Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Torwar jak na razie bez niespodzianek

Torwar jak na razie bez niespodzianek

Inne | 26 kwietnia 2015 02:55 | Damian Wiśniewski

fot. Wikipedia.org

Na razie wszystko przebiega tak, jak mógłby to przewidzieć największy laik w temacie piłki ręcznej. Dwie największe polskie firmy przebrnęły przez swoje półfinałowe starcia i jutro stoczą bezpośredni bój o pierwsze trofeum w tym sezonie, a frekwencja na trybunach wciąż nie zachwyca. Jutro okaże się, czy znów wszystko przebiegnie zgodnie z oczekiwaniami.


„To będzie wyjątkowy turniej!” grzmi tytuł na stronie Związku Piłki Ręcznej w Polsce i w materiałach dostarczanych dziennikarzom. Duża liczba akredytowanych dziennikarzy (o skutkach czego przekonaliśmy się również my), niemal wszystkie sprzedane bilety plus organizacja miały sprawić, że obecni na hali mieli poczuć się jak na prawdziwym święcie piłki ręcznej. Prawda jest jednak taka, że trudno zapewnić coś takiego w mieście, które na szczypiorniakowej mapie Polski nie ma większego znaczenia.


Na jutrzejszym finale można spodziewać się kompletu publiczności, każdy przecież zakładał, że w tym etapie rozgrywek zmierzą się właśnie ci najsilniejsi w ostatnich latach i mógł kupić bilet specjalnie na to spotkanie. Podczas półfinałowych zmagań nie było jednak tak kolorowo i w wielu miejscach świeciły puste krzesełka. Trudno jednoznacznie ocenić, co jest tego przyczyną. Organizacyjnie, od środka, wszystko wygląda naprawdę dobrze. W ostatnim można było usłyszeć, że Final Four Pucharu Polski ma równać poziomem do turnieju finałowego Ligi Mistrzów. Być może jednak promocja turnieju nie przebiega w należyty sposób i dlatego trudno zapełnić do końca trybuny na pozostałych spotkaniach?


Sam Torwar również może nieszczególnie przyciągać przeciętnego kibica piłki ręcznej. Podobny turniej finałowy w siatkówce został rozegrany w Ergo Arenie w Gdańsku, a więc w jednej z najlepszych i najnowocześniejszych hal w tym kraju. Tymczasem najważniejsze spotkania o Puchar Polski rozgrywane są w dość małej hali, podczas gdy pod ręką jest niejedna większa i mimo wszystko bardziej funkcjonalna. Przed rokiem organizowaliśmy mistrzostwa świata w siatkówce, w przyszłym roku mamy mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Oba turnieje łączy to, że były lub będą rozgrywane we wspaniałych, nowoczesnych i obszernych obiektach. Tego Torwarowi brakuje, nawet mimo dobrej organizacji „od środka”.


Naprawdę trudno jest zrozumieć, dlaczego turniej, który rangą i poziomem zainteresowania ma równać do wspomnianego już Final Four Ligi Mistrzów, jest organizowany w hali mogącej pomieścić niespełna pięć tysięcy miejsc. Równie dobrze taki turniej można by rozegrać w kieleckiej Hali Legionów, czy płockiej Orlen Arenie. Pojemność podobna, a tradycje jeśli chodzi o tę dyscyplinę sportu dużo większe.


Piłka ręczna to fantastyczny sport, jednak wymaga w naszym kraju większej promocji, otwarcia się na nowych kibiców. Sukcesy osiągane przez reprezentację przyciągają ludzi, ale jak widać nie do końca. Nie żyjemy szczypiorniakiem tak jak piłką nożną, czy siatkówką. W tym kierunku trzeb jeszcze wykonać kilka kroków i być może pomyśleć nad inną formą promowania takiego turnieju. Dziś część trybun udało się zapełnić młodzieżą i dzieciakami, część zajęli oczywiście kibice poszczególnych zespołów. Tego jednak było za mało, by można było mówić o zbliżeniu się do kompletu publiczności.


Warszawa to nie jest miasto piłki ręcznej, umówmy się. Warszawa ma Legię, ma reprezentację na Stadionie Narodowym, a szczypiorniak jest gdzieś obok. Jutro oczywiście o 17:30 hala będzie pełna (trudno spodziewać się innego scenariusza), ale minie kilka dni i wszystko wróci do normy. Może warto więc turniej tego typu umieścić w mieście, które ma bardziej rozwinięte tradycje w tej dyscyplinie, albo takim, który jest po prostu w stanie pomieścić większą liczbę osób. Do poprawy jest, o czym już wspominaliśmy, promocja turnieju. Mając takie sukcesy, jak brązowy medal mistrzostw świata i klub w najlepszej czwórce Europy, powinniśmy wszyscy żyć tym weekendem już od dłuższego czasu. I tutaj również kamyczek do ogródka Polsatu Sport, który mógł zrobić w tej materii więcej.


Podczas przyszłorocznych mistrzostw Europy raczej nie trzeba martwić się o frekwencję, ale sprawmy, aby takie turnieje jak ten rozgrywany w sobotę i niedzielę, również sprowadzały na halę komplety publiczności. Nasza siła w tej dyscyplinie sportu jest nie do podważenia, a turniej finałowy Pucharu Polski przy pełnej i większej hali byłby jeszcze bardziej widowiskowy.
***


Jeśli chodzi o same spotkania, to niespodzianek jak na razie brak. Ten sezon przebiega całkowicie według oczekiwań Tałanta Dujszebajewa, jego podopiecznych oraz kibiców Vive. We wszystkich rozgrywkach przegrali tylko jedno spotkanie, w Lidze Mistrzów z Montpellier, ale nawet mimo tego zdołali wtedy awansować do kolejnej rundy. Wszystko idzie tak, jak powinno, ale starcie z Wisłą Płock zawsze jest wyjątkowe.


Płocczanie na pewno będą podrażnieni. W 23 ostatnich starciach między tymi dwiema ekipami aż 31 razy górą byli kielczanie. W zeszłym sezonie Vive i Wisła również spotkały się w finale Pucharu Polski i zwyciężył ten pierwszy zespół, choć w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Teraz podopieczni Manolo Cadenasa będą chcieli złamać monopol odwiecznych rywali na zwyciężanie w tych rozgrywkach (sześć ostatnich edycji padło łupem ekipy ze Świętokrzyskiego) i zapowiada nam to świetne widowisko.


Jeśli zbliży się ono poziomem dramaturgii do tego z ubiegłego roku, to będziemy w pełni usatysfakcjonowani.


Obserwuj autora na Twitterze: @Wisniewski_D2

 




Kategoria: Inne
Komentarze (0)