Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka T-Mac wraca!

T-Mac wraca!

Koszykówka | 17 kwietnia 2013 00:19 | Jakub Kacprzak

35 sekund potrzebował, by rzucić 13 punktów (4x za trzy, w tym akcja 3+1). Dwukrotnie zdobywał tytuł króla strzelców. Dziewięć razy grał w fazie Play Off. Zaledwie raz przeszedł przez pierwszą rundę, choć nie grał wtedy z powodu kontuzji. Odszedł z ligi jako przegrany. Wysoki kontrakt był niewspółmierny do tego ile przebywał na parkiecie. Kontuzje zniszczyły mu karierę. Teraz powraca, zapewne po raz ostatni, by pokazać, że stać go na walkę o mistrzowski pierścień. Tracy McGrady chce udowodnić, że potrafi jeszcze grać i zrobi wszystko, by pomóc swojej nowej drużynie.


Pierwsze zdanie ze wstępu opisuje sytuację z pamiętnego spotkania Houston Rockets przeciwko San Antonio Spurs. Niespełna 9 lat temu, dokładnie w grudniu 2004 roku McGrady zapisał się na kartach historii NBA. Odebrał Ostrogom wydawałoby się pewne zwycięstwo wspinając się na szczyt swych umiejętności. 13 pkt w 35 sekund. Zrobił wtedy wszystko. Był wszędzie i trafiał niewiarygodne rzuty, łącznie z tym zwycięskim. Zresztą zobaczcie sami.




Niestety tamte chwile są daleko za nim. Od tamtego czasu nigdy nie zagrał pełnego sezonu. Zresztą w całej karierze tego nie osiągnął. W latach 2005-2012 rozegrał 403 spotkania na 722 możliwe (sezon 11/12 był skrócony o 16 spotkań z powodu lockoutu). Zawodnik, który przez 8 sezonów z rzędu nie schodził poniżej średniej punktowej na poziomie 21 pkt na mecz, w ostatnich pięciu latach na parkietach NBA nie potrafił osiągać nawet połowy tego dorobku. Pięć ostatnich sezonów to 6,8 pkt na mecz. T-Mac doskonale wie jak wygląda upadek na samo dno. Podczas ostatniego roku spędzonego w Atlancie ani razu nie wyszedł podstawowej piątce. Wyjechał do Chin, bo w NBA nikt go nie chciał. Był na treningach w wielu klubach, m.in. w Spurs, ale Greg Popovich nie dał mu szansy. Za wielkim murem notował 25 pkt na mecz. Jednak wiadomo jaki jest tam poziom. 


Jednak w USA lubi się pamiętać o bohaterach sprzed lat. Doskonale o T-Macu pamiętał także Popovich. I dał mu szansę w najmniej spodziewanym momencie. Gdy do końca sezonu zasadniczego pozostało większości drużyn 1 spotkanie do rozegrania, SAS zdecydowali się zatrudnić McGrady’ego. Trafił do drużyny, która ma drugie miejsce w Konferencji Zachodniej i chęć na walkę o tytuł. Czy za dziesiątym razem Tracy w końcu przebrnie przez fazę PO? Motywacji na pewno mu nie zabraknie. W szkole średniej jego trener twierdził, że T-Mac powinien dać sobie spokój z koszykówką, bo jest za słaby, by cokolwiek osiągnąć. On doskonale wie, że drugiej takiej szansy już nie otrzyma. Lata uciekają, nad obręczą nie lata już jak niegdyś. Musi pokazać, że drzemie w nim wola walki. Bez tego Popovich nawet nie spojrzy w jego kierunku, co dopiero da szansę zaistnieć w meczu fazy PO.


Czego się możemy po nim spodziewać? Ciężko powiedzieć. Ameryka kocha niesamowite historie, niewiarygodne powroty i herosów, którzy spadli na samo dno, by potem się podnieść. Tracy McGrady ma szansę stać się jednym z nich. A dla tych, którzy o nim zapomnieli, polecam ten oto mix jego zagrań.
 

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)