Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Długi - temat rzeka w rodzinnym KS Stal Ostrów

Długi - temat rzeka w rodzinnym KS Stal Ostrów

Koszykówka | 02 stycznia 2015 14:52 | Sebastian Ibron

fot. Jakub Janecki

Stal Ostrów Wielkopolski to jeden z bardziej zasłużonych ostrowskich klubów sportowych. To mecze Stalówki, zwłaszcza z pamiętnego okresu, gdy trenerem był Andrzej Kowalczyk, w największym stopniu sprawiły, że Ostrów Wielkopolski był widoczny na mapie sportowej Polski.


Już parę lat minęło od poważnych sukcesów na kanwie koszykarskiej ekstraklasy. Po braku pozytywnej weryfikacji klub wycofał się z PLK, co wymusiło grę w drugiej lidze. Od tego momentu rozpoczął się proces katharsis. Ludzie odpowiedzialni za Stal w czasach jej świetności przyznali, że Stal ma ogromne długi, a wszelkie sukcesy ostrowskiego basketu zawdzięczają kredytom.


Co to oznaczało? Oznaczało to, że pora na grę wychowankami oraz oglądanie każdego wydawanego grosza kilkakrotnie z każdej strony, a także żmudne spłacanie długów. Mimo dołożonych starań, by wyprowadzić klub na prostą, klub do tej pory nie uporał się z doskwierającymi problemami finansowo-organizacyjnymi.


I to mimo tego, że sytuacja w tabeli tego nie potwierdza. „Stalówka” jest aktualnie wiceliderem I ligi. Jednak inne sporty zaczęły być w Ostrowie wiodące. Nastąpił między innymi „boom” na piłkę nożną po sukcesach Ostrovii. Ta drużyna w ciągu trzech sezonów awansowała trzykrotnie z rzędu, rozpoczynając od okręgówki, skończywszy zaś na II lidze, z której w następnym sezonie spadła. Poza tym, że piłka nożna w Ostrowie wróciła do łask, nie obeszło się bez sukcesów żużlowych. Prym wśród ostrowskich kibiców zaczęły wieść przede wszystkim te dwie dyscypliny sportu, zwłaszcza że w lidze, w której aktualnie gra piłkarska Ostrovia, jest jeszcze inna ostrowska drużyna – Centra. Poza naturalnym spadkiem zainteresowania związanego z walką na niższych szczeblach, także te wszystkie czynniki przyczyniły się do regresu frekwencyjnego w zeszłym sezonie. W zeszłym, ponieważ gdy w aktualnych rozgrywkach wróciły sukcesy, wrócili także licznie kibice. Nie podważa to jednak wpływu obecności, lub też nieobecności, kibiców na hali, bo przecież powstałe zadłużenie większości powstało przed rozpoczęciem aktualnego sezonu.


Wcześniej wspomniany spadek frekwencji na meczach Stalówki pociągnął za sobą i lekkie nieudogodnienie finansowe, i skazę wizerunkową. Mecze Stali nie były już magnesem na ludzi. To było jednym z determinantów niespłacenia powstałych długów. Jednym, bo nie jedynym. Jako iż frekwencja na meczach jest niższa, niższe są dochody, klub staje się mniej atrakcyjny dla sponsorów.


Jednak nie to jest jedynym powodem zadłużenia się klubu. Oczywiście, deficyt powstaje wówczas, gdy niezrównoważone są przychody z wydatkami. I tak jest w przypadku Stalówki. Klub jednak nie może funkcjonować odpowiednio, kiedy o zatrudnieniu w nim decyduje nie fachowość, lecz więzy rodzinne. Sam nagromadzony dług jasno wskazuje, że zarządzanie stoi w klubie na mocno przeciętnym poziomie. A i pani Drozd – prezes klubu – nie próbuje temu doraźnie zaradzić. W Stali brakuje osób, które są specjalistami w tej branży. Nie ma ludzi, którzy byliby odpowiedzialni za pozyskiwanie kolejnych, dużych sponsorów. Jasnym jest, że pani Drozd zajmuje się tym sama i nie wychodzi jej to najgorzej, lecz brakuje ewidentnie pomysłów, jak można przyciągnąć bardziej atrakcyjnych sponsorów. Pani prezes nie jest w stanie znaleźć sponsorów o większym zasięgu, ponieważ zwyczajnie nie ma takich dojść.


Tutaj pojawia się postać Andrzeja Kowalczyka. Otóż nie kto inny, jak były szkoleniowiec Stalówki potrafił przyciągnąć nie lada sponsorów do Ostrowa. Sam, we własnym zakresie, jeździł po Polsce i pozyskiwał sponsorów. Oczywiście – nie ulega wątpliwości, że i on dołożył swoje trzy grosze do wykreowania długów w czasie gry w PLK, lecz Kowalczyk był człowiekiem od wszystkiego. Gdyby w jakiś sposób ograniczyć jego „szarżowanie”, które skutkowało przecież kończeniem ostatniego sezonu w Ekstraklasie bez zawodników zagranicznych, efekt mógłby być co najmniej pozytywny. Jeśli jednak chodzi o kreowanie wpływów do budżetu klubowego – w tym nie miał sobie równych. Dla przykładu – taka marka, jak Atlas była wówczas ogromnym wsparciem dla Stali. Klub jednak Andrzeja Kowalczyka nie zatrudni, lecz bynajmniej nie z pobudek finansowych lub braku chęci ze strony zainteresowanego. A nie ulega wątpliwości, że Andrzej Kowalczyk, który posiada nie byle warsztat, w Stali by się przydał, nie tylko ze względu na aspekt czysto sportowy, lecz także mając na uwadze finanse klubu.


Same długi wobec Wodkanu oraz OZC (Ostrowskiego Zakładu Ciepłowniczego) wynoszą 600 tys. złotych. Co bardzo ważne – to są naleciałości wielomiesięczne. Portal Ostrow24.tv ustalił, że w okresie zimowym klub zużywa ciepła za kwotę ok. 12 tys. złotych miesięcznie, a w miesiącach ciepłych jest to ok. 3 tys. złotych. A teraz proszę sobie wyobrazić, że Stal na rzecz OZC ma aż 400 tys. złotych zaległości. Czy jest choćby w jednym promilu prawdopodobne, by jakikolwiek mieszkaniec miasta mógł sobie pozwolić na nieuiszczanie opłat w tak długim okresie bez konsekwencji w postaci odłączenia ogrzewania?


Dług wobec Wodkanu jest dwukrotnie mniejszy, acz i tak niemało, bo 200 tys. złotych. Tutaj jednak praktycznie nie ma możliwości uzyskania informacji, ile wody klub zużywa.


Nie dość, że dług Stali wobec spółek miejskich jest tak ogromny, nie przeszkadza to pani Krystianie Drozd, pani prezes, rozmawiać z nową panią prezydent nt.wsparcia klubu. Wsparcie to miałoby wynieść 700 tys. złotych. Miałoby to zostać przeznaczone na spłacenie części długu, a część na bieżące funkcjonowanie klubu.


Żeby nie było tak kolorowo. Aby przybliżyć tę sytuację należy przytoczyć parę istotnych faktów. Pani Krystiana Drozd wywodzi się z rodziny Kornaszewskich. Z tej samej, z której są Andrzej i Wojciech Kornaszewscy. A są to ludzie zasiadający w Radzie Miejskiej w Ostrowie Wielkopolskim.


Prywatny folwark? A jakże. To jeszcze nie koniec, bo zbliżamy się do absurdu wyższego stopnia. Stal Ostrów zaproponowała sprzedaż nieruchomości przy ul. Kusocińskiego. Wprawdzie Stal wybrania się, ze równolegle prowadzi rozmowy z prywatnym inwestorem, jednakże z powodu kolokacji rodzinnych wcale nie jest pewne, czy ktoś w strukturach miejskich nie miałby interesu w odsprzedaży terenów należących aktualnie do klubu. Aktualnie, bo niegdyś był to teren należący do miasta. Co istotne – teren ten został przekazany klubowi za symboliczną złotówkę, a klub chce teren odsprzedać go za… 4 miliony złotych. Z czymże oczywiście w międzyczasie został wykonany remont kosztujący 3,5 miliona złotych. Smaczku dodaje fakt, że zarówno cały teren klubu, jak i sama hala, wyłożona była banerami promującymi kandydaturę prezydenta ubiegającego się o reelekcję.


I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie pewien fakt. Panowie Kornaszewscy – Andrzej oraz Wojciech powiązani są więzami rodzinnymi z panią Drozd. Obaj panowie zasiadają w Radzie Miejskiej z ramienia Platformy Obywatelskiej. Jest to partia, której kandydatem na fotel prezydenta był Jarosław Urbaniak, który zaś przegrał w drugiej turze z niezależną kandydatką – Beatą Klimek.


Stworzyła nam się więc siatka powiązań, w której każdy ma swój interes. Bardzo interesująca jest tu rola prezydenta. Uważam, że najprawdopodobniej cała sprawa przeszłaby bez echa, gdyby prezydentem w dalszym ciągu był pan Urbaniak, który nie takie rzeczy za swojej kadencji „przyklepywał”, lecz to tylko moja prywatna dygresja.


Całość prezentuje się w nieciekawych barwach. Kontakt sportu ze światem lokalnej, bo lokalnej, ale polityki prowadzi niestety do takich sytuacji. Do sytuacji, gdzie wykorzystywanie do granic możliwości znajomości oraz powiązań rodzinnych. Kosztem kibiców, kosztem podatników, kosztem mieszkańców. Należy jedynie wierzyć, iż jesteśmy w stanie w jakiś sposób sprawić, że takie sytuacje więcej miejsca mieć nie będą, a ta konkretna sytuacja się w pełni wyjaśni.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)