Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Paweł Nastula: Na pewno będzie mnie ciągnęło, ale to już definitywny koniec

Paweł Nastula: Na pewno będzie mnie ciągnęło, ale to już definitywny koniec

Inne | 08 grudnia 2014 15:02 | Patryk Pankowiak
Paweł Nastula
fot. facebook.com/konfrontacja
Paweł Nastula

Polska chluba sportów walki, dżentelmen ze stolicy, Paweł Nastula w sobotę 6 grudnia stoczył swoją ostatnią walkę w karierze. Mistrz olimpijski z Atlanty, dwukrotny mistrz świata i trzykrotny mistrz Europy w judo, przegrał na KSW 29 z byłym strongmanem, Mariuszem Pudzianowskim. Do wyłonienia zwycięzcy potrzeba była dogrywka, a pojedynek dwóch legendarnych postaci rozgrzał do czerwoności liczącą ponad 17 tysięcy osób widownię zgromadzoną w Kraków Arenie.

 

- Nie ukrywam, że po dwóch pierwszych rundach byłem trochę zmęczony. Gdy usłyszałem werdykt, z jednej strony się ucieszyłem, że mam jeszcze szansę na sukces, ale z drugiej odczuwałem duże wyczerpanie. Na początku nawet zwątpiłem czy w ogóle wytrzymam te trzy dodatkowe minuty – szczerze mówił po walce Paweł Nastula.

 

Złotemu medaliście igrzysk olimpijskich nie zabrakło zaangażowania czy charakteru, lecz po prostu sił. - Gdybym był o 3-4 lata młodszy, myślę, że ta walka z Mariuszem też inaczej by się potoczyła. Wcześniej sporo osiągnąłem w judo, później jeszcze MMA, teraz już czuć ten wiek. Organizm nie jest już w stanie nadążyć za młodością – przyznał 44-letni wojownik.

 

Choć Paweł Nastula uległ Pudzianowskiemu, może czuć się godnie, niczym żołnierz odchodzący na zasłużoną emeryturę. Podjął wyzwanie, dał z siebie maksimum i spróbował, ten ostatni raz. W pewnym momencie walki najsilniejszy zawodnik MMA był nawet w poważnych tarapatach. - Zabrakło przede wszystkim zimnej krwi. Odpowiedniego spięcia, odpowiedniej kontroli i dopiero wówczas ciągnięcia tej dźwigni. Chciałem wykonać to na raz. Mariusz ma dużo siły i ta sztuka się nie powiodła. Poprawnie zareagował, wyciągnął łokieć i to wystarczyło - opowiadał później o próbie poddania rywala wirtuoz parterowy.

 

O losach sobotniego starcia zdecydowała dogrywka, w której o wiele aktywniejszy był popularny Pudzian. - Nie wiem czy lepiej czy mój rywal wytrzymał ten pojedynek lepiej kondycyjnie. W dogrywce obaj byliśmy zmęczeni. Można powiedzieć, że mądrzej powalczył – schodził do parteru. Szkoda, że ja tego nie uczyniłem. Obalił mnie i to spowodwało, że tą walkę zasłużenie wygrał - gdybał były rywal legendardnego Antonio Rodrigo Nogueiry, byłego mistrza Pride i UFC.

 

Czy Pawła Nastulę zobaczymy jeszcze kiedykolwiek w ringu bądź ośmiokątnym oktagonie? - Nie, nie. Na pewno będzie mnie ciągnęło, ale to już definitywny koniec. Mam na karku 44 lata. Żałuję, że ostatnia walka w karierze nie ułożyła się po mojej myśli, ale takie jest życie. Publiczność świetnie mnie przywitała i pożegnała – mówi Polak. - W tym momencie nawet o tym nie myślałem. W ostatnim okresie nie miałem zbyt wielu okazji do wypoczynku z rodziną. Mam co robić. Mam dwa kluby, którymi trzeba się zająć. Ostatnie cztery miesiące były skupione na przygotowaniach do mojej ostatniej walki, więc wszystkie obowiązki spadły na moją żonę, teraz muszę ją odciążyć – dodaje Nastula.

 

Tajemnicą nie jest, że obaj z Mariuszem Pudzianowskim nie darzyli się szczególną sympatią. Po sobotniej walce coś w ich relacjach uległo zmianie. Pudzian oddał pokłony mistrzowi, a ten odwdzięczył się uściskami kipiącymi szacunkiem.

 

Kategoria: Inne
Komentarze (0)