Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Święta Wojna? Tylko na papierze

Święta Wojna? Tylko na papierze

Inne | 10 listopada 2014 17:49 | Damian Wiśniewski

fot. Damian Wiśniewski

Wczorajsze spotkanie Orlen Wisły Płock z Vive Tauron Kielce miało być wielkim widowiskiem, ozdobą nie tylko tej kolejki ligowej, ale i całej rundy. Niestety, okazało się, że na halę dotarł tylko jeden zespół i wcale nie byli nim gospodarze.


Przyłączamy się do apelu Łukasza Widulińskiego z twittera. Dajmy sobie spokój z nazywanie potyczek pomiędzy Wisłą, a Vive „Świętą Wojną”, bo od dłuższego czasu z wojną ich mecze mają tyle wspólnego, co płyta wiórowa z drewnem. Przed rozpoczęciem jest ciśnienie, zapowiada się zacięte widowisko, a kiedy jedni i drudzy wychodzą na parkiet, to kończą się wszelkie wątpliwości.


W 22 ostatnich bezpośrednich spotkaniach tych dwóch drużyn, Vive zwyciężyło 20 razy. To nie ma nic wspólnego z wyrównaną walką na szczycie ligowej stawki. Kielecka ekipa odskoczyła od płocczan zbyt daleko pod każdym względem, żeby można było liczyć na jakieś szanse Wisły w kontekście całego sezonu. Zdarzać się będą co jakiś czas rezultaty takie, jak z ostatnich finałów play off, w których Vive raz do zwycięstwa potrzebowało dogrywki, raz przegrało, ale w szerszym kontekście mówienie o wojnie wywołuje już tylko lekki uśmiech.


Wczorajsze spotkanie nie było pogromem, nie było masakrą, a raczej gwałtem. Dla kibiców piłki nożnej najlepszym odnośnikiem będzie półfinał ostatnich Mistrzostw Świata, w którym reprezentacja Niemiec ograła Brazylię 7:1. Przenosząc ten rezultat na realia piłki ręcznej, otrzymujemy wynik oscylujący właśnie wokół różnicy 13 goli.


Problem ma Wisła Płock, problem ma cała ligowa stawka. Ciężko od kilku sezonów znaleźć wystarczająco mocnego rywala dla kielczan, a jeśli wszystko będzie rozwijało się tak, jak teraz, to ich przewaga nad resztą zespołów nie będzie maleć, ale rosnąć. Vive już teraz ma najsilniejszy personalnie skład, świetnego trenera, a przecież zespół ten stale się rozwija. Dość powiedzieć, że jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy zawodnik Nafciarzy, Mariusz Jurkiewicz, w przyszłym sezonie będzie już reprezentował barwy drużyny ze Świętokrzyskiego.


O obecnej sile drużyny Tałanta Dujszebajewa świadczy też fakt, iż w trakcie wczorajszego meczu przedwcześnie parkiet opuścić musiało dwóch bardzo ważnych graczy. Karol Bielecki otrzymał czerwoną kartkę, a Tobias Reichmann z kontuzją został przewieziony do szpitala. Piotr Grabarczyk nie zagrał wcale. Jak skorzystali z tego gospodarze? Wcale nie skorzystali.


Z przyjściem Manolo Cadenasa miała nastać nowa era w Płocku, era rywalizacji jak z równym z Vive. Wyszło jednak z tego bardzo niewiele, gdyż szykuje się kolejny sezon, w którym Wisła będzie co najwyżej oglądać plecy swojego największego rywala. Trener, który prowadzi również reprezentację Hiszpanii musi pomyśleć nad nową strategią prowadzenia zespołu, gdyż ta jak na razie wymarzonego rezultatu nie przynosi.


- Przed meczem rozmawiałem z naszym wspólnym kolegą, moim i Talanta i powiedziałem mu, że Kielce to jedna z najlepszych drużyna na świecie. W ostatnim sezonie w FF LM były zespoły THW Kiel, Barcelona, Flensburg i Veszprem. Dla mnie Kielce są na tym samym poziomie. Dziś nasi rywale zagrali bardzo dobrze. Dobrze prezentowali się obaj bramkarze – tak swojego rywala rywal docenił Cadenas (za vtkielce.pl).


I trudno się z nim nie zgodzić. Forma kieleckiej drużyny nie w każdym meczu zachwyca, ale wyniki osiągane przez Vive i potencjał tego zespołu pozwala nam mieć nadzieję na turniej finałowy Ligi Mistrzów. Oby tylko Wisła za parę lat zbliżyła się do tego sezonu i – parafrazując Macieja Skorżę – liga była ciekawsza.


DAMIAN WIŚNIEWSKI
TWITTER: @Wisniewski_D2

Kategoria: Inne
Komentarze (0)