Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Kac po Barcelonie

Kac po Barcelonie

Inne | 18 paździenika 2015 16:50 | Damian Wiśniewski

fot. Paulina Siewierska

Czegoś w rodzaju pomeczowego kaca nie odczuwałem już dawno. Jasne, bywało tak, że pozostawał ogromny niedosyt, jak na przykład wtedy Legia odpadała z Ligi Mistrzów ze Steauą, czy Wisła z Apoelem, ale minęło parę godzin i można było to uczucie odstawić na bok. Dzień po meczu Vive z Barceloną jest jednak zupełnie inny.


Od początku tego sezonu, a nawet przed jego startem, kielecki obóz mówił o tym, że jego celem na ten sezon jest kolejny awans do final four Ligi Mistrzów, a gdzieniegdzie przedzierały się głosy o triumfie w całych rozgrywkach. Zespół jest doświadczony dwoma występami w Kolonii, jest prowadzony przez świetnego szkoleniowca, ma silną kadrę, więc te wszystkie głosy zdawały się być może nie w stu procentach pewne, ale na pewno w pewnym stopniu realne.


Niestety, w jakimś stopniu wychodzą rzeczy, o których pisałem w maju. Brak poważnego przeciwnika w kraju sprawia, że część zawodników ma potem problem z grą z rywalem absolutnie topowy. Wtedy pisałem to po meczu z Barceloną, wczoraj znowu to ona uwypukliła problemy Vive. Niektórzy piłkarze w meczach z największymi sobie nie radzą.


Uros Zorman z Kristianstad zagrał doskonale. Rozgrywane przez niego akcje albo kończyły się ładnymi golami, albo rzutami karnymi. Mistrzowie Szwecji nie radzili sobie z taką grą Vive i musieli uciekać się do fauli. Słoweniec dał im srogą lekcję gry w piłkę ręczną, ale wczoraj sam wyglądał jak świeży uczeń. Ileż to razy kielczanie na siłę grali akcje zagęszczonym środkiem, zapominając o skrzydłach? Manuel Strlek, Ivan Cupić, Mateusz Jachlewski i Tobias Reichmann byli zdecydowanie za rzadko wykorzystywani, a szkoda. Szczególnie Niemiec kiedy już miał okazję, to pokazywał, jaki zespół z niego może mieć pożytek. To wszystko działo się jednak za rzadko.


I już nawet nie ma co wspominać sytuacji z samej końcówki meczu. Jasne, Zorman zgubił piłkę i osłabił zespół, ale nie ma potrzeby go linczować. Taki kiks mógł zdarzyć się każdemu, a ratowanie się faulem było naturalnym następstwem (tak jak czerwona kartka, którą za to otrzymał). Błąd fatalny, ale gdyby nie amatorska wpadka arbitra, to nikt długo by tego Słoweńcowi nie wypominał.

 


Sugerujemy EHF zarządzenie obowiązkowego badania wzroku arbitrów. Gudjon Siugurdsson ani nie jest na tyle drobniutki, ani jego koszulka nie zlała się z parkietem, więc jego obecności w polu karnym podczas rzutu Jespera Noddesbo nie sposób było nie zauważyć, ale to, co po samym meczu powiedział sam Islandczyk też przekroczyło wszelkie granice. A już na pewno te dobrego smaku.- Podczas dramatycznej końcówki dałem mojemu przyjacielowi moralne wsparcie. Mały breakdance rozluźnił napięcie – napisał na Instagramie.


Oczywiście, błąd arbitrów nie przysłania tego, że Zorman zagrał po prostu źle. W Kielcach z utęsknieniem czeka się momentu, kiedy wreszcie na parkiet będzie w stanie wybiec Mariusz Jurkiewicz. Sam fakt, że reprezentant Polski będzie w stanie grać na pewno nie tylko wzmocni zespół, ale także sprawi, że Zorman będzie musiał zrobić postęp, żeby przez dłuższy czas przebywać na parkiecie. Umówmy się, klasa i umiejętności środkowego rozgrywającego reprezentacji Polski są zwyczajnie wyższe. Wszystko zależy od tego, jak szybko wróci do normalnej sprawności. Długość przygody Vive z Ligą Mistrzów zapewne również.


Trudno też wygrywać, gdy kompletnie nie funkcjonuje prawe rozegranie. Jeśli jeszcze jeden nie najlepszy mecz Krzysztofa Lijewskiego można wybaczyć i uznać, że to wypadek przy pracy (mimo tylko jednej bramki to wciąż światowy top na tej pozycji), to w przypadku Denisa Bunticia mamy już do czynienia z recydywą. Chorwat od dłuższego czasu nie potrafi wejść w odpowiedni rytm i pisaliśmy już też o tym po spotkaniu z Kristianstad. On sam powiedział wczoraj, że jest wściekły za to, jak zagrał w pierwszej połowie. To dobrze, ale warto uwzględnić też poprzednie mecze.


Trudno dojść do siebie po takim meczu. Zwycięstwo było tak blisko, że w jego utratę długo jeszcze będzie trudno uwierzyć. Wszystkie okoliczności, które mogły sprawić, że kielczanie przegrają z kretesem do tego nie doprowadziły – Katalończycy również popełniali swoje błędy. Sekundy przed końcem gospodarze prowadzili dwoma golami, ale potem to się skończyło. Błąd Zormana, wielbłąd arbitra i wszystko runęło. Dlatego właśnie każdemu, kto kibicuje polskiej ekipie w europejskich pucharach nie łatwo jest przełknąć ten rezultat.


Pocieszające na pewno jest to, jak zakończenie meczu przyjęli goście. Komentujący ten mecz dla EHF TV, Tom O'Brannigan, krzyczał do mikrofonu, że zawodnicy Barcelony wyglądają jakby właśnie wygrali Ligę Mistrzów. Kto przed meczem by pomyślał, że to właśnie tak oni zareagują na remis?


Damian Wiśniewski
Twitter: @Wisniewski_D2

Kategoria: Inne
Komentarze (0)