Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Zaprzepaszczona szansa Stelmetu

Zaprzepaszczona szansa Stelmetu

Koszykówka | 16 paździenika 2015 23:34 | Hubert Błaszczyk
J.R. Reynolds w walce o piłkę.
fot. Euroleague
J.R. Reynolds w walce o piłkę.

Świetnie przez 35 minut prezentowali się koszykarze mistrza Polski, Stelmetu Zielona Góra w inauguracyjnym spotkaniu Euroligi przeciwko Żaligirsowi Kowno. Fatalne ostatnie pięć minut zaprzepaściło jednak szansę na zwycięstwo. Gospodarze od stanu 62:56 stracili dziesięć punktów z rzędu. Sami nie odpowiedzieli ani jednym celnym rzutem. Pudłowali nawet z linii rzutów wolnych.


Fatalna końcówka zamazuje obraz całego spotkania, ale w koszykówkę gra się 40, a nie 35 minut. Dobitnie pokazali to na Eurobaskecie Hiszpanie, którzy w ostatniej kwarcie zmiażdżyli Polaków. W piątek w Zielonej Górze było podobnie. Stelmet świetnie bronił przez niemal całe spotkanie, w końcówce zaciął się jednak w ataku. Szkoda, bo grupa zielonogórzan jest na tyle trudna, że lepszej szansy na zwycięstwo może już nie być.


Dzień konia w piątek miał Vlad-Sorin Moldoveanu. Rumun był świetnie dysponowany zza linii 6,75 metra. Trafiał w ważnych momentach. W dodatku przejawiał ogromną ochotę do gry i był ofiarny w defensywie. Swoje zaangażowanie przypłacił pięcioma faulami. W końcówce trener Saso Filipovski miał więc jedną opcję w ataku mniej. Moldoveanu starał się zastąpić Łukasz Koszarek, który ani trochę nie przypominał anemicznego rozgrywającego reprezentacji Polski z Eurobasketu we Francji. W piątek dobrze wywiązywał się z zadań defensywnych przeciwko Kalnietisowi. W ataku trafiał na dobrej skuteczności, zaskakując rywali trójkami i rzutami z półdystansu. W końcówce został jednak odpowiednio pokryty. Pozostali zawodnicy nie przejawiali zbyt dużej ochoty do gry. Przy stanie 62:64 odważnego wjazdu spróbował Mateusz Ponitka. Polak był faulowany, ale nie trafił dwóch rzutów wolnych. W kolejnej akcji mimo dobrej obrony, przyjezdni dwukrotnie zebrali w ataku i było w zasadzie po meczu.


Co zadecydowało o porażce Stelmetu? Detale. W trzeciej kwarcie zielonogórzanie prowadzili jeszcze dziewięcioma (a nawet jedenastoma) punktami. Mieli szanse na powiększenie prowadzenia, ale dwóch rzutów wolnych bez żadnej presji nie wykorzystał Przemysław Zamojski. Na 3,4 sek. przed końcem trzeciej kwarty zupełnie bez sensu pod koszem rywali faulował Adam Hrycaniuk. Przyjezdni dostali dwa rzuty wolne za darmo. To szczegóły, ale zielonogórzanie zamiast prowadzić jedenastoma punktami, zakończyli trzecią część gry z siedmioma punktami przewagi. Miażdżące są też statystyki odnośnie asyst (8-18) i zbiórek (28-38). To właśnie bierna postawa na bronionej tablicy spowodowała, że Brock Motum zdobył decydujące punkty po dobitce w ataku. Pomimo dobrej gry obronnej Saso Filipovskiego i jego zespół czeka dużo pracy nad zastawieniem tablicy. Sporo do życzenia pozostawia gra w ofensywie, co dobitnie pokazują statystyki. Zielonogórzan w grze trzymała świetna dyspozycja rzutowa Moldoveanu i Koszarka. Kiedy Rumun zszedł za faule, a Koszarek grał pod presją obrony i czasu pozostali zawodnicy biernie patrzyli na to co dzieje się na parkiecie. Wszystko opierało się na improwizacji. Zabrakło ruchu i wyćwiczonych schematów. Za dużo było też indywidualnej gry Bosta i Reynoldsa. Z drugiej strony fatalnie w prostych sytuacjach prezentowali się podkoszowi. Wynik mógł być inny, gdyby spod samego kosza trafiali Djurisić, Borovnjak czy Hrycaniuk.


Do mistrzów Polski o piątkową porażkę nikt nie ma pretensji. Po ludzku szkoda nam, że Stelmet nie sięgnął po wygraną, którą miał na tacy. Tym bardziej, że rywale będą coraz silniejsi. Za tydzień zielonogórzanom przyjdzie zmierzyć się na wyjeździe z Barceloną, która ma swoje problemy. W pierwszej kolejce uległa w Turcji, Pinarowi Karsiyaka.

 

Stelmet Zielona Góra - Żaligirs Kowno 62:66 (17:15, 18:19, 18:12, 9:20)


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk


Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)