Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Chleba zamiast igrzysk. W co się wplątał Wrocław?

Chleba zamiast igrzysk. W co się wplątał Wrocław?

Inne | 20 maja 2015 19:59 | Michał Chmielewski
Rolkotańce porywają tłumy. Podobno.
fot. theworldgames.org
Rolkotańce porywają tłumy. Podobno.

Wrocław wyda dużo, a zarobi mało. Igrzyska sportów nieolimpijskich nie wyjdą zadłużonemu miastu na dobre.

 

Racquetball, fistball, kajak polo, tumbling czy ringo – przedstawiciele m.in. takich sportów w lipcu 2017 roku przyjadą do Wrocławia walczyć o nieolimpijskie złota. Na 31 dyscyplin znajdujących się programie World Games przeciętny Polak zna maksimum 10, a o połowie z nich najpewniej nie słyszał wcale. Z ponad 3 tys. zawodników, którzy mają pojawić się na Dolnym Śląsku, lokalnych kibiców na trybuny przyciągnie raptem kilkanaście gwiazd. Zasiadających na trybunach pozostałych konkurencji bardziej będzie można nazwać ciekawskimi. Chociażby tego, na jakie rozrywki marnuje się publiczne pieniądze.


Całkowity koszt organizacji igrzysk szacowany jest na około 45 milionów dolarów. Na budżet składać się będzie kilka podmiotów, w tym województwo i Ministerstwo Sportu i Turystyki, chociaż w przypadku drugiego mowa jedynie o modernizacji infrastruktury. Najwięcej pieniędzy rzecz jasna zapłaci miasto, ale rzecznik prasowy imprezy Kacper Cecota nie potrafił sprecyzować, o jakich dokładnie sumach mowa. Wiadomo tylko, że to po stronie gospodarza wydarzenia zapisane są np. wydatki na przeloty klasą business dla komitetu IWGA (International World Games Association) czy 2 tys. dób hotelowych dla jego członków i gości. I mimo że jakiś czas temu łaskawie ujawniono zapisy umowy, informacje o finansach urzędnicy zamazali czarnymi kreskami. Czyli kupili, zrobią, ale nie powiedzą za ile.

 

Tekst pochodzi z autorskiego bloga chmielewski.blog.pl

 

Największym i najczęściej przypominanym przez wrocławskich polityków plusem wynikającym z organizacji igrzysk jest wyremontowanie i budowa kilku „nowoczesnych aren dla mieszkańców Wrocławia”. I o ile olimpijski basen przy ul. Wejherowskiej niezaprzeczalnie takim jest, o tyle duże wątpliwości budzi budowa toru wrotkarskiego i modernizacja zabytkowego Stadionu Olimpijskiego. Pierwszy z nich wytyczony zostanie na przedmieściach, gdzie dojeżdża w zasadzie jeden autobus. Już widzę jak setki amatorów z uśmiechem na twarzy pokonuje kilkanaście kilometrów w korkach po to, by pokrążyć na zupełnie płaskiej i krótkiej na kilkaset metrów pętelce. Od kilku lat dużo bardziej atrakcyjne są ścieżki rowerowe wzdłuż obwodnicy śródmiejskiej czy obwodnicy wschodniej o długości nawet jedenastu kilometrów w jedną stronę. Stadion Olimpijski natomiast to architektoniczna perła, która w obecnym kształcie przeżywa już ostatnie chwile. Planiści wielokrotnie zmieniali wizję nowej areny aż – głównie z braku pieniędzy na kompleksowy lifting – zdecydowali się na szkaradny projekt ze wstawioną na siłę w nieckę stadionu trybuną. Po modernizacji dom żużlowców wyglądać będzie już nie jak klimatyczny świadek historii, a prowizoryczna wyklejanka początkującego przedszkolaka.

 

Olimpijski podczas World Games ma być wizytówką imprezy. Odbędzie się nim turniej futbolu amerykańskiego i zaproszony specjalnie na polską edycję igrzysk żużel. Ale czy pojadą w nim najlepsi? – To niszowa impreza, którą przy tak napiętych kalendarzach startów nie będzie zainteresowana czołówka. Terminarz żużlowy nie będzie podporządkowany takiemu wynalazkowi. Na niekorzyść działa też fakt, że kalendarz i tak teraz jest przepełniony i niewielu chciałoby dorzucać do niego coś jeszcze – uważa współpracujący z Tygodnikiem Żużlowym Hubert Błaszczyk. Dziennikarz jest zdania, że ratunkiem może być pomoc lokalnego klubu, który rokrocznie otrzymuje niemałą dotację z Urzędu Miasta. Ale jeśli Sparta nie oddeleguje do turnieju lokalnych zawodników, zawody mogą zakończyć się klapą. Chyba że czołówkę, najlepiej pieniędzmi, odpowiednio się do dodatkowej wizyty we Wrocławiu namówi.

 

Kolejną wątpliwą kwestią jest sam termin imprezy. Podczas nieoficjalnej debaty w Dolnośląskiej Szkole Wyższej z udziałem m.in. dr Andrzeja Ostrowskiego, mistrzyni olimpijskiej Renaty Mauer, rzecznika prasowego wydarzenia oraz studentów uznano, że końcówka lipca nie jest korzystna, by zapełnić trybuny kibicami. Ci w wakacje w większości wyjadą na urlopy, tak jak zrobili to np. w 2012 roku przy okazji piłkarskiego turnieju Polish Masters. Cztery mecze z udziałem Śląska Wrocław, Benfiki Lizbona czy PSV Eindhoven obejrzało na Stadionie Miejskim zaledwie 75 tys. kibiców. I kosztująca ok. 9 mln złotych impreza – zamiast sukcesem – zakończyła się finansową klapą.

 

Urząd Miasta nie robi wiele w kwestii promocji wydarzenia wśród mieszkańców – wg badań firmy Pentagon Research z marca 2015 roku, aż 70% Wrocławian termin World Games nic nie mówi, a blisko 60% pytanych nie potrafi wymienić ani jednej dyscypliny z programu igrzysk. Co gorsza, będący w finansowym dołku po przygotowaniach do Euro 2012 Wrocław w obliczu niesprawnej komunikacji miejskiej, dziurawych dróg i niewystarczającej liczbie miejsc w przedszkolach nie ma pieniędzy na kolejną dużą imprezę, która tylko na pierwszy rzut oka wyjdzie miastu na zdrowie. Zupełnie nie dziwi polityczny sprzeciw opozycji i chęć ogłoszenia referendum ws. ewentualnej rezygnacji z World Games, chociaż wiadomo, że na takie kroki jest już za późno. Martwi nie tylko bezmyślność radnych, którzy kandydaturę miasta poparli, ale też bierność opozycji w chwili, gdy na wycofanie się z nierentownego przedsięwzięcia nie było jeszcze za późno.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)