Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Inne Nie rezygnuj z marzeń

Nie rezygnuj z marzeń

Inne | 13 sierpnia 2013 10:15 | Jakub Kacprzak


Dzisiejszy świat stara się nam wmówić, że trzeba wyglądać odpowiednio wysportowanie, grać w markowym sprzęcie, pić tylko odpowiednie napoje izotoniczne i koniecznie używać odpowiednich aplikacji, które zmierzą naszą szybkość, przebyty dystans itd. Jak chcesz uprawiać sport, nawet amatorsko, tylko dla samego siebie, to grupa społeczna, która także dana dyscyplinę trenuje wymaga byś był niewiadomo jak dobry. Ale czy na to wszystko polega? Czy rzeczywiście każdy kto kopie piłkę na orliku dla własnej przyjemności, musi być drugim Zidanem, a osoba lubiąca czasami porzucać do kosza drugim Jordanem? Powiem Wam jedno. Nie rezygnujcie ze swych pasji, hobby i marzeń!


Oczywiście ważne jest to, by dbać o siebie. Jednak nie można przesadzać w jedną bądź drugą stronę. Zarówno nadwaga jak i niedowaga to bardzo złe rzeczy. Ale pamiętajcie też, że to nie społeczeństwo ma Wam wybierać jak macie wyglądać, w co grać i jak to robić. To Wy sami prowadzicie swe życie. Jeśli lubicie grać w kosza, a macie 160 cm wzrostu to nie rezygnujcie z gry tylko dlatego, że mówią Wam, że się nie nadajecie. Sam miałem wiele lat podobnie. Przy wzroście 172 cm ważyłem w pewnym momencie 118 kg. Długi czas nie umiałem się wziąć za siebie. Ludzie śmiali się ze mnie, że gram w kosza pomimo tego, że jestem niski i gruby. Ale pomimo tego wszystkiego uwielbiałem grać i nadal uwielbiam. W końcu postanowiłem zadbać o siebie. Schudłem 25 kg, ale nie było to spowodowane presją społeczeństwa. Po prostu czułem się źle, zdrowie nie dopisywało. Wiem, że nigdy nie będę profesjonalnym sportowcem. Ale czy tylko dlatego, że natura poskąpiła mi wysokiego wzrostu mam rezygnować z gry w sport, który tak kocham?


Temat ten ma duże znaczenie. Presja wywierana na dzieciach uprawiających jakikolwiek sport jest ogromna już od pierwszych szkolnych lat. Wiadomo, że jedni będą lepiej kopać piłkę, drudzy radzić sobie przyzwoicie w siatkówce, a trzeci szybko biegać. Jednak jeśli lubicie to robić to nie rezygnujcie z tego! Niech będzie w Was ta dziecięca pasja, ta iskra, która rozbłyska gdy zaczynacie grać. Najważniejsze jest bowiem to, by kochać swoje życie i czuć się swobodnie. Nie zwracajmy uwagi na nacisk ludzi, których nie znamy i którzy nie znają nas. Jak lubicie jakiś sport to uprawiajcie go i czerpcie z tego radość. Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście do niczego. Chore jest to, że nauczyciele, rówieśnicy i często obce osoby, z którymi widzimy się tylko na orliku wywołują presję na nas. Najgorsze w takich samozwańczych mistrzach sportu jest to, że uważają się za najlepszych. Widziałem takich całe mnóstwo. Ludzi przeżartych żalem, że nie są profesjonalistami. Najgorsze jednak jest to, gdy nauczyciele są takimi ludźmi.


Pamiętam jak kiedyś, pracując jeszcze w ŁKS-ie, pojechałem z dwoma piłkarzami na spotkanie z dziećmi z jednego łódzkich gimnazjum. Była to szkoła, która zbierała dzieci z tzw. trudnego środowiska. W oczy rzucała się jedna dziewczynka, która miała sporty talent piłkarski. Zacząłem rozmawiać z nauczycielką wychowania fizycznego czy biorą tę dziewczynkę na jakieś zawody. Odpowiedź mnie załamała. Okazało się, że zdolna piłkarsko młoda dziewczyna nie ma szans pokazać się na zawodach, bo nauczycielka w ramach kary za złe zachowanie jej nie zabiera. Czyste kretyństwo! Nie ma to jak iść na łatwiznę. Lepiej jest pokazywać dziecku, że nic nie osiągnie i dobijać je, niż pomóc, wytłumaczyć i pokazać, że dzięki talentowi ma szansę się wybić. A przecież kiedyś to właśnie ludzie o trudnym charakterze stawali się najlepszymi sportowcami.


Wiele lat temu nie było markowych ciuchów, stu par butów do kosza/piłki nożnej na sklepowych pułkach, czy orlików. Grano na betonie. Nie miano spodenek Nike/Adidas/Reebok i nie grano oryginalnymi piłkami. Za bramki służyły kamienie lub plecaki, a obręcz do kosza można było zrobić choćby z koła od roweru. Liczyła się pasja, a nie to jak kto gra. Byli lepsi i gorsi, ale każdy chciał rywalizować. Oczywiście docinki były, bo są one częścią rywalizacji. Ale dziś daje się zauważyć, że wszystko to zmierza w złym kierunku. Jak nie wyjdziesz na orlika w markowych ciuchach to jesteś tym gorszym. Jesteś grubszy? Nie nadajesz się! Za chudy? Też zły! I tu moje pytanie. Gdzie do cholery podziała się przyjemność z tego co się robi? Czy już nigdy nie będzie chodzić tylko o to, by się dobrze bawić? Czy polskie społeczeństwo uprawiające sport zostało już tak zdegenerowane i zepsute, że amatorom będzie chodzić wyłącznie o poniżenie przeciwnika?


Jestem kiepski w kosza. Nie ukrywam tego, nie udaję, że jest inaczej. Ale lubię grać. I jeśli Wy też lubicie uprawiać jakiś sport to cieszcie się z tym. Nie zwracajcie uwagi na to, że ktoś pomylił rzeczywistość z urojeniami. Powiem więcej. Jeśli czerpiecie radość z tego co robicie to jesteście lepsi od tych wszystkich pozorantów i spinających tyłki osiedlowych mistrzów. Bo oni grają ze świadomością, że muszą innym udowodnić jacy to genialni są. A Wy gracie, bo po prostu to lubicie!
 

Kategoria: Inne
Komentarze (0)