Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Śląsk dryfuje na dno. Trener zaatakował sędziego!

Śląsk dryfuje na dno. Trener zaatakował sędziego!

Koszykówka | 22 grudnia 2015 14:06 | Hubert Błaszczyk
Emil Rajković
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Emil Rajković

Wysoka porażka Śląska Wrocław z Asseco Gdynia 60:82 raczej nikogo nie dziwi. Rozstanie się z piątką Amerykanów miało zapewnić oszczędności w budżecie i zapewnić atmosferę. Każdy zdroworozsądkowy obserwator Tauron Basket Ligi widział, że wiązać się to będzie również z kolejnymi porażkami. Tego nie kalkulował jednak Emil Rajković, który podczas wczorajszego spotkania dał upust swojej frustracji. Macedończyk po jednej z decyzji sędziego Maliszewskiego, zaatakował go słownie. Tylko zimna głowa Witalija Kowalenko spowodowała, że nie doszło do rękoczynów ze strony Rajkovica.

 

Od początku twierdziliśmy, że pomysł przedłużenia kontraktu z Rajkovicem jest delikatnie mówiąc słaby. Macedończyk to trener wymagający wyniku tu i teraz. Jego ulubionym zdaniem jest wywieranie presji na arbitrach. W dalszej kolejności znajduje się wyżywanie na zawodnikach. Dlatego nie sądzę, żeby jakikolwiek koszykarz Śląska był w stanie zrobić pod jego skrzydłami duży progres. Jak bowiem masz podejmować decyzje, wziąć odpowiedzialność na siebie, skoro po nieudanej akcji czeka na Ciebie ławka rezerwowych i „sympatyczne joby” od trenera-furiata? W ostatnich dwóch meczach przekonali się o tym Stawiak i bracia Kulonowie – zawodnicy, na których rozwój we Wrocławiu chyba najbardziej liczą.


O samym meczu można napisać tyle, że się odbył. W pierwszej połowie wrocławianie jeszcze starali się nawiązać walkę z Asseco. W drugiej prowadzeni przez Radosława Hyżego (swoją drogą czemu nie mógłby prowadzić Śląska do końca sezonu?) byli tłem dla gdynian. Wyróżniał się Jarvis Williams, który zdobył 22 punkty i zebrał 12 piłek z tablic. Amerykanin często punktował po indywidualnych akcjach. W zespole Śląska brakuje rozgrywającego z dobrym minięciem, który mógłby grać dwójkowe akcje z Williamsem. To byłaby kopalnia punktów, bo młody koszykarz metr, dwa od kosza jest prawdziwą bestią.


Chcąc, nie chcąc Śląsk musi swoje akcje opierać na dobrej dyspozycji rzutowej swoich zawodników. Tej jednak w poniedziałek ewidentnie zabrakło. Fatalną skutecznością „popisali się” Michał Jankowski (1/12) i Kamil Chanas (0/5). Ten pierwszy często podpali się jedną udaną, często nieistotną akcją i później popełnia szereg błędów. Po pierwszej połowie zupełnie zapomniany został Mateusz Jarmakowicz. Środkowy wrocławian nie jest demonem pomalowanego, ale z dystansu trafiał przeciwko Asseco nie najgorzej (2/3).


Przed Śląskiem i jego kibicami trudne chwile. Drużynie bez większych wzmocnień trudno będzie osiągnąć choćby 10 zwycięstw w sezonie. W najbliższych tygodniach zespół będzie musiał radzić sobie bez trenera Emila Rajkovica na ławce rezerwowych. Trudno bowiem spodziewać się, żeby Komisja Dyscyplinara pobłażała Macedończykowi. Tym bardziej, że nie był to pierwszy tego typu wybryk szkoleniowca Śląska, choć na pewno najbardziej spektakularny.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)