Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka The Black Mamba Rises

The Black Mamba Rises

Koszykówka | 14 kwietnia 2013 16:43 | Jakub Kacprzak


Historia Kobe Bryanta bardzo przypomina mi pewien film. The Dark Knight Rises to obraz wybitny, Christopher Nolan kapitalnie przywrócił Batmana do łask widzów we wszystkich kinach. Black Mamba przeżył tragedię w swoim, jak się okazało, ostatnim meczu tego sezonu. Zerwane ścięgno Achillesa oznacza operację (Kobe już ją przeszedł) i minimum 6 miesięcy przerwy. W praktyce oznacza to bardzo nikłe szanse Lakers na dobrą grę w Play Off, choć jest możliwość, że się do nich nie dostaną. Natomiast sam Bryant musi zmierzyć się z ogromnym problemem. Tak jak Batman w ostatniej części nolanowskiej trylogii został nagle złamany i pokonany. Okazało się, że heros jest człowiekiem, że może doznać uszczerbku na zdrowiu. Że jest na świecie coś, co go może przezwyciężyć i zatrzymać w drodze do celu. Jednak tak jak powstał z kolan Batman, tak i powstanie Kobe Bryant.


Ma już 34 lata na koncie. Dla wielu taki wiek oznacza powolne zbliżanie się do emerytury, słabe wyniki, wchodzenie z ławki rezerwowych na parę minut i bycie raczej pomnikiem historii, niż głównym motorem napędowym. Black Mamba jednak jest zupełnie inny. To jego wola walki, niezwykła chęć zwycięstwa i umiejętność gry pomimo bólu i kontuzji sprawiła, że Lakers wciąż się liczą w walce o PO. Sezon dla Jeziorowców jest bardzo kiepski. Wciąż niepewne miejsce w następnej fazie rozgrywek, mnóstwo kontuzji (każdy z podstawowej/optymalnej piątki, a więc Nash, Bryant, Metta World Peace, Gasol i Howard pauzowali z powodu urazów) i męczarnie. Jednak Kobe ciągnął ich w niesamowity sposób. Notował 27,3 pkt, 5,6 zbiórki, 6 asyst i 1,4 przechwytu na mecz. Miał największą średnią asyst od 7 sezonów! Rzucał ze skutecznością 46,3%. Rozgrywał sezon niemal tak samo dobry jak w 2008 roku gdy dostał MVP za sezon regularny. Mecz z Golden State Warriors był dla LAL niezwykle istotny. Musieli wygrać, by wciąż myśleć o awansie i nie oglądać się na Utah Jazz, którzy tracą tylko 0,5 wygranej do nich. Niestety los sprawił, że Kobe nie pomoże swojej drużynie. W czwartej kwarcie próbował minąć rywala. Momentalnie upadł na parkiet z grymasem bólu na twarzy. Wiadomo było, że nie jest dobrze.


Bryanta pokonała kontuzja. Upadł niczym Batman po ciosach Baine’a. Upadli wiedząc, że jest po nich. Jednak Ci, którzy myślą, że to koniec herosa z Miasta Aniołów jest w wielkim błędzie. Tak jak Batman powstał i zwyciężył, tak też powstanie Kobe. Gdy dziennikarz spytał go zaraz po meczu, czy kontuzja oznacza koniec jego kariery odpowiedział: „Are You kidding me?!”. On się tak po prostu nie podda. Przejdzie rehabilitacje, wróci i będzie jeszcze groźniejszy niż do tej pory. Doskonale wie, że to może być jego ostatni sezon w karierze. Wciąż ma do wykonania misję. Goni wynik Michaela Jordana. Brakuje mu jednego tytułu. Musi powstać, wrócić i wygrać. On ma we krwi DNA waleczności i zwycięstwa. Wszyscy, którzy go teraz skreślają zapewne zdziwią się gdy w nowym sezonie wróci w dobrej formie.


Bowiem nie wierzę, że Kobe się podda i zrezygnuje. Oczywiście kontuzja jest poważna, ale wielokrotnie Bryant pokazywał, że potrafi znieść każdy ból i poświęcić się maksymalnie, byleby wygrać. Gdy piszę te słowa przypomina mi się pewna grafika, na której Black Mamba jest przedstawiany jako Iron Man. Coś w tym jest. Twardy jak Iron Man, walczący i powstający z dna jak Batman. Legenda Lakers nie jest zwykłym koszykarzem.



To ktoś więcej. Jestem bardzo ciekaw jak będzie wyglądać jego powrót do gry. Jak mocno zmotywowany będzie.
Co do samych Lakers to wątpię, by zdołali cokolwiek już w tym sezonie ugrać. Oczywiście będą chcieli grać dla swojego lidera, który już zapowiedział, że zamieni się w Coach Vino i pomoże kolegom z ławki rezerwowych. Jednak to nie nauczy Dwighta Howarda twardości pod koszem i umiejętności rzucania wolnych. Nie sprawi, że Nash wyzdrowieje i zacznie grać jak wtedy gdy wygrywał MVP. Jeziorowcy mają problem. Są jak Gotham City. Załamane i bezbronne. Bez swego herosa. Na zakończenie przedstawię Wam film stworzony przez jednego z fanów, który idealnie podsumuje moje słowa. Pozostaje nam czekać na The Black Mamba Rises.
 



Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)