Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Gortat nie ugrillował Pacers, ale przyszłość należy do niego

Gortat nie ugrillował Pacers, ale przyszłość należy do niego

Koszykówka | 16 maja 2014 16:13 | Przemysław Drewniak
Tym razem Marcin Gortat musiał dać za wygraną, ale i tak był to najlepszy sezon w jego karierze
fot. Keith Allison/Flickr.com
Tym razem Marcin Gortat musiał dać za wygraną, ale i tak był to najlepszy sezon w jego karierze

Jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie przypuszczał, że znajdą się w tym miejscu. W sezonie zasadniczym i playoffs Washington Wizards okazali się lepsi od m.in. Brooklyn Nets i Chicago Bulls, a w pewnym momencie wydawało się, że coraz pewniejszym krokiem zmierzają do Finałów Konferencji. "Czarodzieje" nie dali jednak rady Indianie Pacers, przegrywając szósty mecz rywalizacji przed własną publicznością. Ale to do nich należy przyszłość, a Marcina Gortata śmiało możemy już nazwać jednym z największych wygranych tego sezonu.


Playoffs to czas, gdy rola doświadczenia w decydujących, najważniejszych momentach jest nieoceniona. Mimo młodego trzonu drużyny, Wizards zaskoczyli wielu ekspertów, wygrywając w pierwszej rundzie serię z Bulls. Ale gdy stawka wzrosła, a naprzeciwko stanął silniejszy rywal, podopiecznym Randy'ego Wittmana zabrakło już argumentów do zwycięstwa.


W Game 6 to Pacers byli bardziej zdeterminowani. Od początku narzucili gospodarzom swój styl, spowalniając tempo i nie pozwalając im grać swojej koszykówki. Preferujący szybki, ofensywny basket Wizards w pierwszej połowie meczu nie zdobyli ani jednego punktu z kontrataków! Nie było zresztą z czego ich przeprowadzać, bo Pacers trafiali ze znakomitą skutecznością 59% z gry.


Na początku czwartej kwarty wydawało się, że Wizards wrócili do meczu. W końcu zaczęła funkcjonować ich obrona, zatrzymując rywali kilka razy z rzędu, dzięki czemu nieco przyspieszyć mogli John Wall i Bradley Beal. Po trójce tego drugiego drużyna ze stolicy wyszła nawet na prowadzenie (seria punktowa 19-4), ale gości przy życiu cały czas utrzymywał David West. Skrzydłowy Pacers zdobył 29 punktów, trafiając 13 z 26 rzutów z gry. To dzięki jego akcjom goście szybko odzyskali prowadzenie, podczas gdy Wizards zaczęli grać zbyt niedokładnie w ataku i przez to ostatecznie przegrali.


Bohater tego meczu oddał aż 26 rzutów. Szkoda, że tylu szans nie miał Marcin Gortat. Po znakomitym Game 5 Polak był w gazie i wydawało się, że partnerzy z zespołu głównie jemu będą dostarczać piłkę. Wprawdzie Frank Vogel wprowadził przed tym spotkaniem kilka usprawnień w defensywie swojego zespołu, co odbiło się głównie na właśnie na Gortacie, ale Wizards i tak zbyt rzadko grali na swojego centra. Wielka szkoda, bo Polski Młot znów czuł się na parkiecie bardzo dobrze - z 19 punktami (7-12 z gry) był najlepiej punktującym swojego zespołu.


Główną przyczyną porażki Waszyngtonu była jednak słaba gra ich obwodowego duetu. Wall i Beal trafili w sumie zaledwie 12 na 35 oddanych rzutów i nie potrafili wstrzelić się na dystansie. Obaj zanotowali też łącznie siedem strat i nie potwierdzili, że są już gotowi ciągnąć swoją drużynę w najważniejszych momentach sezonu. Nie ma co się temu widzić, bo Beal ma zaledwie 20 lat, a Wall tylko o trzy więcej. W przyszłym roku wrócą z pewnością silniejsi, a dzięki nim Wizards mają na kim budować silną ekipę.


Zawsze wierzyłem w to, że Marcin Gortat to solidny zadaniowiec, który może się przydać każdej drużynie NBA. Ale to, co zrobił on w tym sezonie, przerosło moje, i chyba nie tylko, najśmielsze oczekiwania. Gortat pokazał, że bardzo dobrze czuje się także w roli jednego z liderów zespołu. Przez cały sezon łodzianin prezentował solidną koszykówkę, ale jak przystało na prawdziwego weterana - to, co najlepsze, zachował na playoffs. Moment, w którym Polak zdobył 35 punktów w Game 5 i znalazł się na ustach całego koszykarskiego świata był szczególny dla każdego fana tego sportu nad Wisłą. A nie można zapominać, że oprócz czysto boiskowych dokonań Gortat rozpropagował polską kulturę w Stanach bardziej niż jakakolwiek kampania Ministerstwa Sportu i Turystyki. Sprzedaż pierogów i kiełbasy w polonijnych sklepach z pewnością skoczyła w ostatnich dniach do góry.


Można tylko żałować, że Gortat trafił do NBA tak późno i na szczycie swojej kariery znalazł się dopiero w wieku 30 lat. Ale przecież wcale nie jest powiedziane, że najlepsze sportowe chwile są już za nim. Przed Polakiem zostały jeszcze 3-4 lata gry na wysokim poziomie, a także kolejny, lukratywny kontrakt do podpisania. Obecny wygasa wraz z zakończeniem tego sezonu, ale dziś postawiłbym pieniądze na to, że Gortat pozostanie w Wizards. Jeśli władze klubu z Waszyngtonu wzmocnią ławkę rezerowowych, "Czarodzieje" będą mieli wszystko, by w przyszłym sezonie na dobre zagościć w ścisłej czołówce Konferencji Wschodniej. Im także zależy na zatrzymaniu Polaka w składzie, bo okazał się on kluczowym elementem w układance Randy'ego Wittmana, a znalezienie równie dobrego środkowego na rynku wolnych agentów będzie tego lata niemożliwe. Dlatego też wydaje się, że ze sportowego punktu widzenia, przedłużenie umowy będzie dla Gortata najlepszym rozwiązaniem. No chyba, że chęć jego zatrudnienia wyrazi jedna z drużyn walczących o mistrzostwo i namiesza mu w głowie perspektywą zdobycia mistrzowskiego pierścienia.


A Pacers? W ostatnich tygodniach wydawało się, że drużyna Franka Vogela to już żywy trup. Znakomite przetarcia, jaką Indiana miała w seriach z Hawks i Wizards sprawiły, że liderzy Konferencji Wschodniej zaczęli wracać do gry sprzed przerwy na All-Star Weekend. Paul George trzyma rewelacyjny poziom (choć wczoraj przydarzył mu się akurat przeciętny występ), Lance Stephenson daje Pacers energię i jakość, do jakiej przyzwyczaił na początku sezonu, a z niewytłumaczalnej niemocy budzi się powoli Roy Hibbert. Czy to jednak wystarczy na Miami Heat? Niczego nie można wykluczyć. Mając w pamięci ostatnie pojedynki obu drużyn, możemy być pewni, że czeka nas kolejna pasjonująca rywalizacja.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK

Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)