Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Niezniszczalni - nieporównywalni

Niezniszczalni - nieporównywalni

Koszykówka | 20 marca 2013 18:13 | Patryk Pankowiak
LeBron James
fot. Keith Allison
LeBron James

W internecie od tygodni trwa rywalizacja, która nie ma najmniejszego sensu. Niektórym znudziło się już porównywanie Kobe'go Bryanta i LeBrona Jamesa do Michael Jordana, więc postanowili trochę urozmaicić sprawę, stawiając naprzeciw siebie... dwóch pierwszych. Żeby było ciekawiej, obaj porównywani są pod względem własnych osiągnięć do 28. roku życia...


Może na początek zacznijmy od tego jak można rozliczać dwóch zawodników, z zupełnie innych miast, z zupełnie innych drużyn, grających w zupełnie innych czasach. Dla mnie to kompletna głupota. Jak można wynosić pod niebiosa Kobe'go Bryanta, który w wieku 28 lat miał na swoich palcach zdobyte trzy razy z rzędu mistrzowskie pierścienie, ale przecież grał wtedy u boku jednego z największych dominatorów w historii - Shaquille'a O'Neala.


Rola młodego Bryanta i młodego Jamesa wyglądała zupełnie inaczej. Kobe swoje pierwsze kroki na zawodowych parkietach stawał w nadal solidnie spisującym się zespole Los Angeles Lakers. LeBron debiutował natomiast w przeciętnym Cleveland Cavaliers, gdzie od razu stał się jedną z pierwszych opcji w ataku i nową gwiazdą organizacji. Moje pytanie brzmi więc, jak można tym razem chwalić Jamesa za większą ilość zdobytych punktów?


LBJ jako rookie uzbierał już 1654 punkty, przy zaledwie 539 Czarnej Mamby. Różnica wygląda jednak tak, że L-Train oddał blisko 4 razy więcej rzutów. Ciekawostką jest natomiast fakt, że obaj w swoim premierowym sezonie rzucali z 0.417 procentową skutecznością. W drugim sezonie było podobnie. Lakers nie osiągnęli nic wielkiego, a Kobe ze spokojem i bez pośpiechu, rozwijał się jako zawodowy gracz. LeBron od razu został rzucony na głęboką wodę, musiał brać ciężar na siebie, zdobywać punkty, prowadzić drużynę. Poza tym Bryant zadebiutował w NBA już dwa lata wcześniej od Jamesa, nie występując przy tym na akademickich parkietach. Brak zgrania, doświadczenia, dłuższa aklimatyzacja?


Kobe Bryant z każdym kolejnym rokiem swojej kariery stawał się coraz lepszym graczem, idąc przykładem klasycznego progresu, z sezonu na sezon. Rzucający obrońca jako młoda bestia przejmował później dominację we współczesnych Los Angeles Lakers, a swoje najlepsze lata święcił po odejściu Shaqa, z którym nie zawsze układało mu się dobrze.


Wyczytałem ostatnio bardzo mądrą tezę, że King James do zdobycia mistrzowskiego pierścienia potrzebował zmiany barw klubowych. Jeśli prowadziłbym teraz rywalizację i rozdawał punkty, z pewnością "oczko" za tę dyscyplinę powędrowałoby do Bryanta. Rzecz w tym, że nie o to mi chodzi.


Wręcz przeciwnie. Moim zdaniem porównywani tych dwóch graczy w perspektywie osiągnięć do 28. roku życia nie ma najmniejszego sensu, serio. W takie rzeczy można pobawić się z chwilą zakończenia przez zawodników sportowych karier czy zawieszenia przez nich butów na kołek. Na razie nie ma tematu.


Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)