Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne KSW 23: Heroizm, krew, charakter i wielki Mamed!

KSW 23: Heroizm, krew, charakter i wielki Mamed!

Inne | 09 czerwca 2013 12:55 | Patryk Pankowiak
KSW 23
fot. KSW FOTO
KSW 23

Po dwudziestej drugiej Konfrontacji Sztuk Walki poprzeczka jakości i widowiskowości została zawieszona na pułapie trudnym do przeskoczenia. Kolejna gala organizowana w niekoniecznie ciepłym czerwcu sprostała jednak wielkim oczekiwaniom i moim zdaniem okazała się równie niesamowita jak ta poprzednia.


KSW 23 od mocnego uderzenia rozpoczął brazylijski wojownik Luiz Ricardo Simon. Gość z ciepłego zakątka świata zdominował Mateusza Piskorza i po trzech pełnych rundach został ogłoszony przez sędziów jednogłośnym zwycięzcą. W drugim extrafightcie wieczoru triumfował natomiast utalentowany Mateusz Gamrot, a w walce kobiet złudzeń swojej rywalce nie pozostawiła Karolina Kowalkiewicz.


Przed trzema najważniejszymi starciami sobotniej gali, na ringu nadmorskiej Ergo Areny pojawił się jeszcze Aslambek Saidov i Ben Lagman. 29-letni rodowity Czeczen już w drugiej rundzie zmusił swojego rywala do poddania, odnosząc swój ósmy triumf w federacji KSW.


Krwawa łaźnia
"Łokieć masz już na przeproście, wyłamany bark,
zegar nakazuje pośpiech, nie jeden by zmarł,
krew napływa do oczu, skończył ci się fart
oddech zdechł, leży już w koszu, został ducha hart"
- słowa piosenki rapera Soboty, przy której do ringu wchodzi Michał Materla doskonale obrazują to co działo się podczas jego pojedynku z Kendallem Grovem. Walka już okrzyknięta została mianem klasycznej czy legendarnej, a widzowie w Sopocie/Gdańsku przecierali oczy ze zdziwienia! Hawajczyk z amerykańskim paszportem od razu zrobił użytek ze swoich ponad 15 centymetrów przewagi i w pierwszej rundzie niemiłosiernie obijał polskiego gladiatora. W drugiej to Materla sprowadził Grove'a do parteru, przejął inicjatywę, ale kilka rozcięć na twarzy cały czas dawało się we znaki. W istnie dramatycznym rozdaniu obaj zawodnicy na przemian wymieniali się lewymi prostymi, a Michał w końcu zdecydował się na kolejne obalenia. Po "ostatnim" gongu Kendall z uniesionymi dłońmi powędrował w objęcia swoich trenerów, ale wszyscy po cichu liczyli, że to starcie nie jest jeszcze przesądzone. Faktycznie - sędziowie ogłosili dogrywkę, do której teoretycznie z lepszej pozycji przystępował amerykański fighter.


Nie wiem skąd Materla wykrzesał jeszcze siły na dodatkowe pięć minut, ale on naprawdę wyszedł do dalszej walki, nie zważając na kałużę krwi w swoim narożniku. Niesiony głośnym dopingiem polskich fanów MMA, Michał Materla wdał się w prawdziwą wojnę z mierzącym blisko 2 metry Grovem i zadając ciosy samą siłą woli ostatecznie zdołał pokonać na punkty utytułowanego rywala. Długo po końcowym werdykcie Da Spyder nie mógł uwierzyć jeszcze w to co się stało, a ocierający twarz z krwi Materla odbierał zasłużone gratulacje i pokłony.

 

Michał Materla po zwycięskiej walce | facebook.com/michalmaterla

 

Lekki zawód
Debiutujący w ringu KSW Sean McCorkle dość niespodziewanie szybko rozprawił się z Mariuszem Pudzianowskim. Za Amerykaninem co prawda wyraźnie przeważało doświadczenie, ale jego trzy ostatnie porażki nie wyglądały imponująco. Pudzian po niezłym elemencie stójkowym pozwolił jednak na sprowadzenie walki do parteru, a tam Big Sexy szybko założył efektowną kimurę.


-Kocham Polskę, a KSW to organizacja najlepsza na świecie. Przewyższa nawet UFC - chwalił kraj nad Wisłą w rozmowie z Mateuszem Borkiem Big Sexy. -Jeśli dostanę tylko taki telefon, to chętnie po raz kolejny przyjadę do Polski i stoczę tutaj walkę - dodał McCorkle.


Dla Mariusza Pudzianowskiego była to bezwzględna i myślę, że bardzo potrzebna lekcja. Polak nie postanawia jednak chować głowy w piach. -Ta porażka tylko jeszcze bardziej zmobilizuje mnie do cięższych treningów - mówił ambitny Polak, który przegrał po raz trzeci w karierze.


Niezniszczalny i nietykalny
Pozytywnych epitetów określających Mameda Khalidova znalazłoby się z pewnością jeszcze bardzo, bardzo wiele. Czeczeński gladiator po raz kolejny dał popis swoich nietuzinkowych umiejętności. Khalidov obiecał Melvinowi Manhoefowi walkę w stójce i obietnicy dotrzymał. Holender nie wykorzystał jednak swojej szansy i przez ponad dwie minuty nie rozstrzygnął pojedynku na swoją korzyść. Uznawany za jednego z najlepszych w Europie - 32-letni Czeczen z polskim obywatelstwem, nie czekając dłużej rzucił się na swojego rywala i udusił go efektowną gilotyną. No Mercy, podobnie jak jego sztab szkoleniowy, przecierał oczy ze zdziwienia, a Mamed Khalidov po raz kolejny udowodnił skalę swojego mistrzostwa i panowania w KSW. Z groźnie odgrażającej się legendy K1 pozostały już tylko niespełnione obietnice... Energicznie i ochotniczo tańczący przed walką Manhoef wytrzymał w ringu niewiele ponad 2 minuty.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)