Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Handball, bloody hell. Vive przechodzi do historii

Handball, bloody hell. Vive przechodzi do historii

Inne | 18 lutego 2015 19:43 | Damian Wiśniewski

fot. Damian Wiśniewski

Jak przechodzić do historii, to w ten sposób. Vive Kielce miało dzisiaj szansę stać się pierwszą drużyną w historii Ligi Mistrzów, która dwukrotnie wygrała wszystkie mecze w fazie grupowej i zrobiła to w niesamowity sposób. Od 10:19 w pierwszej połowie, do zwycięstwa 28:27.

 

Coś takiego nie zdarza się co tydzień. Zdziesiątkowani kontuzjami mistrzowie Polski polecieli do Kijowa na mecz z Motorem pewni awansu z pierwszego miejsca w grupie i nie musieli specjalnie spinać się na ten pojedynek. I tak właśnie podopieczni Tałanta Dujszebajewa wyglądali w pierwszej połowie. Grali na luzie, bez mocniejszego spinania się i pozwolili niestety przeciwnikom stworzyć sobie bardzo dużą przewagę, choć początek był dość drętwy z obu stron. W siódmej minucie kielczanie zdobyli pierwszego gola, a na tablicy wyników widniał rezultat 1:1.

 

Chrapkowski, Zorman, Rosiński, Jurecki, Lijewski. Wielu zawodników brakowało dziś mistrzom Polski i kilku zawodników obecnych na Ukrainie grało na nietypowych dla siebie pozycjach, a wobec kontuzji już w trakcie meczu, jakiej doznał Julen Aguinagalde, Mateusz Jachlewski musiał sobie radzić na pozycji obrotowego. W pierwszej połowie Ukraińcy bezlitośnie punktowali te wszystkie braki gości i doprowadzili do aż dziewięciu goli zapasu.

 

Na drugą połowę tradycyjnie trener kielczan zmienił bramkarza i między słupkami stanął Marin Sego, a poprawę widzieliśmy gołym okiem. Chorwat był pewny i nabuzowany, chciał pokazać się z jak najlepszej strony i to mu się udało. Obronił kilka bardzo ważnych strzałów, co pozwoliło skutecznie ścigać rywali. Swoje dołożyli też oczywiście inni zawodnicy, świetnie z dystansu rzucał Karol Bielecki, skuteczny również był Tobias Reichmann. Niesamowite jest też to, że w składzie Vive wystąpiło dziś łącznie zaledwie dziesięciu zawodników, a w tym oczywiście dwóch bramkarzy i Aguinagalde oraz Takczyk, którzy szybko skończyli swoje występy.


To, że kielczanie mimo tych wszystkich utrudnień i ogromnej straty do przerwy zdołali zwyciężyć, jest czymś absolutnie niesamowitym i trudnym do wytłumaczenia. Ich seria trwa dalej i mogą teraz spokojnie czekać na rywala w 1/8 finału rozgrywek.

 

HC Motor Zaporoże - Vive Tauron Kielce 27:28 (19:10)

 

Obserwuj autora na twitterze: @Wisniewski_D2

 

Kategoria: Inne
Komentarze (0)