Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Koszykarski Inspektor Gadżet

Koszykarski Inspektor Gadżet

Koszykówka | 25 czerwca 2013 23:52 | Jakub Kacprzak

fot. Jakub Kacprzak

Miłość do sportu to nie tylko chodzenie na mecze, gra na osiedlowych boiskach i oglądanie spotkań w tv. Dla wielu fanów dana dyscyplina to także setki, a niekiedy tysiące gadżetów. Sam do takowych należę i nie wyobrażam sobie życia bez nich. A, że miałem okazję w swoim życiu przerobić takowych ‘’dodatków’’ sporo, dziś chciałbym się podzielić z Wami swoim doświadczeniem w tym zakresie.


Buty
Świętym Graalem każdego fana basketu jest posiadać jeden określony model. Mowa oczywiście o legendarnych butach sygnowanych nazwiskiem Michaela Jordana. Któż z fanów NBA nie chciał takowych mieć? Przyznam, że mi jeszcze nie udało się ich dorobić, ale przerobiłem już sporo modeli. Pierwsze jakie miałem były kapitalne. Były to czasy gdy sam MJ grał jeszcze w NBA, a pierwsze kroki w niej stawiał Kobe Bryant. I to właśnie tego drugiego posiadałem buty. Wielu może nie pamięta, ale nie od razu Black Mamba miał kontrakt reklamowy z Nike. Na początku swej kariery miał on umowę z Adidasem. Na rynku pojawił się legendarny model Adidas KB8. Przyznam, że grało mi się w nich świetnie. Pomimo, że technika tworzenia obuwia nie była jeszcze wtedy tak zaawansowana to mimo wszystko były one wspaniałe. Budzą się we mnie wspomnienia związane z tymi wszystkimi rzutami jakimi oddawałem grając w nich. Chodziło się w nich równie wygodnie. To w nich oddałem swoją pierwszą, celną trójką w życiu. Są dla mnie niezwykle wartościowe i przyznam, że gdyby była taka okazja to kupiłbym je sobie i dziś. Potem przerabiałem wiele modeli. Czarne Reeboki rozpadły się po 3 tygodniach (nazwy modelu niestety nie pamiętam). Potem dostałem biało-czerwone Reeboki, które o dziwo przetrwały próbę czasu. Nie były tak dobre jak KB8 od Adidasa, ale kolorystyka dawała uczucie jakbym grał w barwach reprezentacji. Potem przyszła kolej, by zmierzyć się z Nike. Pierwszym modelem były Air Maxy. Grałem w nich ponad trzy lata. Potem spróbowałem modelu Rocket od firmy AND1. Niestety nie mogę o nich powiedzieć zbyt wiele dobrego. Dziura na podeszwie po pół roku gry. W końcu kupiłem sobie oldschoolowe Conversy. Model Chuck Tylor. Ciężkie, ale świetnie trzymające stopę i bardzo wytrzymałe. Jeden z lepszych zakupów jaki zrobiłem. Teraz gram w kolejnych kicksach od Nike. Jest to model sygnowany nazwiskiem LeBrona Jamesa. Seria 8 PS. Najlepsze w jakich grałem. Lekkie, doskonale dopasowane do stopy, kapitalnie trzymające kostkę. Kilka modeli więc w swoim życiu miałem. Oczywiście nie śmiem równać się pod tym względem z prawdziwymi fanatykami, ale przyznam, że lubię kupować buty do kosza. Z pewnością w końcu uda mi się sięgnąć po Jordany. Najchętniej wszystkie. Mieć takową kolekcję to niezwykła sprawa!


Piłki
Któż z nas nie marzył, by grać oryginalną piłką jaką dzierżą w dłoniach koszykarze NBA? Firma Spalding oferuje znakomity sprzęt, niestety drogi. Ja miałem szczęście gdyż jedna piłka pałętała się po biurze ŁKS-u. A, że nikt się do niej nie przyznawała to wziąłem ją na pamiątkę i tym samym stałem się szczęśliwym posiadaczem koszykarskiego reliktu. Jednak pierwszą jaką miałem, była oryginalna z napisem Boston. Również pomarańczowa, zrobiona z bardzo dobrych materiałów. Grałem nią przez jakieś 12 lat. Pomimo, że była już mega wytarta to oddanych nią rzutów nikt mi nie zabierze!


Koszulki
W latach 90 trudno było dostać w Polsce oryginalną koszulkę NBA. Prym wiodły więc podróbki z rynków. Sam posiadałem kilka takowych. Pierwszą jaką dostałem, była Kobe Bryanta. Żółty trykot LA Lakers z numerem 8. Oczywiście uniform musiał być pełen więc nie zabrakło i spodenek. Marzyłem o tym, by tak jak on latać nad obręczą i wygrać konkurs wsadów. Potem była też koszulka Scottie Pippena z czasów gdy grał dla Portland Trail-Blazers. Pierwszy oryginalny jersey jakim posiadałem należał do Latrella Sprewella. Znów numer 8, tym razem domowe barwy New York Knicks. Wymieniłem się nią na koszulkę Steve’a Nasha z czasów gry w Dallas. Wyjazdowy trykot Mavericks ostatecznie sprzedałem, bo była na mnie ciut za obcisła (że też wcześniej nie wziąłem się za odchudzanie). W swojej kolekcji posiadam obecnie dwa ciekawe egzemplarze. Jedna jest oryginalną meczówką i należy do Krzyśka Sulimy, z czasów gdy grał dla ŁKS-u. Jest to jedyna taka koszulka i cieszę się, że mam ją w swej kolekcji (dzięki Suli!). Dodatkowo mam też koszulkę z limitowanej kolekcji 4ball sygnowaną nazwiskiem Marcina Gortata. Wspaniała rzecz! 13 z tyłu i rysunkowa postać Marcina z przodu. Sam Polish Hammer był nią zachwycony gdy mnie w niej zobaczył. Muszę jednak powiększyć kolekcję. Priorytetem jest posiadać jerseye Shaqa ze wszystkich klubów w jakich grał. W końcu marzenia są od tego, by je spełniać!


Gazety o koszykówce
Każdy szanujący się fan NBA w Polsce, zbierał w latach 90 Magic Basketball i Pro Basket. Sam posiadłem mnóstwo tych numerów, które niestety zniknęły w tragiczny sposób. Moja mama po remoncie mojego pokoju wyrzuciła je, gdyż pomyliła worki, w które wszystkie rzeczy były spakowane. Wolałbym już, by wyrzuciła mi jakieś ubrania. W tak smutny sposób straciłem niesamowitą kolekcję. Na pamiątkę pozostało mi sporo plakatów. Jeden z nich, przedstawiający w akcji Michaela Jordana wisi w jednym z moich pokoi po dzień dzisiejszy. Niezwykłą frajdą było czytanie o tym co dzieje się za oceanem i kolekcjonowanie plakatów. Każdy numer potrafiłem czytać po kilkanaście razy. Pamiętacie quizy, które były na końcu każdego numeru Pro Basket? Człowiek szkolił w ten sposób swoją wiedzę o NBA (komputery i internet niebyły wtedy tak popularne). Czasami można było co nieco przeczytać w Bravo Sport, które oferowało także dodatkowe gadżety, o których za chwilę…
 

Karty, obrazki i inne papierowe gadżety
Cieszy mnie ogromnie, że zbieranie kart NBA staje się coraz większą modą u nas w kraju. Sam obecnie posiadam kilkaset kart, a zbieram je aktywnie od stycznia tego roku. Kiedyś jednak było o takowe trudniej. Dlatego cieszył każdy dodatek do gazet typu Bravo Sport czy Mega Sport. Można było znaleźć różnego rodzaju karty z informacjami o koszykarzach. Żetony, okrągłe papierowe karty. Było tego mnóstwo. Po dziś dzień zresztą mam je schowane. Nie mają one wartości pieniężnej, ale są dla mnie niezwykle ważne. No i karty od Magic Basketball. Jak na dzisiejsze standardy wykonane fatalnie, ale kto się tym wtedy przejmował?


Gry video
Jako, że jedną z moich pasji są również gry video, to połączenie pasji do kosza wypada idealnie. Zaczynałem od NBA Live 98 na PC. Potem gdy dostałem Playstation grałem we wszystkie części od Electronic Arts do roku 2003. Następnie przesiadłem się z powrotem na PC gdzie kontynuowałem grę. Ilości rozegranych meczów nie zliczę. Tym bardziej rzuconych punktów. Obecnie jestem szczerze oddany serii od 2K. Motyw z prowadzeniem zawodnika stworzonego przez samego siebie jest genialny. Można poczuć się jak prawdziwy gracz. Mnóstwo pojedynków z kumplami. Jeśli nie można było wyjść na asfaltowe boisko pograć na żywo, to siadało się przy konsoli. Można powiedzieć, że basket wypełniał mi czas niemal codziennie.


Tak to wygląda z mojej strony. Oglądam filmy gdzie motywem głównym jest koszykówka. Kosmiczny Mecz, Blue Chips, Coach Carter, Nad Obręczą, Biali nie potrafią skakać, He Got Game, no i oczywiście wszystkie dokumentalne. Nagrywam mecze, mam na płycie najważniejsze spotkania MJ’a. Czytam biografie koszykarzy, przeglądam newsy i sam o koszykówce piszę. Po prostu kocham basket i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Pozwala on bowiem łączyć kilka pasji. Podróże? Warto przy okazji zwiedzania jakiegoś miasta pójść na mecz jeśli jest taka możliwość. Muzyka? Mnóstwo świetnych kawałków o baskecie! Gry video? Tak jak wyżej pisałem. Książki? Żaden problem! Po prostu: I Love This Game!
 

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)