Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne KSW 22 - prawdziwa kwintesencja MMA!

KSW 22 - prawdziwa kwintesencja MMA!

Inne | 17 marca 2013 12:40 | Patryk Pankowiak
Udany debiut Nastuli w KSW
fot. KSW FOTO
Udany debiut Nastuli w KSW

Dwudziesta druga Konfrontacja Sztuk Walki, która odbyła się na warszawskim Torwarze upłynęła pod znakiem efektownym nokautów, spektakularnych poddań i technicznych popisów. Jednymi słowy, w niecałe cztery godziny mieliśmy okazję obejrzeć wszystko, co w MMA kochamy i podziwiamy.


Powiem szczerze, że zastanawiałem się ze znajomym czy ta gala może nas czymś zaskoczyć? Ostanie KSW 21 postawiło przecież poprzeczkę bardzo wysoko. Teraz mogę tylko popukać się w głowę i dziękować, że o 20:00 zasiadłem przed telewizorem. Jeśli Wy nie mieliście takiej możliwości lub po prostu chcecie sobie przypomnieć wydarzenia tej ekscytującej, sobotniej nocy, zapraszamy do zapoznania się z obszerną relacją tego eventu.


Już inauguracyjny pojedynek pokazał, że ta gala na długo zapadanie w pamięci sympatyków wszechstylowej walki wręcz. Jak się później okazało, była to jednak tylko średnio smaczna przystawka przed daniem głównym, którego tak naprawdę nie można jednoznacznie rozpoznać. Czemu niesmaczna? Średnio podobała mi się postawa Kamila Walusia, który podczas wchodzenia do ringu ślizgał się powolnie niczym ślimak, przy okazji śpiewając i tańcząc do popularnego utworu dyskotekowego. Augustowski Drwal w ringu zrobił jednak to, co do niego należało. Waluś szybo zdominował rywala, po kilku low-kickach sprowadził Christosa Piliafasa do parteru, gdzie po gradzie ciosów rozstrzygnął walkę na swoją korzyść. Winy darowane.


Po premierowym starciu do jednego ringu wszedł Rafał Moks i Marcin Naruszczka. Ten pierwszy przegrał swoje cztery ostatnie pojedynki, ale w sobotę był zawodnikiem o klasę lepszym. W walce do 80. kilogramów, wytatuowany Moks pokazał swojemu rywalowi miejsce w szeregu. Mierzący niespełna 175 centymetrów fighter zademonstrował cały swój kunszt, a swojego rywala wykończył efektowną gilotyną. Naruszczka, z odciętym kablem dostarczającym powietrze, padł na matę warszawskiego Torwaru niczym marionetka, a później bez większego namysłu - szybko odklepał.


To był jednak tylko przedsmak tego, co czekało nas na KSW 22. Już w trzeciej walce upewniłem się w przekonaniu, że walki w ringu to nie sport dla mnie. Aziz Karaoglu spuścił prawdziwe lanie dosyć zaskoczonemu tym faktem Piotrowi Strusowi. Niemiec tureckiego pochodzenia trafił Polaka potężnym ciosem, a później dokończył dzieła kilkoma młotkami z góry. Wyglądało to naprawdę drastycznie. Sam widok tego typu zabolał nawet Jakuba Rzeźniczaka, który od razu skomentował tę walkę na swoim twitterze.


No dobra, teraz pora na nokaut wieczoru w wykonaniu ... 22-letniego zawodnika przypominającego wyglądem skromnego, bezbronnego chłopca. Pierwsza cecha na pewno się zgadza, ale druga... Coś na ten temat powiedzieć może Pavel Svoboda, przeciwnik Anzora Azhieva. Pochodzący z Czeczenii fighter (mocno związany z Polską i reprezentujący nasz kraj) wykończył swojego rywala jednym ciosem już na początku walki. Svobodzie na głowę zwalił się sufit, światła zgasły, a w oddali słyszał pewnie tylko szumy. Czech padł na białą matę i nie opuścił jej już o własnych siłach. Zadowolony Anzor po walce odział się w flagę Polski i z uśmiechem na twarzy odbierał gratulację. Wielkie słowa uznania dla tego niezwykle utalentowanego i perspektywicznego wojownika, który już teraz porównywany jest do Mameda Khalidova.


Walce Karola Bedorfa z Oli Thompsonem przyglądałem się niezwykle uważnie. Polak szybko zdominował pojedynek i brutalnie porozcinał swojego rywala, do czego dołożył jeszcze efektywne niskie kopnięcia. Oli dosłownie słaniał się na ringu, a sytuacji nie poprawiał również rozcięty łuk brwiowy. Bedorf trzymał się jednak misternie utkanego planu i przez pełne trzy rundy nie zdecydował się na szarżę, która mogłaby spowodować zakończenia walki przed czasem. Polak ostatecznie po dobrej walce zwyciężył przez decyzję sędziowską, choć wynik mógł rozstrzygnąć znacznie wcześniej. Thompson po walce na pewno szybko udał się do pobliskiego szpitala.


Debiut jak z nut

Paweł Nastula stoczył wreszcie swoją pierwszą walkę dla federacji KSW. Przyznam szczerze, że podobnie jak inni, z niecierpliwością wyczekiwałem pojawiania się na ringu mistrza olimpijskiego z Atlanty. Dawny zawodnik legendarnego Pride nawet przez moment się nie zawahał i szybko rozprawił się ze swoim 37-letnim przeciwnikiem. Nastula w swoim stylu zdominował walkę parterową i zakończył pojedynek, zakładając Kevinowi Asplundandowi tak zwana amerykanę. Utytułowany warszawianin sprostał oczekiwaniom, uszczęśliwiając przy tym tysiące kibiców. Nie pozostało mi nic innego, jak zacytować słowa Mateusza Borka: "Gratulacje, mistrzu!".


Fight of the night
Uwiecznieniem genialnej, sobotniej gali był występ Jana Błachowicza. Zgodnie z przepuszczeniami, walka miała raczej charakter wzajemnego badania, a dominowały świetne techniczne ciosy oraz sprowadzenia. John nie przestraszył się kartoteki Gorana Reljica, który ma za sobą występy w prestiżowym UFC i dotrzymując obietnicy - pokazał Chorwatowi, co znaczy polski cios. Błachowicz ostatecznie jednogłośnie wygrał na punkty i obronił mistrzowski pas w kategorii do 93. kilogramów.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)