Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Takimi meczami buduje się siłę drużyny

Takimi meczami buduje się siłę drużyny

Inne | 19 stycznia 2015 15:06 | Damian Wiśniewski

fot. Związek Piłki Ręcznej w Polsce / facebook.com

Po przegranej z Niemcami, wczoraj nasi szczypiorniści wrócili na właściwą drogę. Pokonali po emocjonującym pojedynku Argentynę i z dwoma oczkami na koncie podejdą do kolejnego spotkania z Rosją. Jeśli utrzymają poziom gry i zaangażowania, znów mogą liczyć na sukces.


Nie będzie w tym przesady, jeśli powie się, że takimi meczami, jak ten wczorajszy można zbudować siłę drużyny i, a może przede wszystkim, dużą pewność siebie. Ktoś powie: hola, przecież to tylko Argentyna! Tak, nie jest to zespół zdolny walczyć o najwyższe laury, ale pamiętajmy, iż przed paroma dniami zremisował z wicemistrzami świata i Europy.


Nam taki mecz był niezwykle potrzebny. Wiadomo, efektowna wygrana kilkunastoma punktami wyglądałaby świetnie, ale skłonny jestem stwierdzić, że mecz, w którym wyrywamy rywalowi zwycięstwo, na dłuższą metę może okazać się jeszcze bardziej potrzebny. Pisaliśmy przed kilkoma dniami, że Argentyna będzie nieobliczalna i tak właśnie jest. Urwała najpierw punkt jednemu z głównych faworytów, a teraz porządnie zalazła za skórę Polakom.


To było twarde widowisko bez jakichś szczególnie efektownych akcji, za to z ogromną ilością męskiej walki. Trzeszczały kości, a najlepiej świadczy o tym, że nasi zawodnicy sześciokrotnie byli odsyłani na ławkę kar, rywale siedmiokrotnie, z czego trzy razy Diego Simonet, rewelacyjny rozgrywający Montpellier.


Jeśli chodzi o samą grę, to na pewno nie wyglądało to rewelacyjnie przez pełne 60 minut. W pierwszej połowie zdarzało nam się męczyć w ataku pozycyjnym, niewiele wnosiły zmiany, jakie dali Karol Bielecki i Andrzej Rojewski. Niekiedy puszczały nam nerwy, co pokazywały spięcia Michała Jureckiego z Diego Simonetem. Mariusz Jurkiewicz popełniał proste błędy w ataku i kiedy zebrało się to wszystko do kupy, to na przerwę schodziliśmy z jednobramkowym deficytem.


W drugiej połowie bardzo dobrze spisywał się nasz skrzydłowy, Przemysław Krajewski. Zawodnik Azotów Puławy przez cały mecz utrzymał skuteczność na poziomie niemal 84% i trafił pięć na sześć rzutów. Świetnie w bramce spisywał się też Sławomir Szmal, jednak inicjatywa przechodziła z rąk do rąk. Na dziesięć minut przed końcem był remis, a na trzy prowadziliśmy dwiema bramkami, a ostatecznie wygraliśmy jedną.


Warto również wspomnieć o bardzo dobrej grze (znów) Krzysztofa Lijewskiego, który ewidentnie staje się postacią numer jeden w polskim zespole. Zwyciężyliśmy w bardzo zaciętym i trudnym widowisku, w którym trzeba było pokazać olbrzymi charakter. Polacy to zrobili i do spotkania z Rosjanami mogą podejść z delikatną dozą optymizmu. Ci wczoraj również stoczyli emocjonujący bój i z Niemcami przegrali zaledwie jednym golem.


We wtorek od 17. czeka nas prawdziwa bitwa.


DAMIAN WIŚNIEWSKI
TWITTER: @Wisniewski_D2

Kategoria: Inne
Komentarze (0)