Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Gdzie Kings mieli o jednego króla za mało

Gdzie Kings mieli o jednego króla za mało

Koszykówka | 28 lutego 2013 01:44 | Grzegorz Kordylas
LeBron James
fot. Keith Allison
LeBron James

To był jeden z najbardziej zwariowanych meczy, jakie obie drużyny rozegrały w tym sezonie, a my mogliśmy znaleźć w nim dosłownie wszystko. Wydawało się, że będzie to kolejne widowisko z serii ,,Wyrównane spotkanie, końcówka należąca dla Heat" i rzeczywiście tak było. Do czasu, gdy Marcus Thornton trafił trzy trójki z rzędu, a Heat nie potrafili znaleźć na to odpowiedzi.


Znaleźli ją dopiero w drugiej dogrywce, a Dwyane Wade i LeBron James zakończyli spotkanie ze statystykami rodem z gry wideo. James rzucając najlepsze w sezonie 40 punktów zakończył najlepszy strzelecko miesiąc w swojej karierze.


Zanim tak się jednak stało, Kings ani na chwilę nie dali gospodarzom uciec na więcej niż kilka punktów. Mało tego, sami niejednokrotnie nadawali tempo, choć przeplatali genialne akcje z głupimi błędami. Obie drużyny miały w tym meczu zarówno bardzo mocne, jak i słabe strony i trzeba przyznać, że ta mieszanka sprawiła, że to spotkanie było jednym z najciekawszych w obecnym sezonie. Sacramento grali znakomicie gdy stawiali przede wszystkim na podania, znakomitą robotę wczorajszego wieczoru wykonywał John Salmons (15pkt/7as), który nie bez powodu spędził na parkiecie najwięcej, bo aż 50 minut. Salmons nie tylko od początku był bardzo aktywny w ataku kreując grę dla swoich kolegów, ale z czasem stał się kluczem do zatrzymania Lebrona Jamesa (40pkt/16as/8zb). I choć patrząc na statystyki MVP wydawałoby się, że Salmonsowi się to nie udało, wielokrotnie uniemożliwiał Jamesowi zdobycie łatwych punktów i gdyby nie on, cyfry LBJ byłyby jeszcze bardziej imponujące. Przede wszystkim jednak zablokował ostatni rzut Jamesa w pierwszej dogrywce spod samej obręczy, którym LeBron mógł zakończyć spotkanie.


Tyreke Evans (26pkt/5stl) - kto wie, co stało się z tym graczem po debiutanckim sezonie, w którym notował statystyki porównywalne z pierwszymi latami w lidze LeBrona Jamesa i Michaela Jordana. W kolejnych latach szło mu jednak co raz gorzej, jednak teraz, w czwartym sezonie gry, Tyreke przeplata udane występy z tymi, w których przechodzi obok meczu. Wszystko w jego grze zależy od skuteczności, bowiem Evans wciąż gra nieco samolubnie i większość jego kontaktów z piłką kończy się rzutem lub wejściem pod kosz. Trzeba jednak przyznać, że wczoraj wychodziło mu to znakomicie. Mimo aż pięciu przechwytów, Evans popełniał wiele głupich błędów w obronie, zwłaszcza przy kryciu, a cała drużyna Sacramento miała momentami problem z obroną z pomocy, co doprowadziło do łatwych punktów dla Miami. Heat wypracowali sobie wygodną, 9-punktową przewagę na 2 minuty przed końcem 4. kwarty, wtedy jednak nadeszło uderzenie z niespodziewanej strony. Marcus Thornton (36pkt) trafił 9 punktów z rzędu dla Kings, a na 8 sekund przed buzzerem DeMarcus Cousins (24pkt/15zb/5as) zebrał niecelny rzut Isaiaha Thomasa (14pkt/9as) i wyrównał stan spotkania. Cousins rozegrał udany mecz po obu stronach parkietu zaliczając również dwa bardzo ważne przechwyty i nie dawał żyć Chrisowi Boshowi. Było to jedno z tym spotkań, w których widzimy, że Bosh nie jest typowym środkowym, i mając dużo gorsze warunki fizyczne niż gracze pokroju Cousinsa, ma duże problemy na tablicach. Bosh był niewidoczny w regulaminowym czasie gry, był jednak kluczowym zawodnikiem w ważnych akcjach dogrywki, a spotkanie zakończył z 15 punktami i 8 zbiórkami.


Dwyane Wade
(39pkt/8zb/7as) miał szansę wygrać spotkanie w regulaminowym czasie, zabrakło mu jednak milimetrów by umieścić piłkę w obręczy. 19 trafionych rzutów z gry to wyrównanie najlepszego wyniku w karierze Wade'a. 39 punktów bez trafionego rzutu osobistego (!) to najwięcej odkąd Wally Szczerbiak rzucił 44 w 2003 roku.
 

Spotkanie rozstrzygnęło się w drugiej dogrywce za sprawą starego dobrego LeBrona, który wypunktował Kings 11:5, trafiając 3/3 z gry i 4/4 z linii. Gdyby było wam mało, w drugiej dogrywce miał również 3 asysty. Kończąc miesiąc ze skutecznością 64% przy ponad 200 oddanych rzutach z gry, James dokonał rzeczy, którą ostatni raz widzieliśmy w lidze w marcu 1983 w wykonaniu Kareema Abdul-Jabbara.


Kings nie wygrali w Miami od 2001 roku. W środę byli tego bardzo bliscy, jednak brakowało im tego decydującego rzutu. Chris Bosh zablokował rzut Thomasa na 6 sekund przed końcem pierwszej dogrywki, który mógł dać gościom prowadzenie, a w konsekwencji być może zwycięstwo. Będąc jedną z najgorzej grających na wyjeździe drużyn w NBA, podopieczni Keith Smarta sprawili mimo to ogromną niespodziankę walcząc z Heat jak równy z równym. Już dziś czeka ich back-to-back w Orlando, którzy również grają drugi mecz z rzędu po wczorajszej wygranej w Filadelfii.


79 punktów Jamesa i Wade'a to najwięcej odkąd grają razem na Florydzie. 141 punktów całej drużyny to wyrównanie rekordu ustanowionego w 1991 roku.

 

ŚLEDŹ GRZEGORZA KORDYLASA NA TWITTERZE!

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)