Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Przegrane marzenie polskich wojowników
Katarczycy zbyt łatwo przedzierali się przez nasze zasieki obronne.
fot. Facebook
Katarczycy zbyt łatwo przedzierali się przez nasze zasieki obronne.

Przegrane marzenie polskich wojowników

Inne | 30 stycznia 2015 19:13 | Hubert Błaszczyk

Polscy szczypiorniści jak zwykle walczyli do końca. Tym razem musieli ponieść gorycz porażki. Przegrali nie tylko z rywalami, ale też dolarami katarskich szejków i sędziami, którzy swoimi decyzjami kilkakrotnie pomogli Katarczykom. Po takim spotkaniu drużynie Bieglera trudno będzie zebrać się do walki o brązowy medal.


Zaczęło się nietypowo dla Polaków, bo od prowadzenia. Nasi szczypiorniści grali pewnie w ataku. Rozgrywający dobrze współpracowali z kołem, czego efektem były dwie szybkie bramki Kamila Syprzaka. Fantastyczną dyspozycję w ataku prezentował też Michał Jurecki. Dzidziuś po słabszym spotkaniu przeciwko Chorwacji dziurawił bramkę Kataru. W pewnym momencie na 10 bramek rzuconych przez naszą reprezentację aż 5 było Jureckiego.


Dużo słabiej w porównaniu z poprzednimi pojedynkami Polacy prezentowali się w obronie. Na niskim procencie bronił Sławomir Szmal. Jego zmiennik Piotr Wyszomirski również nie pomógł naszej defensywie. Dwukrotnie miał piłkę „na rękach”, ale mimo wszystko ta trafiła do siatki. Brak dobrej zespołowej obrony zemścił się w ostatnich 10 minutach pierwszej połowy. Aż trzykrotnie w pierwszej połowie nasi wojownicy musieli grać w osłabieniu. Katarczycy dogonili Polaków, a następnie wyszli na trzybramkowe prowadzenie.


Tej straty nie udało się odrobić już do końca spotkania. W pewnym momencie drugiej połowy zawodnicy Michaela Bieglera przegrywali nawet pięcioma bramkami. Szansa na zwycięstwo pojawiła się w końcówce, ale wówczas Katarczykom pomogli sędziowie. Najpierw przy stanie 23:21 nie zauważyli ewidentnego nadepnięcia na linię szóstego metra przez Żarko Markovica, a następnie na nieco ponad minutę przed końcem podyktowali niesłusznego karnego, którego pewnie wykorzystał Marković, wyprowadzając Katar na trzybramkowe prowadzenie. Polemizować można było też przy dwóch wykluczeniach Polaków.


Dyskusji o serbskich sędziach z pewnością nie byłoby, gdyby Polacy zagrali na swoim poziomie w obronie. Szwedzi rzucili nam zaledwie 20 bramek, a Chorwaci zanotowali 22 trafienia. Katarczycy nie mają wcale lepszej ofensywy od tych dwóch utytułowanych reprezentacji – to nasi szczypiorniści wykreowali ich bohaterów. Zbyt łatwo dopuszczaliśmy do rzutów dystansowych Rafaela Capote, z dużą swobodą w naszą obronę wbijali się też Żarko Marković i Kamalaldin Mallash. Brakowało szybkiego reagowania w trakcie spotkania. W meczu z Chorwacją, kiedy jak do kaczek rzucał Duvnjak, po trzech łatwych rzutach został wyłączony z gry. Na domiar złego nasi reprezentanci pozwolili dobrze wejść w mecz Danjelowi Saricowi. Bramkarz Barcelony bronił później jak w transie. W pewnym momencie Sarić osiągnął 50% skuteczności! To na tym poziomie niespotykany wyczyn. Co prawda w końcówce spotkania Mariusz Jurkiewicz do spółki z Michałem Szybą popsuli mu ten wskaźnik, ale nie bez powodu to właśnie Sarić został wybrany graczem meczu.


Brakowało też agresji i odwagi w ataku. Świetnie grał Michał Jurecki, próbował Mariusz Jurkiewicz. Doskonałą zmianę w końcówce dał Michał Szyba. Szkoda, że na parkiecie pojawił się tak późno, bo dla Katarczyków jego gra była zaskoczeniem. Jeśli chodzi o laurki, to by było na tyle. Brakowało współpracy z kołem, słaby mecz rozegrali polscy skrzydłowi. Krótko zagrał Karol Bielecki, bojaźliwie poczynał sobie Andrzej Rojewski. Momenty mieli Bartosz Jurecki i Michał Daszek.


Po spotkaniu nasi reprezentanci ironicznie klaskali serbskim sędziom. Nie jest to może najpiękniejsze zachowanie, ale tylko ci, którzy nigdy w życiu nie przegrali na parkiecie, korcie czy boisku swoich marzeń i to nie do końca w sportowej walce, są w stanie wydawać kategoryczne sądy o żenadzie i braku klasy. Ja polskich szczypiornistów rozumiem. Polacy przesadzali jednak w pomeczowych wypowiedziach. Teraz najważniejszą sprawą jest, by wyczyścić głowy. Jest jeszcze robota do wykonania. Brązowy medal to też będzie wielki sukces. Zresztą czwarte miejsce także, ale chyba lepiej do kraju wrócić z krążkiem. To byłoby piękne ukoronowanie kariery wielu zawodników, bo dla niektórych z nich to ostatnie mistrzostwa świata. Trudno wyobrazić sobie, by po polskich ME i IO w Rio de Janeiro (obyśmy tam zagrali!) zdecydowali się grać dalej.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Inne
Komentarze (0)