Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Śląsk przedłuża kontrakt z Rajkovicem i zwalnia zawodników. 17-krotni mistrzowie rzucają biały ręcznik

Śląsk przedłuża kontrakt z Rajkovicem i zwalnia zawodników. 17-krotni mistrzowie rzucają biały ręcznik

Koszykówka | 16 grudnia 2015 11:48 | Hubert Błaszczyk
Emil Rajković lubi wywierać presję na arbitrach.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Emil Rajković lubi wywierać presję na arbitrach.

Mieli grać o półfinał Tauron Basket Ligi, a po jedenastu spotkaniach znajdują się na jej szarym końcu. O kim mowa? O Śląsku Wrocław. 17-krotni mistrzowie Polski kompromitują się w tym sezonie na każdym kroku. Właśnie zwolnili czterech amerykańskich zawodników, którzy prezentowali się bardzo słabo. Ruch może i dobry, ale na ich miejsce wrocławianie nie zamierzają zatrudniać zagranicznych koszykarzy. Tym samym włodarze Śląska rzucili na parkiet biały ręcznik. O dobrych wynikach w aktualnym sezonie można zapomnieć.


Problemy Śląska Wrocław zaczęły się na etapie kompletowania składu. We Wrocławiu zatrudniono pięciu przeciętnych Amerykanów. Dla trzech z nich była to pierwsza styczność z europejskim basketem, a to zawsze rodzi dodatkowe problemy. Zetknięcie się z europejskimi przepisami i stylem życia często bywa barierą nie do przejścia. Tylko Brandon Heath i Anthony Smith grali wcześniej w Europie. Oni również rozczarowali. Dużo więcej spodziewano się po Heathcie, który miniony sezon spędził odbudowując się po kontuzji w Libanie. W pierwszych meczach amerykański rozgrywający wyglądał nieźle. Miał jednak ewidentne problemy z kondycją. Po kilku przebieżkach nadawał się do zmiany, a efektywność jego gry zdecydowanie spadała. Ostatnie występy Heatha przeciwko BM Slam Stal czy MKS Dąbrowie Górniczej najlepiej pominąć milczeniem.


Pierwszą ofiarą nieudolnej polityki transferowej Śląska stał się trener Mihailo Uvalin. Serbski szkoleniowiec opuszczał Wrocław przy bilansie 2:4 w Tauron Basket Lidze i 1:2 w FIBA Europe Cup. Zespół grał poniżej oczekiwań, nie ma co do tego dwóch zdań. Zmiana szkoleniowca była jednak przedwczesna. Tym bardziej, że jego zmiennik Emil Rajković nie wygrał jeszcze żadnego spotkania w polskiej lidze. Lepiej wiodło mu się w europejskich pucharach, gdzie nie poniósł jeszcze porażki. Macedończyk często uciekał od odpowiedzialności, zrzucając niepowodzenia na przepisy i… sędziów.


- Są dwa logiczne wytłumaczenia tej sytuacji. Pierwsze to przepisy, czyli konieczność wystawiania bez przerwy dwóch polskich zawodników na parkietach TBL. W FIBA Europe Cup nie obowiązuje ta zasada, jednakże nie nadużywałem często tego w poprzednich meczach. W pojedynku z Royal Hali Gaziantep graliśmy jednak czwórką Amerykanów w dłuższym wymiarze czasowym niż ostatnio - analizował Emil Rajković. Po chwili dodał: - Będę bardzo szczery i powiem, że drugim z powodów jest odmienny styl sędziowania. W europejskich pucharach sędziowie nie tolerują żadnego kontaktu w obronie. Defensywa musi opierać się wyłącznie na pracy nogami, bez żadnego popychania i chwytania rękami. W polskiej lidze arbitrzy częściej akceptują tego rodzaju nieczyste zagrania. Uważam, że nie jest to korzystne dla zawodników, których mamy w składzie i stylu, który prezentujemy.


Słowa Macedończyka każdy może ocenić według własnych kryteriów. Ligowe mecze Śląsk przegrywał jednak wyraźnie. Szanse na zwycięstwo miał w Kaliszu, ale akurat w spotkaniu przeciwko BM Slam Stal arbitrzy kilkakrotnie pomogli wrocławianom, nie odgwizdując oczywistych faulów, między innymi na Curtisie Millage’u.


W obliczu zwolnienia Amerykanów kontrowersje budzi również pierwsza część wypowiedzi Rajkovica. Szkoleniowiec Śląska będzie zmuszony do korzystania wyłącznie z polskich zawodników, a to nigdy nie było jego domeną. Wystarczy przypomnieć, że to właśnie Macedończyk zrezygnował z usług Roberta Skibniewskiego, a rolę Radosława Hyżego zmarginalizował do minimum. Trudno wyobrazić sobie, żeby pod jego skrzydłami postępy zrobili Norbert Kulon czy Mateusz Stawiak. Zresztą ten ostatni przekonał się na własnej skórze, że nie warto się wychylać. Rajković podczas derbowego spotkania z Turowem zrugał młodego koszykarza Śląska za oddany rzut.


I tu znów można dziwić się decyzji włodarzy Śląska. Zdecydowali się przedłużyć kontrakt z Rajkovicem o 18 miesięcy. Macedończyk będzie prowadził wrocławski zespół do końca sezonu i w następnych rozgrywkach. – Przyszedłem tutaj, żeby awansować do play-offów. Cele się jednak zmieniły. Teraz chcemy rozwinąć miejscowych zawodników. W kolejnym sezonie z większym budżetem i drużyną, którą wybiorę chcemy zaatakować czołówkę ligi. Podpisałem nowy kontrakt na 18 miesięcy. To oczywiste, że włodarze Śląska wierzą we mnie. Będziemy starali się zrobić jak najlepszy wynik z aktualnie dostępnym składem – mówił dla macedońskich mediów Rajković. Zapytany o wzmocnienia dodał: - Miałem kilka życzeń związanych z macedońskimi zawodnikami, ale nie możemy pozwolić sobie na kontraktowanie obcokrajowców ze względu na wysokie koszty licencji. Mieliśmy pięciu zagranicznych zawodników. Szósta licencja kosztuje 7 tysięcy złotych, a siódma 10 tysięcy złotych. Po dyskusji z prezesem podjęliśmy decyzję, że dogramy ten sezon z aktualną drużyną i stworzymy silniejszy zespół za rok.


Na pożegnaniu się z amerykańskimi koszykarzami Śląsk zaoszczędzi 16 tysięcy dolarów miesięcznie. To niedużo. Zwłaszcza jeśli pod uwagę weźmiemy, że zawodnikom będzie trzeba wypłacić część kontraktu. Nie dotyczy to Rasharda Maddena, który znalazł nowy klub w Grecji. Nieoficjalnie miał dosyć czekania na kolejne wypłaty. Jeśli wrocławianie nie dogadają się z koszykarzami w sprawie rozwiązania kontraktów sprawa może otrzeć się o BAT, a ten nie pobłaża klubom. W listopadzie zawiesił możliwość wykonywania transferów dla Stelmetu Zielona Góra.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk


Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)