Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Święta Wojna dla gospodarza! Wisła na kolanach

Święta Wojna dla gospodarza! Wisła na kolanach

Inne | 31 paździenika 2015 19:31 | Mateusz Decyk


Hitowe spotkanie PGNiG Superligi zakończone pogromem w Hali Legionów. Dziesięć bramek przewagi to przepaść, ale czy Vive wygrałoby tak wysoko gdyby nie ,,dzień konia'' Sławomira Szmala? Można z tym polemizować, ale nie ulega wątpliwości, że Nafciarze wciąż muszą zmagać się z jarzmem niespełna pięciu lat bez wygranej w meczu z Kielczanami.

 

Do pojedynku na szczycie polskiego szczypiorniaka zespół gospodarzy podchodził w nieco osłabionym składzie co dawało Nafciarzom, teoretycznie większe szanse na przełamanie trwającej przeszło cztery lata passy w meczach z Kielczanami. Brak Marina Sego i Krzysztofa Lijewskiego na napawały optymizmem, ale mógł to być prawdziwy chrzest bojowy dla rezerwowych.

 

Zaczęło się bardzo intensywnie, od bramki Wisły, po głupiej stracie gospodarzy. Ta bramka pozwoliła Nafciarzom na spokojniejszą grę w pierwszych fragmentach. Obie strony nie wystrzegały się drobnych błędów, powodujących straty, a to wszystko przez szybkie tempo, które piłkarze narzucali sobie nawzajem. Jak się okazało szybciej, nie zawsze znaczy lepiej. Już przed dziesiątą minutą udało się gospodarzom wyjść na dwubramkowe prowadzenie, grają w przewadze jednego zawodnika. Ogromne zasługi miał w tym Sławomir Szmal, który popisał się fenomenalną podwójną interwencją, broniąc rzut z dystansu i dobitkę. Świetnie pracował Aginagalde, który oczyszczał strefę rzutową dla Grzegorza Tkaczyka i Karola Bieleckiego. Swojej drużynie nie zawsze pomagał trener Manolo Cadenas. Po jednej z kontrowersyjnych sytuacji kopnął krzesło, przez co jego drużyna otrzymała dwuminutową karę, w momencie, w którym Vive mogło wyjść na większe prowadzenie. Nieodpowiedzialne zachowanie szkoleniowca zakończyło się czterobramkową stratą i koniecznością szalonej pogoni za wynikiem. W dodatku z ust kibiców w Hali Legionów cały czas nie schodził fantastyczny Sławomir Szmal.

 

Jednak Nafciarzy, podobnie jak w pojedynku z Flensburgiem, trapiły inne problemy niż te w ofensywie. Nawet w przewadze dwóch zawodników, Ci nie radzili sobie piłkarzami Vive. Takie sytuacje trzeba było wykorzystywać, by pomniejszać ich przewagę, a na dobrą sprawę, gospodarze zmierzali w kierunku prowadzenia pięcioma bramkami jeszcze przed przerwą. Oneto i Pusicia ogrywani jak dzieci, Wichary i Rodrigo nie potrafiący utrzymywać skuteczności na poziomie chociażby 20%. Pierwsza część zakończyła się wynikiem 15:11 na korzyść Vive. Większy spokój, mniej strat i… Szmal.

 

Druga połowa była tylko kontynuacją koszmaru Nafciarzy. Po dziesięciu minutach piłkarze Vive zdołali wygenerować przewagę ośmiu bramek, a sam meczy przybrał formę egzekucji, przy dobrej zabawie kibiców na trybunach. Głównym wodzirejem sobotniego wieczoru został Karol Bielecki, który momentami wyglądał tak jakby przyszło mu grać z drużyną juniorską. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć sporo ciekawych akcji rozegranych na sporym luzie przez podopiecznych Tałanta Dujszebajewa. W zasadzie było już po meczu, a komentatorzy musieli dostać cichą informację o spadku oglądalności meczu, bowiem przez ostatnie dwadzieścia minut nie mogło być więcej emocji. Potrzebna byłaby do tego nie tyle katastrofa, co koniec świata. Temperatura na parkiecie rosła, ale nie za sprawą świetnej gry, a nerwów, które nie każdego stały na wodzy. Coraz więcej było niepotrzebnej agresji, fauli, a obie drużyny ewidentnie czekały już tylko na końcową syrenę, biorąc tę ewentualność, by przed jej dźwiękiem wyrównać z rywalem porachunki. Niekoniecznie w sportowy sposób. Najlepszym świadectwem tego było wykluczenie Mateusza Kusa poprzez gradację kar. Vive wygrało wysoko, ale Święta Wojna na pewno nie zakończyłaby się tak wysoką porażką Nafciarzy, gdyby nie fantastyczna forma Sławomira Szmala. Miejmy nadzieję, że dobra forma Karola Bieleckiego, zdobywce dwunastu bramek z gry, a sześciu z rzutów karnych, utrzyma się aż do styczniowego europejskiego czempionatu. Czy można pochwalić kogoś z drużyny przyjezdnych? Chyba tylko Michała Daszka. A poza tym skuteczność doświadczonych Zelenovicia, czy Tarabochi wołała o pomstę do nieba.

 

Vive Tauron Kielce – Orlen Wisła Płock 32:22

Kategoria: Inne
Komentarze (0)