Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Thriller z happy endem, Vive w najlepszej czwórce Europy!

Thriller z happy endem, Vive w najlepszej czwórce Europy!

Inne | 19 kwietnia 2015 17:10 | Damian Wiśniewski

fot. Paulina Siewierska

Nie brakowało trudnych momentów, nie brakowało wielkich emocji. Ale co najważniejsze nie zabrakło szczęśliwego zakończenia. Vive Tauron Kielce ograło po raz drugi Vardar Skopje i zagra w półfinale Ligi Mistrzów.


Początek pierwszej połowy przypominał nieco to, co mogliśmy oglądać podczas zeszłotygodniowego spotkania w Skopje. Obie drużyny zaczęły bardzo agresywnie, na parkiecie nie brakowało spięć, a różnica polegała na tym, że nieco szybciej zaczęto strzelania. Jako pierwszy do bramki trafił Karol Bielecki, dla którego był to dopiero początek świetnego występu.


Doświadczony reprezentant Polski bombardował Vardar strzałami z dystansu i w pierwszych dwóch kwadransach zgromadził aż sześć trafień. Vive grało mądrze, twardo, ale i agresywnie w obronie, co w pewnym momencie skończyło tym, że na parkiecie brakowało dwóch zawodników (ukarani byli Jurecki i Zorman). To jednak nie przeszkodziło gospodarzom, bo właśnie w tym okresie wypracowali sobie jedyne w tej części gry trzy bramkowe prowadzenie.


Kielczanie bardzo dobrze grali z kontry i świetnie rzucali z dalszych odległości, co robił nie tylko wspomniany Bielecki. Mało widoczny w ekipie gości był Alex Dujszebajew, który zaliczył dwa trafienia, ale nadrabiał do Igor Karacić, który niejednokrotnie zaszedł za skórę defensorom Vive.


Na przerwę mistrzowie Polski schodzili z dwiema bramkami przewagi, druga połowa zaczęła się od strzelaniny, jedni i drudzy zdobywali duża liczbę bramek, wynik wahał się od trzech do dwóch bramek przewagi gospodarzy, co biorąc pod uwagę wynik z pierwszego meczu było sytuacją wyborną. Dobre wejście w bramkę zaliczył Sławomir Szmal, który najpierw zatrzymał przy rzucie karnym Karacicia, a następnie obronił strzał Dibirova, również z siódmego metra. Dobra seria polskiego goalkeepera skończyła się, gdy za wykonanie karnego wziął się Dujszebajew.


Kilka minut nieuwagi gospodarzy i coraz lepiej grający syn szkoleniowca Vive sprawiły, że w 40. minucie gry zrobiło się 22:22. Hiszpański rozgrywający albo sam trafiał do bramki Szmala, albo świetnie asystował kolegom (zwłaszcza podanie do Toskicia w kontrze było bardzo ładne). Kielczanom trzeba jednak oddać, że również potrafili przeprowadzać efektowne akcje, może szło im to nawet lepiej. Bramka Bunticia po podaniu Strleka ze skrzydła z całą pewnością znajdzie wśród tych najładniejszych w całej kolejce.


Kielczanie zaczęli niestety w pewnym momencie notować za dużo strat w ataku, przez co narażali się na kontry. Udawało im się cały czas utrzymywać przewagę dwóch goli w dwumeczu, ale dość spora była w tym zasługa bramkarza. Emocji nie brakowało do samego końca, goście starali się trzymać remisu, a w samej końcówce w wyniku awantury za czerwoną kartkę z parkietu zejść musiał Michał Jurecki.


Nie obyło się jednak bez happy endu. Vive znów lepiej rozegrało końcówkę i wygrało ostatecznie 33:31. Teraz czas na Kolonię!


Vive Tauron Kielce – Vardar Skopje 33:31 (16:14)


Obserwuj autora na twitterze!

@Wisniewski_D2

 


Kategoria: Inne
Komentarze (0)