Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne MP w lekkoatletyce: Robert Sobera bohaterem

MP w lekkoatletyce: Robert Sobera bohaterem

Inne | 21 lipca 2015 12:04 | Michał Chmielewski
Robert Sobera z uszkodzoną ręką
fot. Marek Biczyk / pzla.pl
Robert Sobera z uszkodzoną ręką

Determinacja, upór i postawa godna sportowca. Tyczkarz Robert Sobera sięgnął po srebro mistrzostw kraju, w których w ogóle nie powinien startować.

 

Rozgrzewki przed konkursem tyczkarzy zawsze trwają najdłużej. Najpierw każdy startujący precyzyjnie odmierza rozbieg, sprawdza jego poprawność, by następnie oddać jeden-dwa skoki próbne. Kibice zgromadzeni w okolicy zeskoku na krakowskim stadionie AWF spokojnie czekali na początek rywalizacji o mistrzostwo Polski. Ale spokojnie nie było.

 

Broniący tytułu sprzed roku Robert Sobera po jednym z tzw. „założeń” nagle runął głową na materac. Po okolicy rozniósł się przerażający dźwięk łamanej tyczki, którego echo budzi emocje w każdym, kto chociaż raz próbował tej konkurencji. Skoczek nie podnosił się przez chwilę, by potem zejść na tartan, skulić się i czekać na pomoc.

Taka sama sytuacja miała miejsce na kilka tygodni przed startem sezonu. Wtedy Sobera zerwał więzadła w kciuku i stracił prawie dwa miesiące przygotowań. Trener Dariusz Łoś przyznał, że we wrześniu konieczna będzie operacja. Po drugim takim zdarzeniu w ciągu jednego sezonu nie ma już żadnych wątpliwości. Pech Sobery jest o tyle nieprawdopodobny, że są i tacy zawodnicy, którym tyczka nie łamie się w trakcie kariery ani razu.

 

Reprezentujący AZS-AWF Wrocław lekkoatleta zniknął ze stadionu. Konkurenci w tym czasie rozpoczęli konkurs podczas gdy Soberę próbowano naprędce „złożyć” w punkcie medycznym. Nikt nie wiedział czy mający już bilet na MŚ w Pekinie tyczkarz wróci do skakania. Wrócił. Do posklejanej taśmami ręki wziął na próbę tyczkę, potem oddał próbny skok i przy głośnych brawach w drugim podejściu zaliczył 5.40 m, co z miejsca dawało mu 4. lokatę. Później z rywalizacji odpadli Przemysław Czerwiński i faworyt Piotr Lisek. A Sobera w pierwszej próbie uporał się z 5,60.

 

- Co najmniej srebro – przeanalizował szybko na trybunach dumny trener, dla którego sytuacja była o tyle zaskakująca, że jego zawodnik skakał na najtwardszych, oklejanych na szybko taśmą tyczkach. Wieczorem, już na spokojnie Sobera przyznał, iż mógł być to efekt dużej adrenaliny i pourazowego szoku, który podświadomie motywował go do większego wysiłku.

 

Lepszy w dramatycznym konkursie okazał się tylko mistrz świata z Daegu, Paweł Wojciechowski. Ale mimo że Robert na koniec konkursu sam zrezygnował z dalszego skakania, dla wielu stał się w poniedziałek bohaterem mistrzostw. I nawet większym niż Wojciechowski zwycięzcą.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)