Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka "Wenę można znaleźć wszędzie" - wywiad z Jakubem Bereźnickim

"Wenę można znaleźć wszędzie" - wywiad z Jakubem Bereźnickim

Koszykówka | 18 listopada 2013 18:31 | Jakub Kacprzak
Grafika Jakub Bereźnickiego przedstawiająca Marcina Gortata
fot. Marcin Biedroń (A12 Team Photography
Grafika Jakub Bereźnickiego przedstawiająca Marcina Gortata

Zastanawialiście się kiedyś jak powstają grafiki sportowe i kim są ludzie, którzy je tworzą? Zapraszam do wywiadu z Jakubem Bereźnickim - artystą, grafikiem i fanem koszykówki.


Na sam początek. Skąd wzięła się Twoja pasja do sportu i pomysł, by przełożyć ją na pracę, którą wykonujesz?
Powinienem zacząć klasycznie: Hej,hej! Tu NBA! Jestem z tego pokolenia kiedy mecze najlepszej ligi świata były transmitowane w TVP. To właśnie wtedy rozwinęło się moje zamiłowanie do koszykówki. Jestem rocznik 80, więc trafiłem idealnie na moment, w którym zrobił się wielki boom na koszykówkę, Michaela Jordana i całe NBA. Do tego dobre wyniki naszej kadry, ciekawa krajowa liga. Wtedy zaczęło się to wszystko budować.


Już wtedy czułeś, że tworzenie grafik koszykarskich jest tym co chcesz robić?
Powiem Ci tak. W liceum byłem na rozdrożu. Jako młody chłopak uwielbiałem grać, gram zresztą amatorsko do tej pory. Wtedy grałem w piłkę nożną, którą każdy gdzieś tam kiedyś trenował i właśnie koszykówkę. W głowie miałem głównie sport. Pochodzę z artystycznej rodziny. Zarówno mama jak i ojciec są artystami. W liceum zastanawiałem się czy iść na ASP czy też na AWF. Zdecydowałem się na to pierwsze, poszedłem w ślady rodziców. Tym bardziej, że ASP dawało mi potem większe perspektywy i możliwość decydowania samemu o tym jak będę pracować.


Czy to, że grasz w kosza jakoś pomaga Ci przy tworzeniu grafik?
Na pewno. Dzięki temu lepiej rozumiem co czują zawodnicy podczas meczu, mogę lepiej oddać emocje jakie im towarzyszą.


Kiedy podjąłeś więc decyzję, by pasję do sportu połączyć z artystycznym talentem?
Było to na ostatnim roku studiów. Byłem kibicem Prokom Trefl Sopot (obecnie Trefl Sopot – przyp. red.) i miałem pracę dyplomową do stworzenia. Pomyślałem więc, że będzie ciekawie połączyć obydwie moje pasje i moja dyplomówka miała temat „Sport w sztuce”. Nigdy wcześniej nikt czegoś takiego nie zrobił. Więc wydawało mi się, że może to wyjść ciekawie. Zwróciłem się to sopockiego klubu z prośbą o udostępnienie materiałów. Mieli wtedy naprawdę mocną kadrę i grali świetną koszykówkę, było wielu doskonałych graczy. Klub przystał na moją prośbę, przysłał mi wiele zdjęć i materiałów, które wykorzystałem w tworzeniu pracy dyplomowej. Projekt wyglądał tak, że były to czarno-białe prace przedstawiające zawodników. Obroniłem się, skończyłem ASP i postanowiłem zostać przy tym.


Powiedz jak wygląda proces tworzenia takich prac. Jest to niezwykle ciekawe, bo w większości przypadków widzimy tylko efekt końcowy. A przecież to wszystko musi przejść pewien proces zanim powstanie finalny produkt.
Pomysł i inspiracje czerpię z tego co zobaczę. Mogą to być zdjęcia z meczów, plakaty innych twórców, filmy. Przede wszystkim produkcje filmowe związane z superbohaterami. Im więcej efektów specjalnych, tym mocniej działa wyobraźnia. Oczywiście muzyka też ma wpływ na to jak wyglądają moje prace. Dla każdego artysty jest to bardzo naturalne jak to działa. Również same wydarzenia sportowe. Jeśli widzę jakiś sukces, to często mam tak, że chcę usiąść i oddać poprzez grafikę komputerową to co zobaczyłem. Zatrzymać to ważne wydarzenia w swojej pracy.


Gdy już masz pomysł i bazę w postaci zdjęcia, to od razu zasiadasz do komputera i poprzez program graficzny tworzysz dzieło, czy też wpierw wolisz np. naszkicować sobie to na kartce papieru?
Prawdę powiedziawszy na kartce już nie szkicuję. Wszystko tworzy mi się w głowie. Mam jakieś wyobrażenie tego, jak praca ma wyglądać i przelewam to na komputerze. Oczywiście też nie jest tak, że usiądę do komputera i stworzę grafikę w przeciągu godziny czy dwóch. Cały ten proces przechodzi wiele faz, często zmienia się finalna koncepcja, bo wpadam na pomysł, który wydaje się lepszy od początkowego. Zazwyczaj jest tak, że trwa to kilkanaście godzin, a niekiedy jest tak, że nawet kilka dni. Człowiek czasami musi odpocząć. Zrobić sobie przerwę. Przespać się z tematem i na drugi dzień usiąść ze świeżym spojrzeniem. Nie zawsze jest tak, że to co założę sobie na początku znajdzie się w finalnej wersji. Jednak nie wszyscy to rozumieją. Większość osób sądzi, że to jest chwila, takie „hop-siup” i gotowe.


Usiądziesz przed komputerem, klikniesz myszką parę razy i gotowe.
Dokładnie. W dobie Photoshopa każdy myśli, że to polega na tym, że robi się kopiuj-wklej i gotowe. A tak naprawdę bardzo ważną rzeczą jest sama fotografia. Zdjęcie musi być zrobione w wysokiej rozdzielczości i jak najlepszej jakości. Ja większość swoich prac robię pod kątem wydruków wielkoformatowych. Nie robię swoich prac wyłącznie po to, by stworzyć tapety na telefon czy komputer. Też zanim opublikuję pracę, to sam ustawiam sobie na tapecie to co stworzyłem. Patrzę czy jest wykonane dobrze. Bo jeśli nie będę zadowolony z efektu, to dlaczego mam wrzucać coś, co nie będzie moim zdaniem dobre? Dlatego wpierw sam sprawdzam efekt końcowy, a dopiero potem umieszczam prace w internecie.


Jednak bywają sytuacje gdy pojawiają się projekty komercyjne, gdzie wymaga się żeby wszystko było gotowe jak najszybciej. A zazwyczaj, żeby było gotowe „na wczoraj”, a właściwie to tydzień temu mieliśmy już to mieć (śmiech).
Niestety, taka jest rzeczywistość. Nagle się im przypomina, że mieli coś zrobić, że startuje kampania marketingowa, czy sprzedaż biletów i okazuje się, że mieli zgłosić się do grafika. Jednak jeśli już biorę jakieś zlecenie, to staram się uzgodnić to tak, by mieć pełną dowolność pod względem projektu jak i czasu. Nie lubię być ograniczony konkretnymi wymaganiami. Oczywiście pojawiają się pewne drobne szczegóły i aspekty, na których zleceniodawcom zależy, ale staram się, by ogół pracy był zależny tylko ode mnie.



Wiadomo, że milej jest robić coś, gdzie można użyć własnej wyobraźni i się wykazać.
Tak jest. Oczywiście co jakiś czas bywa powielanie pomysłów. Zatacza się krąg. Mój ojciec jest malarzem. Tworzy od blisko 60 lat. Malując choćby martwą naturę, to co ileś tam prac powtarza pewne wzory, bo wiadomo, że nie uda się za każdym razem stworzyć czegoś nowego. Najważniejsze, by tworzyć tak, by być z tego zadowolonym i nie czuć się w żaden sposób ograniczonym.


Zgadzam się w 100%. Nawiążmy do kolejnej rzeczy. A więc sesji zdjęciowej z Marcinem Gortatem. Jak doszło do tego, że nawiązałeś współpracę z naszym jedynym koszykarzem w NBA?
Z Marcinem pierwszy kontakt miałem przed Euro 2009 w Polsce. Wtedy wykonałem dla niego pierwsze prace. Dotarłem wtedy do niego dzięki pomocy Filipa Keniga. Po przeczytaniu wywiadu z nim, znalazłem do niego kontakt w internecie, wysłałem maila. Umówiliśmy się, że przy okazji campu w Trójmieście, na którym Marcin się pojawi, to znajdzie dla mnie chwilę, byśmy mogli coś zrobić. Doszło do sesji, wszystko było fajne, choć było to robione na wariata. Miał napięty terminarz, nie miał ze sobą nawet ciuchów do kosza. Studio, w którym robiliśmy sesję też pozostawiało wiele do życzenia. Coś z tego wyszło, ale nie było to nic nadzwyczajnego. Ale najważniejsze, że był to taki pierwszy kontakt. Prace poszły na cele charytatywne. Były wystawione na aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Prace były też wywieszone w łódzkiej Manufakturze.


No proszę. Czyli już wiem kogo to były prace. Jestem z Łodzi i zastanawiałem się wtedy kto je stworzył (śmiech).
Tajemnica rozwiązana (śmiech). A teraz przy okazji drugiego spotkania z Marcinem wszystko było już dopięte na ostatni guzik. W ostatnie wakacje, przy okazji kolejnych campów i meczu gwiazd (Fundacja MG13 kontra Wojsko – przyp. red.). Zmienił się trochę sztab menadżerski, ale udało mi się z nimi skontaktować. Byli bardzo chętni do współpracy. Udało nam się tak wszystko zorganizować, że mieliśmy cały dzień na to, by porobić zdjęcia. Mieliśmy doskonale warunki, studio A12 Team Photography było doskonałe. Mieliśmy profesjonalny sztab ludzi. Począwszy od fotografa Marcina Biedronia, kończąc na wizażystce. Sam Marcin też był w pełni przygotowany. Miał kompletny strój Phoenix Suns. Każdy detal był dopracowany. Bawiliśmy się kilka godzin. Marcinowi bardzo się spodobało. Stwierdził, że przez 6 lat gry w NBA nie miał tak profesjonalnej sesji jak tej, którą zorganizowaliśmy. Był to dla mnie ogromny kompletny i gratulacje dla całego studia. Jak patrzył na moje inne prace, to stwierdził „róbcie co chcecie”. Oddał w nasze ręce to, by wyglądało to jak najlepiej. Na tą chwilę wyszło pięć prac. Wszystkie zostały przekazane dla Fundacji MG13. Jest też kilka nowych projektów, bo mamy sporo zdjęć. Mamy ich ponad pięćset, więc mamy na czym bazować. Niedługo coś dobrego powinno się coś dobrego z tego zrodzić.



Dla Ciebie jest to na pewno świetne, że mogłeś współpracować z koszykarzem NBA. Obaj wychowywaliśmy się na Michaelu Jordanie i marzyliśmy jak wszyscy fani basketu, by móc choć na sekundę spotkać gracza najlepszej ligi świata. Teraz dzięki Marcinowi kibice mogą spełnić swoje marzenia z dzieciństwa. Sam pamiętam jak przeprowadzałem z nim wywiady i byłem w pozytywnym szoku, że w końcu mogę swobodnie porozmawiać, zrobić wywiad z graczem NBA.
Marcin to bardzo pozytywna osoba. Podchodzi bardzo profesjonalnie do tego wszystkiego. Poza tym widać w nim ogromną pasję. Cieszę się, że mogłem z nim współpracować. Dla mnie był to ogromny zaszczyt i niesamowite przeżycie.


Gdybyś miał wybrać taką piątkę graczy, z którymi chciałbyś zrobić wspólny projekt, to kogo byś wybrał? Masz takich swoich ulubieńców z NBA, których chciałbyś uwiecznić na swoich grafikach?
Na ten moment, możliwość zrobienia jakiegokolwiek projektu dla któregokolwiek klubu NBA byłoby spełnieniem moich marzeń. Ciężko jednak dostać się tam komuś z zewnątrz. Tym bardziej z Polski. Ale przyznam, że mam tam ciut bliżej. Mam kontakt z fotografami z USA. Jeden z nich brał udział w sesji Orlando Magic. Podobają mu się moje prace, wykonałem na bazie jego zdjęć sporo grafik. Więc liczę, że kiedyś się uda osiągnąć to marzenie i współpracować z klubem NBA.


Na przestrzeni lat, jak oceniasz kierunek w którym poszedłeś? Jesteś zadowolony z tego jaką drogę obrałeś?
Patrząc przez pryzmat czasu na pewno. Wydaje mi się, że wtedy gdy robiłem pracę dyplomową, byłem pierwszą osobą w Polsce, która coś takiego stworzyła. Gdy moje prace zostały wywieszone w Hali Stulecia w Sopocie, czułem się wspaniale. Niemal wszystkie grafiki, które były wystawione przez klub na sprzedaż, sprzedały się. Przyszło mnóstwo ludzi na wystawę. Było to dla mnie budujące i miłe. Cieszyłem się, że nie tylko mi się to podoba, ale i innym. Bo nie ukrywam, że najważniejsze dla mnie jest to, by praca mi się podobała. Jak już wspominałem. Jeśli mi się praca nie podoba, to nie wrzucę jej do internetu, bo chcę mieć czyste sumienie.



Wiadomo. Pieniądze są istotne, ale nie najważniejsze. Jeśli robimy coś tylko dla zarobku, to szybko tracimy do tego zaangażowanie i pasję.
Zgadza się. Ja cieszę się z tego co robię. Wkładam to maksimum zaangażowania, bo chcę wykonać swoją pracę jak najlepiej. I cieszę się gdy ludziom podoba się to co tworzę. Oczywiście robię prace komercyjne, bo z czegoś trzeba żyć. Ale wiele prac robię dla samego siebie. Wzbogacam swoje portfolio. Ktoś może na to spojrzeć w naszym kraju i stwierdzić, że nie tylko gwiazdy NBA, czy piłkarze z najlepszych klubów mogą mieć takie grafiki.


Dziękuję Ci za rozmowę. Czekam na więcej Twoich prac i życzę spełnienia marzeń o współpracy z klubami NBA. Powodzenia!
Dziękuję. Miło było porozmawiać. Pozdrawiam wszystkich fanów koszykówki i życzę wielu fascynujących spotkań!
 

Rozmawiał: Jakub Kacprzak


Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)