Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Polacy ogrywają Szwecję. Siódme miejsce na otarcie łez

Polacy ogrywają Szwecję. Siódme miejsce na otarcie łez

Inne | 29 stycznia 2016 17:26 | Mateusz Decyk


Polacy wygrali mecz o siódme miejsce na EHF EURO 2016, pokonując w niezłym stylu Szwecję. Mankamentów nie brakowało, ale po takim pogromie jaki sprawiła nam Chorwacja, ważne było zwycięstwo, po to by choć trochę poprawić wrażenie po sromotnej porażce z Chorwacją.


Wszelkie słowa opisujące nastrój w jakim polscy piłkarze ręczni podchodzili do spotkania ze Szwecją są zbędne. W zespole Bieglera panowała chęć godnego pożegnania się z europejskim czempionatem, a żeby to zrobić, konieczne było zajęcie siódmego miejsca na EURO 2016. Trudno powiedzieć, czy do spotkania ze skandynawską drużyną podchodziliśmy jako faworyci, ale jeśli tak, to z tej roli wywiązaliśmy się całkiem nieźle. Początek spotkania był dosyć leniwy zarówno jeśli chodzi o to co działo się na parkiecie i na trybunach. Dobry początek spotkania zaliczył szwedzki golkiper i tylko dzięki niemu nasi rywale siedzieli nam na ogonie. Przełom nastąpił po dwudziestej minucie, kiedy to udało nam się wyjść na prowadzenie czterema bramkami. Niestety… w tak dobrej sytuacji znów coś przestało grać i nawet mimo świetnej gry Sławomira Szmala (obroniony rzut karny), Szwedzi zdołali wyrównać w 26. minucie. Znów brakowało nam szczęścia, w poprzeczkę trafiał Karol Bielecki, a przeciwnicy świetnie radzili sobie z wyprowadzaniem kontrataków. Mimo niezłego wyniku nasza gra wciąż nie była najlepsza. Nabieraliśmy się na rzuty z drugiej linii, a sami byliśmy do nich zmuszani wskutek słabego tempa akcji Polaków. Wciąż brakowało płynności. Trudno uciec rywalowi na kilka bramek, gdy nie ma się pomysłu na sforsowanie muru obronnego rywala. Do przerwy mieliśmy remis.


Od początku drugiej części spotkania szło jak po grudzie. Szwedzki bramkarz, Mikael Appelgren ewidentnie miał swój dzień. Karol Bielecki znów trafił w słupek i tym sposobem przyjezdni wyszli na prowadzenie, mimo tego że mieliśmy przewagę jednego zawodnika na parkiecie. Wydawało się, że fizycznie wyglądamy całkiem nieźle, ale wciąż brakowało prędkości przy wyprowadzaniu kontr, a nasza agresja nie mogła się równać z zaciętością szwedzkiej obrony. Zawodziło ustawienie w naszej obronie. Brak naszej konsekwencji w tym elemencie pozwalał na szybkie zdobywanie bramek Szwedom. Nasi szczypiorniści niemal każdą rzuconą bramkę okupywali ogromnym wysiłkiem i nakładem zbędnej gry kombinacyjnej. Na szczęście po raz kolejny ratował nas nasz bramkarz. Na dziesięć minut przed końcem Sławomir Szmal statystycznie bronił co trzeci rzut przeciwników. Przez długi czas mieliśmy w tym meczu grę ,,punkt za punkt’’. Gdy już wydawało się, że bardziej nie potrafimy sobie skomplikować sytuacji, a Kamil Syprzak zaczął trafiać, rzut karny zmarnował Krajewski, a na domiar złego, po kolejnej akcji Szwedów sędzia wskazał na siódmy metr. Nilson trafił jednak w słupek, a po dobrze wyprowadzonym ataku Polaków, z bramki mógł się cieszyć Karol Bielecki. Na pół minuty przed końcową syreną prowadziliśmy dwoma bramkami, a tego nie można już było wypuścić. Polska pozytywnie żegna się polskim turniejem. Siódme miejsce to wciąż rozczarowujący wynik, ale zawsze lepszy niż kolejna porażka, po chorwackim blamażu.


Polska – Szwecja 26:24

Kategoria: Inne
Komentarze (0)