Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Jak dalej potoczy się kariera Mameda Khalidova?

Jak dalej potoczy się kariera Mameda Khalidova?

Inne | 28 lipca 2013 13:39 | Patryk Pankowiak
Mamed Khalidov i Kendall Grove
fot. KSW FOTO
Mamed Khalidov i Kendall Grove

Jeśli interesujesz się światowym MMA, zapewne słyszałeś o czeczeńskich gladiatorach, którzy dzięki ciężkiej pracy i wrodzonemu talentowi stają się klasowymi zawodnikami, zyskując przy tym zasłużoną rozpoznawalność oraz zarabiając coraz potężniejsze pieniądze. Dyskutując, bądź rozmawiając na ten temat na pewno trzeba uwzględnić osoby Aslambeka Saidova czy Anzora Azhieva, którzy coraz śmielej poczynają sobie w KSW, czyli jednej z najlepszych europejskich organizacji mieszanych sztuk walki. Podstawową ikoną projektu Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego, a przede wszystkim czeczeńskiego napływu do Polski jest jednak wielki i kochany już w kraju nad Wisłą - Mamed Khalidov (wcześniej Chalidow).

 

W Polsce wygląda to tak - myślisz MMA - mówisz Mamed. Myślisz Khalidov - przeklinasz z wrażenia, przypominając sobie efektowne zakończenia walk, których autorem był przecież ten gościu z charakterystyczną brodą i piosenką towarzyszącą jego wejściu do ring. Znasz to ty, zna twój tata, a nawet brat średnio interesujący się krwawymi dyscyplinami sportowymi.

 

Nie skłamię jeśli napiszę, że Polacy uwielbiają Mameda Khalidova. Też go lubię. Oglądając jednak każdą kolejną galę z jego udziałem zadaję sobie tylko jedno pytanie: W której minucie dzisiaj? Gilotyna, trójkąt z pleców czy może nokaut w stójce? Pierwsza, druga runda? No, bo na pewno nie trzecia... O zwycięstwo nie posądzamy jednak rywali Khalidova - nie dlatego, że są słabi bądź mają mało ciekawą zawodową przeszłość. Mamed wygrać musi, bo do wygrywania jest stworzony. Yuki Sasaki, James Irvin, Matt Lindland, Jesse Taylor, Rodney Wallace, Kendall Grove, Mavlin Manhoef - to lista "graczy", którzy opuszczali biało-czerwone strony z podkulonym ogonem. Mamed nie przegrał od 7 marca 2010 roku. Co wiecej, nigdy jeszcze nie przegrał w naszych stronach!

 

Co dalej? Zegar bije

To, że Khalidov w Polsce jest gwiazdą nie podlega już żadnej dyskusji. Zawodowy rekord 27-4-2 mówi sam za siebie. Rodowity Czeczen, posiadacz rosyjskiego i polskiego paszportu ma już jednak 33-lata. Można zatem rzec, że to wiek, jak na czynnego sportowca przystało, dość zaawansowany. Więc, co teraz?

 

Mamed dostaje w Polsce na KSW coraz lepszych rywali, to fakt. Cały czas wychodzi jednak w konfrontacji z nimi obroną ręką. Przepuszczam, że taki stan rzeczy potrwa jeszcze z pewnością dość długo. Olsztynianin może zostać w kraju nad Wisłą i tutaj do końca zawodowej kariery święcić sukcesy, pokonując przeciwników z coraz to wyższej półki, zarabiając przy tym coraz większe pieniądze. To na pewno byłoby coś.

 

Jest jednak druga opcja, moim zdaniem lepsza, choć z pewnością gorsza biorąc pod uwagę grubość portfela. Żeby nie doszło do nieporozumienia, od razu podkreślam, że nie posądzam Khalidova o pazerność czy sknerstwo. Nikt nie ukrywa jednak, że pieniążki w UFC - bo o tym szczeblu światowego MMA tutaj mowa - są o wiele mniejsze, niż te, które gwarantowane są w Polsce, na miejscu, blisko rodziny i przyjaciół. Decyzja trudna - wyjechać i powalczyć o sławę formatu globalnego czy zostać i cieszyć się życiem, odnosząc sukcesiki i triumfiki?

 

Mameda stać na UFC. Ten poziom nie przerasta jego możliwości technicznych czy motorycznych. 33-latek obiecał, że kiedyś wznowi rozmowy z tą federacją, ale kiedy to faktycznie nastąpi i czy w ogóle? Czy od 2010 roku zawodnik z polskim obywatelstwem oprócz mniejszej gaży boi się wrócić do ojczyzny na tarczy? Bo zawsze przecież istnieje i taka ewentualność. To ma sens - mit wielkiego, kochanego przez fanów i niepokonanego fightera upadłby razem z kołami samolotu lądującego na Okęciu. Pytań wiele - odpowiedzi brak.

 

Nie chcę wyciągać wniosków i bawić się w prorokowanie przyszłości najlepszego polskiego zawodnika wszechstylowej walki wręcz, tym bardziej, że nigdy z nim nie rozmawiałem i zapewne długo jeszcze tak pozostanie. Fajne jest jednak sobie trochę pogdybać, wiedząc przy okazji, że "swój chłop", którego podziwiasz i szanujesz, ma szansę wypłynąć na szeroką wodę i zostać kimś wielkim, przeżywając chwilę glorii w amerykańskim oktagonie. Tylko czy opłaca się podjąć to wyzwanie?

Kategoria: Inne
Komentarze (0)