Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne LŚ 2013: Żegnamy marzenia

LŚ 2013: Żegnamy marzenia

Inne | 13 lipca 2013 14:53 | Kamil Skrok

fot. fivb.org

Nasi reprezentanci w pierwszym meczu z Bułgarią w Warnie ulegli swoim rywalom i tym samym pożegnali się z tegoroczną LŚ. Koniec marzeń o obronie tytułu. Podopieczni Andrei Anastasiego odnieśli bardzo bolesną porażkę 0:3 (21:25, 21:25, 21:25). Tym razem już definitywnie nie mamy żadnych szans na awans do Final Six, a drugi mecz będzie już tylko towarzyskim spotkaniem, miejmy nadzieję w przeciwieństwie do pierwszego, rozegrany w przyjaznej atmosferze (bułgarscy kibice zachowywali się bardzo nieprzyjemnie i agresywnie
w stosunku do Polaków).

 

Chyba nie ma potrzeby opisywać każdego z setów osobno, gdyż wyglądały one niemalże jednakowo, zresztą kończone zawsze zwycięstwem Bułgarów do 21. Co prawda pierwsza partia była bardzo zacięta i Polacy naprawdę pokazali się z dobrej strony, walczyli o każdą piłkę, nawet tą niemożliwą wręcz do odebrania. To dopiero w końcówce nasi rywale wyprzedzili nas o parę punktów, zapewniając sobie więcej tak zwanego „luzu” w grze, co zaprocentowało zwycięstwem. Patrząc w statystyki zdecydowanie pierwszy nasuwający się wniosek to, że w każdym z elementów Bułgarzy byli lepsi. Najlepszych punktujących obu drużyn dzieli aż 9 punktów! Nasi atakujący mieli zaledwie 30% efektywności. Stosunek bloku wyniósł 11:5, co na tym poziomie jest niedopuszczalne (jeżeli marzy się o zwycięstwie). Jedyne w czym Biało-Czerwoni okazali się lepsi to zagrywka, jednakże niewiele lepsza od serwisu przeciwników. Do tego wszystkiego dochodzi rozgrywający, Łukasz Żygadło stracił pomysł na grę, jego nota wyniosła zaledwie 4.00, kiedy statystyka wystawiającego po przeciwnej stronie siatki osiągnęła 9.00. Bułgarzy po prostu okazali się lepsi.

 

Bezapelacyjnie bohaterem wczorajszego meczu był Tsvetan Sokolov, który przewodniczył całej drużynie Bułgarii. Zdobył on aż 21 punktów dla swojego zespołu, choć sukces naszych rywali złożyła się gra całej drużyny. Gospodarze byli nie do zatrzymania. Każda kolejna piłka jedynie coraz bardziej ich nakręcała i zbliżała do awansu, co było widać na gołe oko. Trójkolorowi zupełnie zdominowali wczorajsze spotkanie, Polacy byli bez szans. Każdy atak naszego zespołu zazwyczaj kończył się efektywnym blokiem rywala, ściana Bułgarów była nie do obalenia. Nasi atakujący zostali wyłączeni z gry od samego początku. Zbigniewa Bartmana blokowano pojedynczymi "czapami", co skutkowało złością i uczuciem bezsilności, a Jakub Jarosz od początku nie mógł nawet przebić piłki za blok. Nasz blok przyrównać można do aluminiowej siatki, przez której luki przelatywały niemalże wszystkie piłki rywali. Źle funkcjonowała także polska defensywa, nie mogąc złapać żadnego ataku, przedzierającego się przez ręce naszych siatkarzy.

 

Bułgarzy mimo wielkiego zwycięstwa, po meczu przyznali, że grali średnio i nie podobała im się własna gra. Jest w tym trochę prawdy… Gdyby polski blok i defensywa funkcjonowały tak jak w poprzednich spotkaniach, mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej. Jednak mówienie, „co by było gdyby...” nie ma żadnego sensu. Zabrakło nam z pewnością Michała Winiarskiego, który w najcięższych momentach odmienia losy spotkania, zabrakło nam tej pewności na boisku, zabrakło nam tego ducha drużyny… Wielki szacunek należy się Bartkowi Kurkowi, który cały czas nakręcał chłopaków i zachęcał do gry, dając nadzieję swoimi uśmiechami i motywacyjnym pokrzykiwaniem. Całej reprezentacji nie można odmówić starań, bo widać było w ich oczach chęć walki – niestety, nie udało się. Być może to po prostu słabszy, gorszy dzień, przecież każdemu się może zdarzyć, nie ma po co obwiniać chłopaków – robili co tylko mogli.

 

Mecz toczył się o wielką stawkę – przejście do finałowej szóstki Ligi Światowej, gdzie dostać się mogła tylko jedna z walczących w piątek drużyn. Trzeba przyznać, że udało się to drużynie lepszej i nie można odmówić Bułgarom gry na najwyższym poziomie. Sobotni mecz nie ma już znaczenia, choć Polacy z pewnością będą starać się, może dla samego honoru – zwyciężyć i w ostatnim spotkaniu w tegorocznej LŚ pokazać się z jak najlepszej strony. Być może Biało-Czerwonym uda się zwyciężyć w tegorocznych Mistrzostwach Europy, bądźmy dobrej myśli. Powinniśmy zapomnieć o tym co się wydarzyło, to już tylko historia i złośliwe obwinianie naszych zawodników jest bezcelowe. Jak mówili nasi siatkarze – pamiętajcie, dla Was to dramat, ale dla nas jeszcze

większy, bo to my to przegraliśmy.


Tegoroczną Ligę Światową pięknie, a zarazem zabawnie podsumował komentator: „Koniec Ligi Światowej to nie koniec świata. A my nie jesteśmy Brazylią, żeby zawsze wygrywać”.


 

Kategoria: Inne
Komentarze (0)