Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne SPORT4FANS w Kolonii: Brak rywali w kraju największym problemem Vive?

SPORT4FANS w Kolonii: Brak rywali w kraju największym problemem Vive?

Inne | 31 maja 2015 01:45 | Damian Wiśniewski
Nasze stanowisko pracy w Lanxess Arenie
fot. Damian Wiśniewski
Nasze stanowisko pracy w Lanxess Arenie

Maszynka do wygrywania stworzona przez Tałanta Dujszebajewa niestety się zacięła. Nie będzie w tym sezonie magicznej liczby zwycięstw we wszystkich rozgrywkach, nie będzie upragnionego triumfu w Lidze Mistrzów. Przynajmniej na razie kielczanie muszą te marzenia odłożyć na bok, a paradoksalnie hegemonia w lidze może wcale nie być pomocna.

 


Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że szczypiorniak nie jest dyscypliną numer jeden w Polsce i pisaliśmy już o tym kilkukrotnie. Liga została zdominowana przez jeden zespół. Ściga go Orlen Wisła Płock, ale to za mało. Niestety, na trybunach PGNiG Superligi nierzadko pojawia się mała liczba kibiców na trybunach. Podczas finałowego turnieju Pucharu Polski w Warszawie mieliśmy tego doskonały przykład, ale o tym pisaliśmy swego czasu.


Kolonia natomiast już po raz kolejny organizuje final four Ligi Mistrzów, jednak po raz pierwszy mieliśmy okazję przyjrzeć się temu z bliska. Jesteśmy pod wrażeniem hali oraz tego, jaka atmosfera na niej panowała. Ktoś powie: okej, ale nie porównujmy rangi obu wydarzeń. Zgadza się, impreza w Warszawie pod tym względem była dużo mniej wartościowa, ale pamiętamy jakie problemy były z zapełnieniem niewielkiego przecież Torwaru, poza meczem finałowym. Dzisiaj z kolei na Lanxess Arenie nie można było znaleźć choćby jednego wolnego miejsca, jutro trzeba się spodziewać tego samego.


Było trochę obok głównego założenia tego tekstu, teraz do tego przechodzimy. W styczniu przyszłego roku organizujemy mistrzostwa Europy i hale podczas spotkań naszej reprezentacji będą wypełnione po brzegi i innej sytuacji nawet nie bierzemy pod uwagę. Problem jednak naszym zdaniem leży w innym miejscu. Kiepska liga sprawia, że wzrost zainteresowania tym sportem w naszym kraju jest bardzo powolny i nie ratują go nawet fantastyczne występy reprezentacji. Oczywiście, że podczas ostatnich mistrzostw świata niemal każdy ekscytował się najważniejszymi meczami drużyny Bieglera, ale teraz, po kilku miesiącach od tego wydarzenia, wszystko odeszło jakby w niepamięć.


Problem polega właśnie na słabej lidze. Ktoś powie, że jak to słabej, skoro mistrz Polski znalazł się w czwórce najlepszych zespołów Europy, a wicemistrz awansował do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Niestety, prawda jest taka, że Vive aktualnie tak daleko odjechało swoim ligowym przeciwnikom, że starcia te nie pozwalają na wyciąganie żadnych wniosków. Przed meczem wiadomo, że wygra ekipa Dujszebajewa i jedyne pytanie, jakie można sobie zadawać to, jak dużą różnicą goli jej się to uda. Nawet „Święte Wojny” z Wisłą Płock nie serwują nam odpowiedzi na pytanie, w jakiej aktualnie formie znajduje się zespół z Kielc.


Ostatnio co prawda te starcia dwóch najmocniejszych ekip w kraju stały się ciekawsze, wróciła dawna zaciętość, ale wciąż są one rozstrzygane na korzyść drużyny ze Świętokrzyskiego. Czy są grane w Kielcach, czy w Płocku, czy w ramach ligi, czy pucharu. Niezmienne jest to, że górą są kielczanie i ocenianie ich dyspozycji przed tak ważnym turniejem, jak final four Ligi Mistzów, jest praktycznie pozbawione sensu. Z całym szacunkiem dla „Nafciarzy”, którzy po sezonie tracą dwóch bardzo ważnych zawodników, a jeden z nich wyląduje w… Kielcach.


To wszystko przekłada się na to, że jeśli chcemy dostrzec prawdziwą siłę zespołu z Kielc, to musimy patrzeć na rozgrywki Ligi Mistrzów. Oczywiście tutaj do dnia dzisiejszego również szło doskonale. Tylko jedna porażka i to taka, która nie miała wpływu na awans do ćwierćfinału. Kielczanie popełniali błędy w defensywie, tracili sporo bramek, ale potrafili zdobywać ich jeszcze więcej, dlatego te mankamenty nie były aż tak widoczne. Do dzisiaj, kiedy naprzeciw nich stanął przeciwnik z najwyższej światowej półki, mający w bramce robota, który jest w stanie obronić każdy rzut. Barcelona złapała dużą pewność siebie dzięki bramkarzowi, który bronił niebywale, zabrakło tego kielczanom. Kto wie, może gdyby Szmal, albo Sego obronili jedną, dwie takie sytuacje jak reprezentant Kataru, to właśnie mistrzowie Polski poszliby za ciosem i cieszylibyśmy się z awansu? Tego się nie dowiemy, ale pewni możemy być, że Sarić dał swojej drużynie to, czego ani Chorwat, ani „Kasa” dać dzisiaj nie potrafili.


Nie chodzi tutaj oczywiście na zwalenie całego problemu na dwie osoby. Absolutnie. Wszyscy widzieliśmy, jak funkcjonowała gra w ataku w wykonaniu kielczan, jak często gubili oni piłkę, bądź oddawali strzały z nieprzygotowanych pozycji, lub (zwłaszcza w pierwszej połowie) robiąc to za czytelnie. Chodzi tylko o to, że być może Vive poczuło się nieco za pewnie. Podeszło do tego meczu maksymalnie skoncentrowane, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale przez brak konkurentów na arenie krajowej, długi ich brak w Europie, w tak ważnych meczach jak ten, coś może się popsuć. Rywal taki jak Barcelona nie odpuszcza prezentów i wykorzystuje je maksymalnie.


Tałant Dujszebajew robi w Kielcach fantastyczną pracę. Stworzył maszynkę do wygrywania w lidze i pucharach, ale brak poważnych przeciwników na krajowym podwórku paradoksalnie może szkodzić . Płock jest niezłą drużyną, ale umówmy się, to nie ten rozmiar kapelusza. Tak naprawdę Liga Mistrzów od fazy pucharowej staje się dla kielczan wyznacznikiem ich prawdziwej wartości. I to ona pokazała, że jest to zespół wyśmienity, jeden z najlepszych na kontynencie, ale nie najlepszy. Brakuje pewnych detali, ale trudniej będzie je poprawić w przyszłym sezonie, kiedy na krajowym horyzoncie wciąż nie widać poważnego rywala.


Z Kolonii dla SPORT4FANS, Damian Wiśniewski


Twitter: @Wisniewski_D2

 





Kategoria: Inne
Komentarze (0)