Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Podsumowanie pierwszej połowy sezonu - Wschód

Podsumowanie pierwszej połowy sezonu - Wschód

Koszykówka | 20 lutego 2013 02:19 | Grzegorz Kordylas
Josh Smith (z lewej) i Kevin Garnett (z prawej)
fot. Basketball Schedule
Josh Smith (z lewej) i Kevin Garnett (z prawej)

All-Star Weekend to czas nie tylko na zabawę, ale również na pierwsze poważne podsumowania i zmiany. Do trade deadline pozostało już tylko kilka dni i możemy być pewni, że kilka klubów zdecyduje się na mniejsze lub większe transfery.


My skupmy się na tym co już za nami, czyli na pierwszych 3,5 miesiąca rozgrywek. W kwestii faworytów wiele się nie zmieniło - Miami Heat są jeszcze lepsi niż w poprzednim sezonie i trudno znaleźć drużynę, która na chwilę obecną jest w stanie wygrać z nimi serię.


Czy ktoś jest w stanie pokonać obrońców tytułu? W obecnych rozgrywkach dwukrotnie udawało się to New York Knicks, jednak ich ostatnia dyspozycja nie daje im powodów do zadowolenia. Co prawda Melo i spółka i tak notują najlepszy sezon dla organizacji od kilkunastu lat, aczkolwiek w lutym przegrali już z Waszyngtonem, Toronto i LA Clippers. O ile porażka z Clippers po powrocie Chrisa Paula jest do wytłumaczenia, o tyle przegrane z Wizards i u siebie z Raptors mogły zmartwić Mike'a Woodsona. W porównaniu do poprzednich lat Knicks i tak grają fantastycznie, a trener Woodson wykonał w klubie kawał dobrej roboty. Jego podopieczni rzucają średnio ponad 100 punktów na mecz, są jednak w trzeciej dziesiątce w zbiórkach i asystach. Ich siłą stały się jednak trójki - oddają i trafiają najwięcej w lidze, dzięki takim strzelcom jak Steve Novak, J.R. Smith, czy oczywiście Anthony.


Niewiele drużyn jest w trakcie tak zwariowanego sezonu jak Brooklyn Nets. Po kapitalnym początku i zagrzaniu miejsca w czołówce tabeli wschodu, w grudniu przyszły porażki i zwolnienie trenera Gentry'ego. Przegranie 10 z 15 spotkań w ostatnim miesiącu 2012 roku przyczyniło się do spadku o kilka miejsc. Nowy trener, PJ Carlesimo okazał się jednak strzałem w dziesiątkę i przywrócił drużynie blask z początku sezonu. Nets są jedną z najlepiej broniących drużyn w lidze, a ich najlepszym zawodnikiem okazał się nie Deron Williams, a środkowy Brook Lopez. Lopez swoją ciężką pracą i znakomitą grą nagrodzony został wyborem do meczu gwiazd, choć żeby tak się stało najpierw ze składu wypaść musiał Rajon Rondo. Nets są na drugim miejscu w dywizji atlantyckiej przede wszystkim dzięki głębi składu. Choć to Lopez jest najbardziej wyróżniającym się graczem, kilkakrotnie Nets z opresji wyciągał Joe Johnson. Iso Joe daleko do dyspozycji jaką prezentował w Atlancie, jednak na Brooklynie nie jest już opcją numer 1 w ataku i to nie na jego barkach spoczywa ciężar wygrywania meczów. D-Will rozgrywa średni jak na swoje umiejętności sezon, a jego statystyki w porównaniu do poprzednich lat poszły w dół. Jest jednak na boisku prawdziwym liderem i póki drużyna wygrywa, nikt nie oczekuje od niego indywidualnych popisów. Nets mają szanse powalczyć o drugie miejsce w konferencji, jeśli tylko ominą ich kontuzje i serie porażek, które przytrafiały im się w tym sezonie już kilkakrotnie.


Po raz kolejny rewelacją sezonu są Indiana Pacers. Rozgrywki 2012/2013 są jeszcze większym zaskoczeniem niż poprzednie, bowiem podopieczni Franka Vogela muszą radzić sobie bez kontuzjowanego Danny'ego Grangera. W poprzednim sezonie do drużyny gwiazd, zasłużenie lub nie, wybrany został Roy Hibbert. W tym powołania doczekał się Paul George i między najlepszymi w lidze wcale nie wyglądał jak debiutant w Meczu Gwiazd. George jest sercem drużyny z Indianapolis i największym objawieniem tego sezonu. Główny kandydat do nagrody MIP notuje fantastyczny sezon i to w dużej mierze dzięki niemu Pacers są obecnie trzecim zespołem konferencji wschodniej. Frank Vogel doskonale przygotował zespół, Pacers są siłą zwłaszcza na bronionej stronie parkietu i tablicach. Z duetem Hibbert-West pod koszem ciężko znaleźć drużynę, która zdominowała by ich w pomalowanym. Większe zmiany w obozie Indiany się nie zapowiadają i drużyna ma szansę powalczyć o finał konferencji, choć do tego jeszcze oczywiście długa droga.


Na chwilę obecną największą zagadką jest drużyna z Atlanty. Kiedy to piszę, na twitterze aż huczy od plotek transferowych, a głównym tematem jest oczywiście Josh Smith. Sezon Smitha miał i wzloty, i upadki, jednak na chwilę obecną jest to zdecydowanie najlepszy zawodnik Jastrzębi i jeśli Hawks zdecydują się go wytransferować, tylko od nich zależy co dostaną w zamian, a mogą naprawdę dużo. I tylko od tego zależy jak potoczy się sezon klubu ze stanu Georgia. Odejście J-Smoove'a może obniżyć notowania drużyny, jednak przyjście nowej gwiazdy równie dobrze może oznaczać korzystne skutki dla drużyny. Jak sytuacja się potoczy, zobaczymy. Kluby na transfery mają czas do czwartku.


Ciekawie wygląda również sytuacja w Chicago. Pod nieobecność Derricka Rose'a Bulls są piątą drużyną konferencji i mają w składzie dwóch All-Starów w postaci Luola Denga i Joakima Noah. Miejsce w Play Offs mają raczej pewne i choć na wielkie sukcesy się nie zanosi, to i tak przed sezonem mało kto stawiał na tak dobrą dyspozycję zespołu. Jak zwykle siłą jest defensywa i gra podkoszowych. Bulls są drugą drużyną jeśli chodzi o skuteczność przeciwników (46.7%) i czwartą w skuteczności za 3, zatrzymując rywali na 34%. Choć liderem w zbiórkach, blokach i przechwytach jest Noah, ogromny wkład w grę obronną mają gracze obwodowi. Co raz większe postępy robi Jimmy Butler, a w najlepszej od kilku lat dyspozycji jest Nate Robinson, który otrzymał nawet tytuł gracza tygodnia. Udany sezon zalicza również Carlos Boozer, do tego stopnia, że dziennikarze w USA typowali go do Meczu Gwiazd. Niestety, powrót Rose'a przełożony został na później i choć MVP sezonu 2010/2011 czuje się już co raz lepiej, całkiem możliwe, że dla własnego dobra będzie musiał opuścić sezon.


Prawdziwa plaga kontuzji nawiedziła Boston Celtics. Dla nich ten sezon jest prawdziwą karuzelą, a urazy kolejnych zawodników wcale nie ułatwiają życia Docowi Riversowi. Największą nadzieję kibice w Bostonie powinni pokładać jednak właśnie w nim. Rivers jest trenerem wybitnym i nie raz udowadniał, że potrafi nawet w beznadziejnej sytuacji coś osiągnąć. Nie inaczej jest tym razem. Po utracie Rajona Rondo, Cetlics wygrywali mecz za meczem i notowali najwięcej asyst w sezonie, a wszystko to za sprawą zaangażowania całego zespołu w kreowanie gry. Na wagę złota okazali się rezerwowi na czele z Jeffen Greenem, Jasonem Terrym i Leandro Barbosa. I tu pojawił się kolejny problem, gdy Brazylijczyk schodził w meczu z Bobcats z ogromnym bólem i okazalo się, że jest kolejnym po Rondo i Sullingerze Celtem, który opuści resztę sezonu. Choć nie będzie łatwo, w ostatnich latach Celtics nie raz udowadniali, że świetnie odnajdują się w pozycji outsidera. Zakładając, że oczywiście Paul Pierce i Kevin Garnett zostaną w zespole, na Play Offs na pewno powinno to wystarczyć. Pytanie, czy C's są w stanie wygrać serię z co raz lepszymi przeciwnikami. Z pewnością asem w rękawie po raz kolejny będzie doświadczenie.


Czy na Wschodzie będziemy świadkami walki o Play Offs? Milwaukee Bucks notują najlepszy od kilku lat sezon, jednak spięcia na linii klub-Brandon Jennings mogą odbić się na nich bardzo negatywnie. Na chwilę obecną Bucks są 4 mecze przed 76ers, a 6 przed Raptors, jednak ani to, że w klubie nie dzieje się dobrze, ani planowany jeszcze na ten sezon powrót Andrew Bynuma, ani przede wszystkim wzmocnienie się Raptors nie wróży dobrze drużynie z Wisconsin. Choć obecnie sytuacja wygląda nieźle i pozycja 8. jest póki co pewna, do końca sezonu zostały jeszcze dwa miesiące, a podczas nich wiele może się zdarzyć. Raptors wyglądają fantastycznie, a trio Lowry-DeRozan-Gay nadal powinno być jedną z najbardziej elektryzujących trójek w lidze. Jeśli uda im się osiągnąć Play Offs, Brian Colangelo będzie po raz kolejny mógł zbierać gratulacje za znakomicie wykonaną robotę.


Jeśli chodzi o resztę, nic się raczej nie zmieni. Kolejne suche sezony w Detroit, Cleveland, Waszyngtonie i Charlotte, choć każdy z tych zespołów ma powody by z nadziejami patrzeć w przyszłość. Najwięcej mają oczywiście włodarze Cleveland Cavaliers, bowiem po odejściu Lebrona Jamesa nie musieli długo czekać na kolejną supergwiazdę. Kyrie Irvingowi jeszcze trochę brakuje do najlepszych tej ligi, jednak jest najbardziej utalentowanym młodym zawodnikiem jaki biega po parkietach NBA i całkiem prawdopodobne, że już za kilka lat będzie można o nim mówić jako o kandydacie do nagrody MVP. Póki co przed nim bardzo trudne zadanie w postaci wyciągnięcia Cavs z dołka i wprowadzenia go do Play Offs, a zarząd klubu robi co może, by w kolejnych draftach umocnić drużynę. Jeśli chodzi o młodzież, drużyna z Ohio ma się czym pochwalić i być może potwierdzi się to już w przyszłym sezonie. Póki co, warto ich oglądać choćby dla samego Irvinga.


Pominąłem Orlando, bowiem dla nich miejsce na dnie tabeli już dawno nie było tak bolesne. Po stracie Dwighta Howarda drużyna rozpoczęła sezon od dwóch wygranych, jednak dalej było już tylko co raz gorzej. Ostatecznie między 14 a 19 grudnia Magic wygrali 4 razy z rzędu, a potem przyszła seria 23 porażek w 25 spotkaniach i spadek na samo dno tabeli. Po powrocie Johna Walla, Wizards grają dużo lepiej, ale na progres trzeba jeszcze poczekać. Pytanie tylko, czy w stolicy notowania wychowanka Kentucky wciąż są wysokie, czy może jeśli trafi się okazja Wall powędruje do innego klubu.

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)