Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Łukasz Kadziewicz: Nie jestem żadnym guru

Łukasz Kadziewicz: Nie jestem żadnym guru

Inne | 07 paździenika 2014 08:55 | Michał Chmielewski
Kadziewicz to charyzmatyczny lider Lubinian
fot. Facebook
Kadziewicz to charyzmatyczny lider Lubinian

Kapitan Cuprum Lubin inaczej wyobrażał sobie inaugurację Plus Ligi. Kadziewicz po przegranym meczu z Resovią nie krył frustracji.


Patrycja Barowicz: Resovia to dobry rywal na debiut w Plus Lidze?
 
Jasne, gramy w najlepszej polskiej lidze i nie unikniemy takich ekip. Rywali z dobrymi zawodnikami, wybitnym trenerem... Cieszę się, że inaugurujemy sezon od takiego meczu. Szkoda tylko, że nie udało się w nim nic osiągnąć.
 
Żadnej satysfakcji nie przyniósł nawet drugi, wygrany przez Cuprum set?
 
Uznam to za dobre poczucie humoru z Pani strony, bo seta to można sobie przed 22. w buty wsadzić, a po tej godzinie trochę głębiej. W siatkówce nie liczą się wygrane sety, ale mecze. To nie jest żadne pocieszenie, nie mamy grupy ludzi, którzy potrzebują lekcji z gry, a momentami została ona nam udzielana.
 
Jakie błędy obnażył ten mecz?
 
Nad wszystkim trzeba jeszcze popracować, ale najsłabiej wyglądał chyba element zagrywki. Nie mogliśmy ich odrzucić od siatki nawet na metr i chociaż Resovia znajduje się teraz w średniej formie, miała z nami bardzo łatwą przeprawę.
 
Michał Chmielewski: Zapominając już o wyniku i jakości gry, spodziewaliście się, że Plus Liga w Lubinie tak wypali? Atmosfera w hali była rewelacyjna.
 
Wierzyłem w to i wierzę, że taka frekwencja utrzyma się w kolejnych spotkaniach. To jest naprawdę coś miłego. Trenowałem na tej hali przez dwa miesiące i czekałem na dzień, w którym to się stanie. I się stało. Jestem pozytywnie zbudowany i cieszę się, że inaugurowaliśmy ligę w takiej fajnej atmosferze.

Na rozgrzewce widać było, że w zespole jest dobry klimat. Wydaje mi się, że duża w tym rola kapitana. Łukasz Kadziewicz to w szatni guru czy kumpel?
 
Daj spokój, guru... Guru to ja mogę być w barze mlecznym czy jakiejś stołówce przyzakładowej. Jestem po prostu jednym ze starszych zawodników, ale mam szacunek do młodszych. Mają bardzo duże umiejętności.
 
Jak od wewnątrz wygląda Cuprum? W karierze grał Pan w kilku klubach - ten organizacyjnie wszedł już na najwyższy poziom?
 
Kariery nie miałem, co najwyżej przygodę. Myślę, że tak samo jak zespół potrzebuje ogrania na boisku, tak cały klub potrzebuje doświadczenia organizacyjnego. Ja jestem zadowolony z perspektywy gracza – działacze wypełniają wszystkie zobowiązania zawarte w kontrakcie. Jestem szczęśliwy, że tu jestem, nie czuję się osobą, która przyszła kogoś okraść, jakimś najemnikiem. Jestem częścią tego zespołu, tego regionu i to wielka radość, że w wieku 34 lat mogę zagrać w takim klubie. 

W zeszłym roku transfer wicemistrza świata do pierwszej ligi okrzyknięto sensacją.
 
Mówią, że jesteś tak dobry, w jak dobrym grasz klubie. Ja nie widziałem w tym nic sensacyjnego, nie poszedłem do Rzeszowa, bo widocznie byłem za słaby. Tak to wygląda w sporcie, jak jesteś dobry to grasz w dobrym klubie, jak jesteś średni – grasz w średnim, a jak słaby, to w słabym zespole. Moje umiejętności zostały ocenione na poziomie 1. ligi, fajnie, że udało się awansować. W tym roku będę miał szansę udowodnić, że w Plus Lidze też mam jeszcze możliwość funkcjonować. I to nie jest skromność, bo to ostatnia cecha, którą bym się określił. Stąpam twardo po ziemi i oceniam swoją wartość tak, jak zrobiłby to każdy zawodowy sportowiec. 
 
Kurczę, jestem zły na ten mecz, że przegraliśmy. Nie tak wyobrażałem sobie inaugurację, ten wielki dzień. Jestem sfrustrowany i to dlatego jakoś... nic sensownego nie mogę powiedzieć.
 
Sportowa złość, to dobrze. Przeciwko Skrze będzie lepiej?
 
Fajne jest to, że zaczynamy z „wysokiego C”. Jeżeli tutaj uda nam się urwać jakieś punkty, będzie to na pewno pozytywny początek. Kolejne spotkanie w piątek, mamy poniedziałek, musimy trochę odpocząć.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)