Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Duety nie do końca spełnione

Duety nie do końca spełnione

Koszykówka | 18 kwietnia 2013 00:37 | Jakub Kacprzak


Było w NBA wiele duetów, które czarowały nas swą grą. Każdy marzył, by móc z nimi być w jednym teami i zagrać 3 on 3 na przyszkolnym boisku. W kultowej grze z lat 90 NBA JAM to ich właśnie się wybierało lub chciałoby się wybierać gdyby wtedy grali. Jednak jednego im brakowało. Tego najważniejszego, upragnionego celu jakim jest mistrzostwo ligi. I wierzcie lub nie, ale takich duetów było w lidze sporo!


1) Gary Payton i Shawn Kemp
To bez wątpienia na nich wzorują się Chris Paul i Blake Griffin. W latach 90 Glove i Shawn „Spokojnie mógłby być Twoim ojcem” Kemp to był duet kapitalny. Jeden doskonale rozgrywał, asystował i przechwytywał, drugi niszczył obręcze monster dunkami. Naprawdę wyglądało to genialnie. Niestety ze Seattle SuperSonics nie zdołali zdobyć mistrzostwa. Raz byli naprawdę blisko, ale w finale trafili na Chicago Bulls, którzy sezon zasadniczy zakończyli z bilansem 72:10 a w fazie PO przegrali jedno spotkanie. Seattle walczyło dzielnie, ale udało im się wydrzeć tylko 2 wygrane i ostatecznie przegrali rywalizację 2-4. Jednak Payton i Kemp dawali czadu. W tym pamiętnym sezonie obaj rzucali średnio 19 pkt, a Shawn zaliczał setki kobi… średnio 10 zbiórek. Payton dorzucał do tego swoje 7 asyst i niemal 3 przechwyty na mecz. Grali razem przez 7 sezonów. Tylko raz znaleźli się w finale, ale ich akcje ogląda się niezwykle przyjemnie. Może gdyby Kemp był tak dobry w kosza jak w zapładnianiu kobiet zdobyliby ten tytuł? PS. Gary na koniec kariery, grając w Miami zdołał zdobyć mistrzowski pierścień. Kemp natomiast tylko tył i płacił coraz większe alimenty.


2) Julius Erving i Charles Barkley
Do tej pory nie wiem jak to się stało, że Sir Charles nigdy nie zdobył mistrzostwa. W tym zestawieniu jeszcze o nim przeczytacie. Jednak warto zaznaczyć, że na początku swej kariery w NBA miał do pomocy geniusza wsadów. Dr. J liczył z pewnością, że uda mu się wygrać więcej tytułów. Jednak pech Barkleya polegał na tym, że gdy pojawiał się w drużynie, która sezon wcześniej zdobywała mistrzostwo potem już nie powtarzała tego sukcesu. W Philadelphii miał ku temu doskonałą okazję, ale celu nie osiągnął. Nie rozumiem jak to się stało, że 76’ers w składzie z Ervingiem, Barkleyem i Mosesem Malonem nie wygrali mistrzostwa. Tym bardziej, że cała trójka (tak wiem, miało być o duetach, ale tutaj robię wyjątek) zdobywała w sezonie 85/86 po ponad 20 pkt, a dodatkowo Malone i Barkley mieli też średni po ponad 10 zbiórek. Z tamtych lat pozostał ten oto filmik i widok Chucka w obcisłych, krótkich spodenkach…


3) Penny Hardaway i Shaq O’Neal
Obaj byli wtedy wschodzącymi gwiazdami NBA. W Magic panowali niepodzielnie, a rywale drżeli przed ich wspólną grą (i tym, że Shaq łamał kosze). Obaj notowali fantastyczne statystyki. Penny w sezonie 94/95: 20,9 pkt, 1,7 przechwytu, 7,2 asysty, 4,4 zbiórki na mecz. Shaq: 29,3 pkt, 2,4 bloku, 2,7 asysty i 11,4 zbiórki na mecz. Byli naprawdę mocni, ale niestety tylko raz zagrali wspólnie w finale gdzie dostali łomot 0-4 od Houston Rockets. Tylko 3 sezony oglądaliśmy ich razem w Orlando, ale było naprawdę warto. To był duet, którego dziś raczej się nie znajdzie. Dominujący center i niezwykle uniwersalny rozgrywający, który mógł grać na pozycji 1, 2 i 3. Obowiązkowo mix z ich poczynaniami musicie zobaczyć!

 


4) Karl Malone i John Stockton
Para, która bez siebie nie mogła istnieć. Malone i Stockton to jak pizza i ser, klub gogo i cycki, lato i wysoka temperatura. Ogólnie wszystko co dobre w duecie. Pamiętam mecze z ich udziałem doskonale. Byli tak zgrani, że nawet gdyby byli kompletnie pijani, naćpani i zmęczeni tak, że nie kontaktowaliby nic, to umieliby zagrać ze sobą w kosza bez problemu. Mieli osiem sezonów z rzędu, w którym każdy z nich zaliczał średnio double-double w każdym spotkaniu. Niestety ich pechem było to, że trafili na Michaela Jordana i Chicago Bulls. Dwa finały z rzędu, dwa niesamowite finały, które na zawsze przejdą do historii NBA. Stockton do końca kariery został w Utah. Malone po 18 latach gry w Jazz poszedł do Lakers, gdzie był członkiem „Najbardziej niespełnionej gromady gwiazd w historii NBA”. Malone i Stockton to był dobry duet.

 


5) Jason Kidd i Vince Carter
Razem grając w Nets nie zdołali dojść nawet do finału, choć wcześniej Kidd czynił to z Nets dwukrotnie. Niestety nie udało im się i do dziś wydaje mi się, że nie do końca ich współpraca wyglądała idealnie. Zresztą Kidd po przyjściu Vince’a nie spisywał się już tak dobrze. Upływające lata powodowały coraz niższe średnie pkt (od momentu przyjścia VV w każdym sezonie Kidd notował spadek w tej statystyce). Co ciekawe obaj spotkali się ponownie w Dallas. Było to sezon po tym jak Mavericks zdobyli mistrzostwo. Niestety przyjście Cartera nie pomogło i ekipa z Teksasu nie zdołała już ponownie awansować do finału. Miał pecha Kidd do Cartera. Ale akcje wychodziły im niekiedy przepiękne.


Oczywiście takich duetów było więcej, ale te najbardziej zapadły mi w głowie. Specjalne miejsce na liście ma Charles Barkley. Chłop miał ewidentnego pecha. Nie poszło mu w Phoenix (przegrał z Jordanem i jego Bulls), poszedł do Houston i mając Drexlera, Olajuwona, a potem i przez pewien czas Pippena też nic nie ugrał. Aby nie być jak Sir Charles, walczy jeszcze Steve Nash. Jednak wątpliwe, by w tym sezonie zdołał z Lakers (bez Black Mamby) coś ugrać. Kanadyjczyk tworzył kapitalne duety z wieloma graczami, a mimo to nic nie wygrał. Niektórzy jak Bryan Scalabrine mają fart. Jednak są ludzie jak Ewing, Malone, Stockton, Barkley, którzy nigdy mistrzostwa nie zdobyli, choć mieli do pomocy kapitalnych graczy. 


 

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)