Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne LŚ 2013: Tego Kurka nikt nam nie zakręci!

LŚ 2013: Tego Kurka nikt nam nie zakręci!

Inne | 29 czerwca 2013 15:00 | Kamil Skrok

fot. Piotr Drabik

Udało się! Pierwsze zwycięstwo Polaków w tegorocznej Lidze Światowej! Zła passa została przełamana! Po zaciętych 5 setach Biało-Czerwoni wyszli z pojedynku w roli wygranych. Dwaj zawodnicy pociągnęli całą drużynę: fenomenalna gra Bartosza Kurka oraz genialna zmiana Jakuba Jarosza.

 

Małe podsumowanie
Podopieczni Andrei Anastasiego potrzebowali aż pięciu meczy, żeby zdominować przeciwników i wygrać mecz. Po czterech bolesnych porażkach w końcu udało im się pokazać ze swojej najlepszej strony, mimo początkowych trudności. Nadzieja została odnowiona, a zawodnicy zmotywowani do dalszej gry w Lidze Światowej. Duma, która mnie rozpiera kiedy piszę ten tekst jest tak wielka, że nie mogę złożyć jednego zdania. Wyrazy uznania należą się przede wszystkim Bartkowi Kurkowi, Jakubowi Jaroszowi oraz polskiemu szkoleniowcowi, który zmieniając Zbyszka Bartmana, obrócił losy całego spotkania. Z drugiej strony bardzo dobrze zaprezentowała się drużyna Argentyny, która nie oddawała Polakom ani jednego punktu „za darmo”. Mecz odbył na bardzo wysokim poziomie, warty obejrzenia, pełen niespodzianek oraz zwrotów akcji.

 

Co tam się w ogóle stało?
Pierwszy set to tak zwana gra „łeb w łeb”. Obie drużyny nie ustępowały sobie nawet na punkt, byliśmy świadkami bardzo zaciętej gry, pełnej efektownych ataków z każdej strony i dosyć skutecznych bloków środkowych, koniec końców Polacy wygrywają 26:24. 

 

W drugiej partii spotkania po raz kolejny w Lidze Światowej 2013 Biało-Czerwoni zostali całkowicie zdominowani przez swoich rywali. Mimo początkowej, dobrej gry naszego zespołu, w końcu Argentyńczycy narzucili własne tempo i to oni skończyli seta 25:19, a więc przy bardzo dużej przewadze.

 

Trzecia faza meczu to od samego początku bardzo dobra gra naszych przeciwników, którzy byli niesamowici w każdym sektorze: regularnej zagrywce, mocnym ataku i skutecznym bloku. Polacy byli bez szans i od początku stracili jakąkolwiek przewagę. Partia skończyła się ponownie wynikiem 25:19.

 

Czwarty set to chyba najlepszy w wykonaniu Polaków od samego początku trwania mistrzostw. Mimo nienajlepszego początku, Polacy dali popis niezwykłych umiejętności. Wszystko za sprawą „odkręconego Kurka”, który zdominował całe spotkanie i zatrzymał przeciwników na 9 punktach. Genialna zagrywka, cudowny blok, fenomenalny atak, dodatkowo Jakub Jarosz – nie do zatrzymania, kończący wszystkie swoje piłki. Do tego wszystkiego zmotywowana polska drużyna, wszyscy pełni nadziei na zwycięstwo zaczynają robić swoje, wreszcie gramy jak z nut, jak rok temu, cudowna partia spotkania kończy się wynikiem 25:17 dla Biało-Czerwonych.


Tie-break to wielka szansa Polaków na odbicie się od dna i przełamanie złej passy, która została w pełni pozytywnie przez nich wykorzystana. Od samego początku duet Jarosz-Kurek robi swoje, dodatkowo nakręcając całą drużynę, która coraz bardziej wdraża się, pokazując najlepszą siatkówkę.
Ostatni set kończy się wynikiem 15:8, owacja na trybunach.

 

Wieczór bohaterów
Wczorajszy mecz należał przede wszystkim do dwóch zawodników, bohaterów: Jakuba Jarosza – fenomenalnego atakującego reprezentacji oraz Bartosza Kurka – genialnego przyjmującego Polaków. Pierwszy z nich we wczorajszym spotkaniu zdobył 18 punktów: aż 16 atakiem oraz 2 bezpośrednio zagrywką! Przypomnijmy, że Kuba wszedł na parkiet dopiero w połowie spotkania, na dodatek w nienajlepszej sytuacji. Drugi z bohaterów zdobył 27 punktów, a więc całego seta i został wybrany bezapelacyjnie najlepszym graczem meczu! Tytuł jak najbardziej zasłużony, bo to dzięki niemu Polacy sięgnęli po zwycięstwo i odzyskali nadzieję na wygranie kolejnych spotkań. Po meczu, Kurek został okrzyknięty przez swoich kolegów z zespołu „prawdziwym liderem”.

 

Można? Można, tylko trzeba chcieć
Co sprawiło, że Polacy zwyciężyli, chociaż przegrywali już znacząco 2:1? Przede wszystkim bardzo ważna okazała się zmiana Jakuba Jarosza, który wszedł za Zbigniewa Bartmana, nienajlepiej grającego od początku sezonu zawodnika, o małej skuteczności. Najwidoczniej nie pomysłu na grę albo po prostu brakuje mu siły. Moim zdaniem to właśnie jego zmiennik powinien wystąpić w najbliższym spotkaniu w Gdańsku, zasilając pierwszą szóstkę zespołu. Drugim elementem jest oczywiście postawienie wszystkiego na jedną kartę przez Bartosza Kurka, który ryzykując zdobył ponad jednego seta swoimi punktami, dodatkowo pobudzając do pracy całą drużynę Anastasiego. Chłopcy zaczęli grać bardziej na luzie, ale mimo to ryzykując swoimi decyzjami, piłka którą prezentowali była o wiele bardziej dynamiczna i agresywna, niż powolna i asekuracyjna. „Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje” – te słowa genialnie odzwierciedlają spotkania Polska – Argentyna w Bydgoszczy. Blok zaczął zamykać kierunki, atak był nie do zatrzymania, zagrywka zaczęła trafiać w najgorsze ogniwa rywali i tak oto Polakom udało się sięgnąć po zwycięstwo. Oby tak dalej!

 

Moim zdaniem zwycięstwo w Final Six jest wciąż w naszym zasięgu, wystarczy tylko wyeliminować własne błędy i pokazać swoje najlepsze atuty, a niedoskonałości ukryć. Więcej ryzyka, mniej bezpieczeństwa. Więcej zmian, kiedy jednemu z zawodników nie idzie, mniej szans, kiedy ktoś niszczy kolejną piłkę. Więcej radości z gry, mniej złości na boisku. Te właśnie punkty zostały wczoraj spełnione i mogliśmy WRESZCIE oglądać Polaków, tych samych, których rok temu – zwycięzców.

Kategoria: Inne
Komentarze (0)