Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Wyblakłe Złotka. Przykre losy kobiecej reprezentacji
Skowrońska-Dolata doskonale pamięta mistrzostwa w Turcji i Chorwacji
fot. wikipedia.org,
Skowrońska-Dolata doskonale pamięta mistrzostwa w Turcji i Chorwacji

Wyblakłe Złotka. Przykre losy kobiecej reprezentacji

Inne | 08 stycznia 2016 18:16 | Krzysztof Mokrzycki

Polska przegrała wczoraj z Włochami 2:3 i odpadła z turnieju eliminacyjnego do Igrzysk Olimpijskich w Rio. Nasze „Złotka” obejrzą najważniejszą imprezę czterolecia w telewizji. Przez ostatnie parę lat kobieca kadra zalicza coraz więcej upadków, i o ile w przypadku męskiej drużyny zwycięstwa to już niemal tradycja, o tyle u płci pięknej powoli każda wygrana Polek odbierana zaczyna być jako wyjątek od reguły.

 

Smutne jest, że ekipa, która przecież wcale nie tak dawno zdobywała medale na imprezach mistrzowskich, teraz ma problemy, aby w ogóle awansować na wielkie turnieje. Zmieniający się trenerzy niczego więcej, niżli poprzednicy, nie wnoszą. Wydawać się może, że po prostu pewnego poziomu niektóre siatkarki nie przeskoczą, zaś te, które pamiętają wielkie sukcesy za trenera Niemczyka (choćby Katarzyna Skowrońska-Dolata), choć nadal w dobrej formie, to jednak same meczu nie wygrają. Przykre, ale takie są fakty.


W 2003 roku Polki odpaliły petardę podczas turnieju mistrzostw Europy, która doprowadziła ich aż do wielkiego finału, a potem złotych medali. Dwa lata później kadra, w większości oparta na siatkarkach z mistrzowskiego składu, obroniła tytuł i wydawało się, że będą to złote lata polskiej siatkówki. Wszak zaczęli liczyć się też panowie, a panie były na absolutnym szczycie. Zabójczym duetem były wtedy Gosia Glinka i Kasia Skowrońska. Pierwsza dała sobie spokój z reprezentacją narodową, a po nieudanym turnieju eliminacyjnym do IO w Rio wydaje się, że i zawodniczka wrocławskiego Impelu zawiesi karierę w narodowych barwach. Turcja 2003 i Chorwacja 2005 – te dwa turnieje zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiej siatkówki. Wtedy jeszcze w biało-czerwonych barwach grała Agata Mróz, która jak wiemy w 2008 roku poświęciła swoje życie dla nowonarodzonego dziecka i odeszła odbijać piłkę do nieba. Zmarła dokładnie dwa miesiące po przyjściu na świat swojej córeczki, Liliany. Nie można wykluczyć, że to był jakby przełomowy moment w karierach wielu reprezentantek kraju. Przecież odeszła ich bliska koleżanka i na pewno musiało to odcisnąć piętno na drużynie, zwłaszcza na psychice zawodniczek.


Kolejni trenerzy po Niemczyku (on także walczył swojego czasu z ciężką chorobą) próbowali układać kadrę po swojemu, dodając do niej kilka nowych twarzy. Jednak odmłodzenie kadry nie wyszło na dobre żadnemu z nich. Czy to Makowski, czy Włoch Bonitta, czy obecnie Nawrocki, nie mieli pomysłu na to, jak dźwignąć ten zespół z powrotem do europejskiej czołówki. Więcej zdań chciałbym poświęcić temu drugiemu szkoleniowcowi. Słynie on z twardej ręki i ekspresji podczas meczów. Żywo gestykuluje, gra z zespołem. Wydaje się, że to dobrze, ale realia okazały się zupełnie inne. Moim zdaniem Włoch zniszczył to, co z mozołem wybudował Niemczyk. Zupełnie nie trafiał z powołaniami, kadra grała słabo i przegrywała mecze z niżej notowanymi ekipami, a od wielkich europejskiej siatkówki zwykle zbierała srogie baty. Od jego kadencji minęło już trochę czasu, ale marazm polskiej piłki siatkowej kobiet nadal trwa i za to trzeba winić nie kogo innego, jak właśnie Bonittę. Poza parkietem zaliczał kolejne kłótnie z zawodniczkami, ponoć zupełnie nie szanował dziewczyn. Był twardy i taką też ręką chciał prowadzić kadrę. To nie zdało egzaminu i butny szkoleniowiec w końcu wyleciał. Wyleciał, ale już było za późno. Polki grały słabo i choć zdarzały im się dobre występy, to jednak nie potrafiły nawiązać do poziomu, który prezentowały na parkietach Turcji czy Chorwacji. Jeśli ktoś twierdzi, że to nie wina włoskiego trenera, to proponuję zobaczyć, jak spisuje się silna przecież reprezentacja Italii pod wodzą Bonitty.


Wygrywanie z lepszymi zespołami stało się bardzo rzadkie, a potencjalne zwycięstwa były zazwyczaj efektem „dnia konia” jednej z siatkarek. Przykładowo zdarzyło się biało-czerwonym pokonać Chinki 3:2, a wielki mecz zagrała wówczas Ania Podolec.


Ponoć nikt w kraju nie narzeka na szkolenie – wręcz przeciwnie, mamy dużo młodych, perspektywicznych zawodniczek, które mają być wręcz skazane na reprezentację. Sporo ciekawych dziewczyn gra w Legionowie, a przykładami mogą być Aleksandra Wójcik czy Malwina Smarzek. Obie to siatkarki urodzone w latach 90-tych.


Zmiana pokoleniowa w kadrze szła jednak bardzo opornie. Co prawda zdarzały się nowe zawodniczki, które dziś stanowią o sile reprezentacji Polski. Przykładowo jeśli chodzi o libero wszyscy kiedyś zachwycali się młodziutką wówczas Pauliną Maj. Ona akurat odpaliła i dziś nadal jest w reprezentacji Polski.


Obecnie kadra to mieszanka rutyny z młodością, choć akurat tej rutyny jest więcej. Kilka siatkarek, które grały jeszcze w czwartek przeciwko Włoszkom, jak Izabela Bełcik, Kasia Skowrońska czy Sylwia Pycia, pamięta jeszcze erę „Złotek”. Ale wyników nadal nie ma. Są co prawda momenty, w których Anna Werblińska i spółka wspinają się na wysoki level i pokazują naprawdę świetną siatkówkę. Dwa sety w meczu z Rosją czy Włochami to jednak za mało, a co gorsza wahania formy są zatrważające. Polki potrafią zniszczyć rywalki i wygrywać 2:0, by potem dać się zdominować i przegrać cały mecz 2:3. Na tym poziomie za takie błędy się płaci i nasze zapłaciły za to najwyższą cenę – brak awansu.


Naprawdę przykro patrzeć na to, co dzieje się w polskiej drużynie. Smutne jest to, że nadal musimy żyć pięknymi wspomnieniami sprzed dekady i z utęsknieniem wypatrywać takiego zespołu. Panowie potrafili podtrzymać wysoki poziom do teraz, a każdy nowy zawodnik, którego wprowadza się do reprezentacji, po paru meczach odpala i jest ważną postacią drużyny. Przykładami mogą być choćby libero Wojtaszek, który znakomicie pokazał się w meczu z Belgią, oraz Mateusz Bieniek, odkrycie ostatniego roku. Także siatkówka klubowa liczy się na świecie. A u kobiet? Ligę od paru lat zdominowały dwa kluby; Chemik Police naszpikowany gwiazdami oraz Atom Trefl Sopot. Włącza się do walki też Impel Wrocław, ale już w Europie tak wesoło nie jest i choć zdarzają się wysoki w postaci wygranych z lepszymi zespołami i awansów, to jednak nie ma mowy o żadnej stabilizacji. Sporo w naszej lidze także zawodniczek zza granicy. Jasne, że podnoszą one jakość w naszej lidze, ale za to być może blokują miejsce młodym, zdolnym Polkom. Nie ma dobrego rozwiązania. Chyba.

 

Szkoda, że złote lata kobiecej siatkówki minęły. Przynajmniej w rozgrywkach reprezentacyjnych. Nadal tytułowane zaszczytnym mianem „Złotek” siatkarki, można powiedzieć, wyblakły. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że te czasy kiedyś powrócą. Bo powrócą, prawda?

Kategoria: Inne
Komentarze (0)