie szkodzi – w drugim demolują obronę rywalek i oddają im ledwie 11 oczek. Na parkietach Orlen Ligi sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Żeby być na bieżąco, nie ma mowy o odwróceniu głowy. Jeśli szóstka przebywająca na boisku prezentuje wysoki poziom, nie można dać się na to nabrać, bo za sekundę może już tak różowo nie być. Całe spotkania można podzielić na mniejsze, setowe. Każda z partii to zupełnie inna historia.
 
Plasiki, kiwki, taktyka niekonwencjonalna
 
Szczególnie charakterystyczna są w żeńskiej siatkówce nie tylko scenariusze poszczególnych meczów, ale też metody konstruowania akcji. Nie znam nikogo, kto nigdy nie obejrzał choć seta męskich rozgrywek. Bez szperania w statystykach można nieśmiało założyć, że pokaźny procent zdobywanych punktów bazuje na schemacie zagrywka-przyjęcie-rozegranie-atak-hurra/nie hurra. Kobiety taki klucz punktowania uznały za zbyt prosty i opracowały własny, o wiele bardziej rozbudowany. Z powyżej opisanego korzystają tylko w wyjątkowych sytuacjach. A przynajmniej takie odnoszę wrażenie.
 
Grę rozpoczyna zagrywka. Być może w tym elemencie panie także próbowały dokonać rewolucji, ale na szczęście ograniczają to przepisy. Dalej dzieje się już wszystko i nie wiem czy podczas jednego meczu dana akcja powtarza się choć raz. Przyjęcie może być, ale wcale nie w punkt i do rozegrania biegnie niekiedy zawodniczka z zupełnie innej pozycji. Nie raz „sypała” piłki niemal dwumetrowa Agnieszka Kąkolewska czy przyzwyczajona do gry sposobem dolnym libero Agata Sawicka. Piłka fruwa z ósmego metra na trzynasty, a później podobnie, ale już po drugiej stronie siatki. Bardzo popularne jest też kiwanie, miękkie przebicia palcami i subtelne plasy. I chociaż kibice raz po razie czerwienią się na brak porządnego ataku, moim zdaniem ma to pewien urok. Bo czy nie jest zabawne, że 17 punktów zdobywa w spotkaniu... rozgrywająca? Takim osiągnięciem nieczęsto szczycą się rasowi bombardierzy. Mierząca 179 cm wzrostu Denise Hanke widocznie ma to coś. Albo Pałac nie miał, że się przez cztery sety w tym wszystkim nie pokapował.
 
Trener: psycholog, strateg, przyjaciel, twarda ręka i inne
 
Głowa rodziny. To najlepsze określenie opisujące trenera żeńskiego zespołu, które przychodzi mi do głowy. Ile różnych cech musi mieć szkoleniowiec, by zapanować nad kilkunastoma kobietami? Jedna ma dziś gorszy humor, a drugą roznosi energia. Trzecia jest cicha, czwarta wybuchowa, a z piątą trzeba porozmawiać o lenistwie. I tak dalej. Kobieca szatnia to z pewnością miejsce nasycone kontrastami i podstawowym wyzwaniem szefa jest wyciągnięcie z każdej zawodniczki najlepszych cech. Nie ma tam mowy o nadludzkim wysiłku i o rządach twardą ręką. Zbuntują się. Wszystko trzeba wytłumaczyć i wyjaśnić. Pewnie nawet to, kto i dlaczego wychodzi w pierwszej szóstce. Jak różna jest to praca względem świata mężczyzn świadczyć może np. historia Huberta Wagnera. Sukcesy z panami zapamiętamy na zawsze. O pracy z żeńską kadrą pisać nie wypada.
 
Gdy przychodzę na mecz siatkówki kobiet, wiem, że będzie to spektakl wyjątkowy. Nigdy nie odważyłbym się postawić na którąkolwiek z drużyn u bukmachera. Nie polecam nawet wróżkom. Gra kobiet jest specyficzna, nieprzewidywalna, ale nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Widziałem gdzieś piłkarskie powiedzenie „1. liga styl życia”. Spokojnie można parafrazować je mówiąc o Orlen Lidze. Drugiej takiej nie ma.
 
Kategoria: Inne
Komentarze (0)