Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Podsumowanie pierwszej połowy sezonu - Zachód
Lakersi mają w tym sezonie niewiele powodów do radości
fot. Keith Allison
Lakersi mają w tym sezonie niewiele powodów do radości

Podsumowanie pierwszej połowy sezonu - Zachód

Koszykówka | 22 lutego 2013 15:26 | Grzegorz Kordylas

Choć w momencie, w którym to piszę, Gregg Popovich zapewne bagatelizuje to, że jego drużyna przegrała w tym roku zaledwie 4 spotkania, nie da się ukryć, że konferencja zachodnia po raz kolejny należy do San Antonio Spurs. I choć przed sezonem to Thunder, Clippers, czy nawet Lakers typowani byli do pierwszego miejsca w tabeli, żadna z tych drużyn nie może równać się dokonaniami z teamem z Texasu.


Poniżej część druga mojego podsumowania pierwszych miesięcy rozgrywek, tym razem skupię się na konferencji zachodniej.

 

Aż 22 razy w tym sezonie Tony Parker był najlepszym strzelcem spotkania, wśród obu grających drużyn. Nie ma wątpliwości, że to, co Gregg Popovich powiedział mu przed sezonem, w ciągu pierwszych miesięcy rozgrywek 2012/2013 stało się faktem. Niewiele brakowało, a pechowy wypadek, który uszkodził oko Francuzowi przed sezonem, byłby dużo gorszy w skutkach. Lekarze stwierdzili nawet, że brakowało kilku milimetrów, aby Parker miał naprawdę duże problemy. Po całym zdarzeniu Popovich odwiedził swojego rozgrywającego i powiedział mu, żeby lepiej wyzdrowiał, bowiem drużyna należy teraz do niego.


San Antonio Spurs wygrali 44 z 56 pierwszych spotkań, a ostatnie zwycięstwo odnieśli dosłownie kilka godzin temu, ośmieszając w Staples Center Los Angeles Clippers. Średnio 104.5 punktu rzucane przeciwnikom, przy niecałych 96 traconych, czyni z nich najlepszą pod tym względem drużynę w lidze. Spurs są teraz drużyną Tony'ego Parkera, jednak to, co czyni ich najlepszym teamem na zachodzie, to głębia składu, która pozwala im wygrywać mecze nawet bez swojej wielkiej trójki. Co raz większe postępy robią młodzi zawodnicy, a Kawhi Leonard i Danny Green już z powodzeniem mogliby występować w każdej pierwszej piątce ligi. Oczywiście do sukcesów w sezonie regularnym każdy podchodzi z dystansem i przyznaje, że liczy się tylko jedno - mistrzostwo. Tim Duncan jest u kresu swojej kariery i chciałby założyć jeszcze jeden pierścień. Już w zeszłym sezonie wydawało się, że Spurs dotrą do finału i zmierzą się z Miami Heat, jednak OKC Thunder przełamali ich i wygrali 4 mecze z rzędu. Teraz, wydaje się, że drużyna z San Antonio jest jeszcze silniejsza, a młodzi gracze zdobyli doświadczenie, które w Play Offs może okazać się na wagę złota. Pierwsze miejsce w konferencji raczej pewne, a co będzie potem, zobaczymy. Zachód jest silniejszy niż kiedykolwiek.


3 porażki z rzędu, po raz pierwszy w tym sezonie taka seria przytafiła się drużynie z Oklahomy. Kevin Durant na swój pierwszy tytuł MVP najwyraźniej będzie musiał poczekać jeszcze przynajmniej rok, ale Thunder znów celują bardzo wysoko. Pozbycie się Jamesa Hardena i pozyskanie Kevina Martina, póki co nie przynosi złych efektów. Martin robi swoje z ławki rzucając średnio 15 punktów w 29 minut na parkiecie, a Thunder są drugą najbardziej efektywną drużyną w ataku, zaraz po...Houston Rockets. KD zmierza po czwartą kolejną koronę króla strzelców, a Russel Westbrook znów notuje statystyki z kosmosu. Druga sprawa, że przeplata genialne występy z tymi, w których dominują nieprzemyślane decyzje. Nic się w tej kwestii nie zmieniło, jednak w Play Offs 2012 Westbrook pokazał, że potrafi być liderem i nie popełniać głupich błędów. W tym sezonie już kilkakrotnie Scott Brooks musiał go uspokajać, miejmy jednak nadzieję, że charakter nie weźmie w górę nad umiejętnościami. Thunder nie wyciągnęli wniosków z finałowej batalii przeciwko Miami Heat i polegli z nimi dwukrotnie w ostatnich miesiącach. Pojedynki z obrońcami tytułu ukazały kilka słabości podopiecznych trenera Brooksa. Problemem może być brak odpowiedniego wsparcia z ławki - poza Kevinem Martinem ciężko znaleźć kogoś, kto byłby w stanie pociągnąć atak Thunder z KD i Westbrookiem na ławce. Postępy robi Reggie Jackson i całkiem możliwe, że jeszcze pokaże nam się z bardzo dobrej strony.


Zupełnie odwrotna sytuacja ma miejsce w Los Angeles. Z tym, że tu po raz pierwszy od wielu lat królują Clippers, podczas gdy Lakers walczą o awans do Play Offs. Chris Paul wreszcie doczekał się indywidualnej nagrody w postaci MVP Meczu Gwiazd. Do pewnego czasu był również moim faworytem do nagrody MVP sezonu, jednak LeBron James postanowił zdystansować konkurencję i po raz kolejny zostać tak naprawdę jedynym kandydatem do tej nagrody. Mimo tego Paul jest zdecydowanie jednym z pięciu najlepszych graczy tego sezonu i prawdopodobnie najlepszym liderem. Niestety dla Clippers, pod jego nieobecność nie wyglądało to już tak kolorowo, dlatego zdrowie CP3 to absolutnie najważniejszy warunek wejścia do PO.


Plusy? Atmosfera w drużynie. Obecność w jednym zespole takich osobowości jak Paul, Chauncey Billups, Grant Hill, Blake Griffin czy DeAndre Jordan mówi sama za siebie. Mieszanka doświadczenia ze świeżą krwią pozwala nam na oglądanie Lob City w pełnej okazałości. Vinny Del Negro ma do dyspozycji jedną z najlepszych ławek w lidze, przede wszystkim daje o sobie znać Jamal Crawford, który jest obecnie najlepszym rezerwowym strzelcem w NBA. Blake Griffin stara się udowodnić wszystkim, że nie tylko wsady są jego mocną stroną, a Clippers zadziwiają przede wszystkim w obronie, tracąc zaledwie 94 punkty na mecz. Postępy takich graczy jak Jordan, czy Eric Bledsoe są widoczne gołym okiem i pozwalają nam wierzyć, że obecny sezon to jeszcze nie apogeum możliwości tej drużyny.


Jeśli chodzi o Lakers, wszyscy wiemy jak to wygląda. Najczęściej komentowana historia tego sezonu, czyli związek Kobego Bryanta z Dwightem Howardem, fatalny początek sezonu i zwolnienie trenera Mike'a Browna. O oczekiwaniach, z jakimi zmierzyć musieli się gracze Lakers nie trzeba chyba pisać. W gruncie rzeczy jednak ostatnimi czasy Kobe i spółka grają co raz lepiej i wygląda na to, że prawdziwa walka po Play Offs rozpoczyna się właśnie teraz. Mitch Kupchak nie zdecydował się na zmiany przed trade deadline, a jego powód był bardzo jasny - nie zamierzał oddawać najlepszego centra w lidze. Dwight Howard jest jaki jest i w ciągu ostatnich kilku miesięcy stracił prawdopodobnie przynajmniej połowę swoich fanów. Najpierw drama w Orlando, a następnie bardzo słaby początek sezonu w Los Angeles. Kontuzje go nie omijają, a będąc obijanym w kazdym meczu przez przeciwników, trzeba być w 100% zdrowym, by grać na najwyższym poziomie. Jeśli chodzi o atmosferę w drużynie, wydaje mi się, że tak jak to bywa w Los Angeles, większość spraw jest rozdmuchiwana przez media, podczas gdy w szatni niewiele się zmienia. Kobe Bryant najmilszym sportowcem na świecie nie jest i oczekuje od swoich kolegów z drużyny zaangażowania, jednak na boisku wygląda to już co raz lepiej, a sam Bryant nawet na moment zamienił się w playmakera z prawdziwego zdarzenia, po raz kolejny obniżając swoje zdobycze punktowe. Niestety los nie oszczędza Jeziorowców w tym sezonie i w poniedziałek zabrał im długoletniego właściciela - Jerry'ego Bussa. Choć zabrzmi to okropnie, cała ta sprawa może być motywacją dla Lakers do osiągania lepszych wyników i wyjść całej drużynie na dobre. Po powrocie Pau Gasola, ze znakomicie grającym Earlem Clarkiem i co raz lepiej zmagającym się z presją Howardem - Lakers mogą być dominującą siłą pod koszem i mieć bardzo udany koniec sezonu. Chyba nikt, na czele z zarządem klubu nie wyobraża sobie Play Offs bez Los Angeles Lakers, jednak o awans będzie bardzo ciężko - Utah Jazz i Houston Rockets chcą tego niemniej niż podopieczni Mike'a D'Antoniego. Wygląda więc na to, że walka o 8. miejsce w konferencji zachodniej będzie najciekawszą historią końcówki obecnego sezonu.

 

Znakomity początek sezonu, mały kryzys, oddanie supergwiazdy, a w ostatnich dniach powrót na właściwe tory - Memphis Grizzlies przeżyli w tych rozgrywkach wiele, lecz nadal pozostają w czołowej czwórce konferencji zachodniej. Podopieczni Lionela Hollinsa byli najlepszą drużyną początku sezonu, pokonując m.in. Heat, Thunder, czy Knicks, mieli jednak słabszy okres w grudniu, kiedy to przegrali 7 z 14 spotkań, a także w styczniu, gdy przyszła m.in. seria 3 porażek z rzędu. Prawdziwą rewolucją okazała się wymiana jednego gracza. Rudy Gay, grając prawdopodobnie najlepszą koszykówkę w swojej karierze, został oddany do Toronto Raptors, a w wymianie, w której uczestniczyły 3 drużyny, Grizzlies pozyskali m.in. Tayshauna Prince'a. Prince okazał się świetnym uzupełnieniem składu i po kilku latach grania w bardzo przeciętnych Pistons - w Memphis niewątpliwie odżył. Póki co najlepszy występ zanotował przeciwko Timberwolves, kiedy to trafił wszystkie 8 rzutów z gry zdobywając 18 punktów w zwycięstwie 105-88. Po odejściu Gaya, Grizzlies są jednak uzależnieni od dwójki Gasol-Randolph. O ile siła drużyny tkwi w defensywie - średnio 90 punktów traconych na mecz - 2 wynik w lidze (Pacers), to w ataku wygląda to bardzo różnie. Grizzlies są w trzeciej dziesiątce jeśli chodzi o asysty i na chwilę ich najlepszym graczem w ataku jest Zach Randolph. Do końca sezonu wiele zależeć będzie od Mike'a Conleya. Grizzlies dwa lata temu pokazali, że bez Rudy'eg Gaya potrafią zawojować Play Offs, wtedy mieli jednak do dyspozycji m.in. OJ Mayo. Obecnie ławka rezerwowych przy drużynach takich jak Spurs czy Clippers wygląda blado. Cała nadzieja w defensywie i Z-Bo, który już nie raz pokazał, że może być liderem z prawdziwego zdarzenia.

 

Która drużyna jest w pierwszej trójce ligi, jeśli chodzi o punkty, zbiórki i asysty? Po stosunkowo słabym początku i bilansie 15-14 po 29 meczach sezonu, Denver Nuggets przebojem wbili się do pierwszej piątki konferencji zachodniej, głównie dzięki serii 15 zwycięstw w 17 meczach na przełomie stycznia i lutego. Pozbawieni supergwiazd, wydają się jednak drużyną prawie kompletną. Mają strzelców, wysokich, świetnych obrońców i są porywający w ataku. Co prawda strata średnio 101 punktów na mecz plasuje ich w trzeciej dziesiątce ligi, jednak nadrabiają to atakiem i grą zespołową, której pozazdrościć im mogą najlepsi tej ligi. Bo w Denver wszystko jest podzielone - najlepszym strzelcem jest Gallinari, najlepiej zbiera Faried, asystuje Lawson, a przy tym każdy z tych zawodników potrafi robić wszystkie te rzeczy. Mając w drużynie tak znakomitych defensorów 1vs1 jak Andre Iguodala czy Wilson Chandler, Nuggets stanowią wyzwanie dla każdej drużyny w lidze, a przy tym nawet najlepszych przewyższają atletyzmem i zaangażowaniem. Czy jest to drużyna na Play Offs? Nie ważne na kogo trafią, z pewnością seria nie skończy się na 4 czy 5 meczach. Nuggets są groźni dla każdego, w tym sezonie wygrywali już z Thunder, Clippers, Spurs i Grizzlies. To mówi samo za siebie.

 

Walka o miejsce w Play Offs? Tak naprawdę na chwilę obecną zaczyna się już od 6. pozycji. Do niedawna pewni miejsca w czołowej piątce konferencji, rewelacja tego sezonu Golden State Warriors, mają za sobą serię sześciu porażek z rzędu, a przed sobą pojedynki z drużynami, które wyprzedzają w tabeli. Więcej motywacji przeciwnikom nie trzeba. Skupmy się jednak na tym, co dobre. Od kilku ładnych lat Warriors nie gościli w Play Offs i nie byli w trakcie tak udanego sezonu. Monta Ellis powędrował do Milwaukee, a do Oakland przyszły zwycięstwa i fenomenalna gra Stephena Curry'ego. Nieobecność notującego średnio 21 punktów i 6.5 asysty na mecz Curryego w All-Star Game to duże nieporozumienie, jednak przed Stephenem dużo większe zmartwienie. Jeśli chce udowodnić, że trenerzy się mylili, musi poprowadzić swój team do Play Offs, a konkurencja tylko czeka na potknięcia. Wraz z Davidem Lee (najwięcej meczów 20/10 w lidze) i Klayem Thompsonem, który poczynił niesamowite postępy sprawiają, że Warriors zaistnieli na mapie NBA, teraz oczekuje się od nich tylko tego, by do końca sezonu utrzymali formę i nie dali się wyprzedzić.

 

A na potknięcie czekają już Jazz, Rockets, Lakers, Trail Blazers i Mavericks. Na chwilę obecną tylko te drużyny liczą się jeszcze w wyścigu o 8. miejsce w konferencji. Dyspozycja Utah zależna jest od dwóch wież - Ala Jeffersona i paula Millsapa. Zaskakujący jest brak ruchów transferowych przed trade deadline, bowiem obu zawodnikom po obecnym sezonie kończy się kontrakt i na 99% będą oczekiwali dużej podwyżki. Zapewne skończy się więc na tym, że jeden z nich odejdzie za bezcen, a drugi podpisze ogromną umowę. Do tego czasu muszą jednak udowodnić swoją wartość, a obecnie z bilansem 31-24 są 7. siłą konferencji. Po raz kolejny Jazz mają również ogromny pożytek z Gordona Haywarda, choć ten gra w tym sezonie średnio tylko 26 minut.

 

Prawdziwą rewolucję oglądamy natomiast w Houston. James Harden i Jeremy Lin to duet, który zawojował ligę i daje się we znaki najlepszym. 106.4 punktu na mecz to najlepszy wynik w NBA, jednak coś za coś - Rockets tracą średnio 103.6 punktu - drugi najgorszy rezultat w lidze. James Harden z roli rezerwowego stał się All Starem i chyba największym objawieniem tego sezonu. Harden to jedyny zawodnik brany pod uwagę przy nagrodach MVP i MIP. 26.5 punktu na mecz, 5. strzelec w lidze tuż za Kobe Bryantem i ulubieniec kibiców w Teksasie. Współpraca z Linem była jedną z największych zagadek tego sezonu i o ile początek mieli średni, to z czasem zaczyna to wyglądać co raz lepiej. Jeremy potwierdza, że Linsanity to nie był jedynie kilkudniowy wybryk i wciąż potrafi zaskoczyć nas udanym występem. Jeśli Rockets awansują do Play Offs, kontrakty Hardena, Lina, czy Asika nie będą już więcej dla nikogo problemem.

 

Portland Trail Blazers po raz kolejny mogą opuścić Play Offs mimo tego, że szło im całkiem nieźle. Największym objawieniem okazał się debiutant Damian Lillard, niekwestionowany debiutant roku, który przez cały sezon napędza ofensywę Blazers. Niestety obecnie zmagają się z serią 6 porażek z rzędu. LaMarcus Aldridge kolejny sezon jest liderem drużyny, jednak żeby Blazers zaczęli osiągać sukcesy, LA musi wejść na wyższy poziom i unikać takich występów jak ten przeciwko Hornets, gdy rzucił zaledwie 6 punktów.


Choć teoretycznie szanse jeszcze są, awans Mavs do fazy posezonowej wydaje się tylko marzeniem. Pozyskanie OJ Mayo było znakomitą decyzją, jednak słaba dyspozycja Dirka Nowitzkiego, związana z urazami i momentami katastrofalna defensywa przyczyniają się do kolejnych porażek podopiecznych trenera Carlisle. Mavs są czwartą drużyną dywizji SouthWest i żeby wejść na wyższy poziom potrzebują lidera w osobie Nowitzkiego. Niestety ten póki co zagrał jedynie w 24 meczach, a na dodatek spędza na parkiecie średnio 30 minut. Choć obecnie wygląda to nieco lepiej niż chociażby po 34 meczach (13-21), przed Dallas bardzo trudne zadanie i najprawdopodobniej duże zmiany podczas off-season. Mark Cuban już ostrzy zęby widząc listę wolnych agentów.

 

Reszta, niestety szans na awans już raczej nie ma. Po raz kolejny Timberwolves, Hornets, Kings i Suns liczyć mogą jedynie na wysokie numery w drafie. W Minnesocie oczekiwania były duże, niestety kontuzje Kevina Love szybko zrównały je z ziemią. Hornets na sukcesy muszą jeszcze poczekać, mają bardzo młody skład, który w przyszłości może coś osiągnąć, oraz lidera w postaci Erica Gordona. W Sacramento i Phoenix niezbędne są zmiany. Bardzo możliwe, że podczas off-season będziemy świadkami wielu wymian z udziałem obu zespołów.

Kategoria: Koszykówka