Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Celtics jeszcze żyją

Celtics jeszcze żyją

Koszykówka | 29 kwietnia 2013 16:58 | Patryk Pankowiak
Drużyna Boston Celtics
fot. Keith Allison / flickr.com
Drużyna Boston Celtics

Posezonowe rozgrywki w NBA nabierają tempa. Po dziewięciu dniach fazy play-off awans do półfinałów poszczególnych konferencji zapewniły sobie już dwa zespoły.

Brandon Jennings odgrażał się, że Milwaukee Bucks pokonają Miami Heat w pierwszej rundzie 4:2. Jak to zwykle bywa... skończyło się na gadaniu. Mistrzowie NBA szybko rozprawili się z Kozłami, które w tym przypadku faktycznie okazały się "ofiarne". Powiem szczerze, że nie liczyłem na zbyt wiele ze strony zespołu z Wisconsin, chociaż gdzieś w myślach łudziłem się, że będą w stanie urwać chociaż jedno spotkanie. No cóż, LeBron James i spółka nie pozostawili jednak złudzeń, zaliczając szybki sweep i bez najmniejszych problemów wygrywając cztery starcia z rzędu. Żar czeka więc już na zwycięzcę pary: Brooklyn Nets - Chicago Bulls, gdzie Byki niespodziewanie prowadzą 3:1.


To miał być koniec przygody Boston Celtics z tegorocznymi play-off, ale podopieczni Doca Riversa obronili TD Garden i w dogrywce przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W game 4 z bardzo dobrej strony zaprezentował się Jason Terry, który w doliczonym czasie najpierw trafił w kontrze za trzy, a później dorzucił jeszcze kilka cennych punktów. Triumf na własnym parkiecie daje choć niewielki cień nadziei, a jak wiadomo - ta czasami potrafi utrzymać przy życiu nawet w najcięższych sytuacjach i pomóc pokonać życiowe rozterki.


Czy Celtowie są jednak w stanie pokonać Knicks w Madison Square Garden? To z pewnością byłoby coś wielkiego. Coś, co mogłoby zmienić oblicze tej serii i z nudnego 3:0 doprowadzić do wyrównania. Dlaczego wyrównania? Nie sądzę, żeby Celtics niesieni cennym zwycięstwem w mekce koszykówki przegrali we własnym ogrodzie, zapełnionym po brzegi kibicami krzyczącymi: "Let's go Celtics!". Więc? Jak będzie, przekonamy się dopiero środowej nocy, 1. maja.


"Beat Lakers!" To hasło w sezonie 2012/2013 jest już nieaktualne, a właściwie stało się już nieaktualne w momencie kontuzji Kobego Bryanta. Jeziorowcy szybko pożegnali się z play-off, a ich pogromcami okazali się, uważani przez niektórych za nudnych jak niedzielne grzybobranie - San Antonio Spurs. Podopieczni Gregga Popovicha podobnie jak Heat, nie dali szans swoim oponentom i rozbili purpurowo-złotych szybko i przyjemnie (4:0). Ostatnie spotkanie serii nie zakończyło się również po myśli Dwighta Howarda, który przedwcześnie wyleciał z boiska z powodu popełnienia dwóch fauli technicznych. -To koszmar, bardzo zły sen, z którego nie możemy się przebudzić - mówił center Lakers. W tym momencie "Supermenowi" śnić mogą się już jedynie ryby, które w ostatniej chwili wypięły się z haczyka jego wędki, a kibice w Los Angeles nie muszą już się zastanawiać na mecze której drużyny przychodzić.

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)