Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Emocjonujące kuriozum

fot. Wojciech Tarchalski

Emocjonujące kuriozum

Koszykówka | 02 lutego 2014 16:12 | Hubert Błaszczyk

Sobotni mecz Śląska Wrocław z Rosą Radom przejdzie do historii. Historii, która jednak nie będzie zbyt chlubna dla obu zespołów. Spotkanie obfitowało w niesamowite emocje, wszakże zapewniły je dwie dogrywki, ale ja najbardziej zapamiętam nieporadność obu zespołów. Zarówno Śląsk, jak i Rosa miały wystawione zwycięstwo na tacy, ale nie chciały go z niej zabrać.


Na emocje w tym spotkaniu złożyła się nie wybita gra obu zespołów, a nieporadność. Śląsk i Rosa zdobywały punkty seriami. W pierwszej kwarcie fantastycznie grał Jakub Dłoniak, który zdobył jedenaście punktów z rzędu dla swojej drużyny. Prowadzenie Rosy 2:11, zmieniło się jednak w 16:15 dla Śląska na koniec pierwszej kwarty.


Przyjezdni odskok zaczęli w drugiej połowie meczu. Dobrze grający doświadczeni Kirk Archibeque i Łukasz Majewski kończyli pewnie akcje radomskiego zespołu. Ten pierwszy w połowie czwartej kwarty opuścił jednak parkiet za pięć popełnionych przewinień i od tego momentu zaczęły się problemy Rosy.


Wskutek nieudolności rozgrywających przyjezdnych, Śląsk przeprowadził dwie szybkie kontry, które wsadami zakończyli Paul Miller i Dominique Johnson. Ten drugi po chwili rzucił za trzy punkty, a jego wyczyn w następnej akcji powtórzył Danny Gibson. Wrocławianie wyszli na prowadzenie 63:62. Zapewne nie oddaliby go, gdyby nie spudłowany rzut wolny Paula Millera. Amerykanin stanął na linii rzutów osobistych na 10 sekund przed końcem spotkania, trafił jednak tylko raz.


W obu dogrywkach szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Pierwszych pięciu minut Śląsk nie wygrał na własne życzenie. Ostatnią akcję źle rozegrał najlepszy tego dnia na parkiecie, Danny Gibson, pudłując trójkę. W drugiej dogrywce dominowali już zawodnicy Rosy, choć wrocławianie po niecelnym rzucie wolnym Jakuba Dłoniaka mogli jeszcze wygrać to spotkanie. Gapiostwo zawodników Jerzego Chudeusza wykorzystał jednak Kim Adams, przechwytując piłkę i zapewniając swojej drużynie zwycięstwo.


Po raz kolejny potwierdziło się, że Śląsk jest źle zbudowanym zespołem. Grę WKS-u „robi” w zasadzie dwóch zawodników – Danny Gibson i Paul Miller. Obaj zdobyli w sumie 49 punktów – ponad połowę dorobku zespołu! Miller w dogrywkach zbierał piłkę w ataku, ale nic z tego nie wynikało. Wrocławianie, albo tracili piłkę, albo niecelnie rzucali. Teraz, czekać ich będzie najprawdopodobniej walka w dolnej szóstce, a to zwiastuje bardzo mocnego rywala w play-offach.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)