Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Wywiad z Michałem Rykiertem!

Wywiad z Michałem Rykiertem!

Koszykówka | 11 sierpnia 2013 13:29 | Jakub Kacprzak

fot. Michał Rykiert

Bycie fanem NBA pozwala nie tylko oglądać mecze, ale i kolekcjonować różne artefakty związane z najlepszą ligą świata. Michał Rykiert, z którym niegdyś wspólnie przeprowadziliśmy wywiad z Marcinem Gortatem to miłośnik basketu i przy okazji kolekcjoner jerseyów, których w swej kolekcji ma całkiem pokaźną ilość. O jego pasji do kolekcjonowania koszulek, boomie na NBA w Polsce, w latach 90 i o szansach kadry na Eurobasket przeczytacie w poniższym wywiadzie.


Bycie kibicem NBA nie musi się ograniczać jedynie do oglądania spotkań. Na naszym portalu rozmawialiśmy już z kolekcjonerem kart, wspominaliśmy o grach wideo. Jednak Ty masz jeszcze inne hobby związane z najlepszą ligą świata. Zbierasz koszulki zawodników. Skąd wziął się pomysł na właśnie tego typu kolekcję?
Myślę, że źródła trzeba byłoby szukać jeszcze w czasach kiedy miałem 8-9 lat i zaczynałem grać w koszykówkę. Wówczas po kilku miesiącach treningów, ojciec przywiózł mi z Warszawy oryginalną replikę koszulki Penny'ego Hardaway'a. W czasach kiedy dzieciaki grały w zwykłych t-shirtach, a szczytem luksusu była koszulka Michaela Jordana, jersey czołowego gracza Magic stanowił prawdziwy rarytas. To wydarzenie zaszczepiło we mnie żyłkę kolekcjonera, która odezwała się jak byłem już na studiach. A skąd taki pomysł? Ze względu na fakt, iż cały czas gram w kosza, potrzebuję mieć w czym grać. Swego czasu szukałem jakiejś fajnej, rzadkiej koszulki na Allegro i...tak mnie wciągnęło że zacząłem kolekcję.


W latach 90 można jednak było łatwo się nadziać i zamiast repliki czy oryginału kupić zwykłą podróbkę. Na rynkowych straganach było można dostać mnóstwo jerseyów, które oczywiście za oceanem nigdy nie byłem. Jaki jest najłatwiejszy sposób, by odróżnić markowy jersey od podróbki?
Najłatwiejszy sposób to zapytać kogoś, kto się zna. A tak bardziej na poważnie, liczą się głównie dwie rzeczy: po pierwsze trzeba mieć pewność jak wygląda oryginał. Po drugie: należy zwracać niesamowitą uwagę na szczegóły. Reszta to kwestia wytrenowania oka. Ja dotychczas przeglądnąłem dziesiątki (jak nie setki) tysiące koszulek i wciąż niekiedy zdarza mi się dłużej zastanowić nad danym egzemplarzem. Obecnie rynek podróbek jest ogromny (dużo większy niż w latach 90.). Nie prowadzę statystyk, ale z obserwacji mogę powiedzieć, że mniej więcej 70% tego co wystawiane jest na ebay'u czy Allegro to podróbki.


Łatwo się więc nadziać. Trzeba jednak też przyznać, że kolekcjonowanie jerseyów to bardzo kosztowne hobby. W przypadku kart NBA można zacząć je kupować już od złotówki. Koszulek w takich cenach niestety raczej nie dostaniemy. Jaki jest więc średni koszt jednego jerseya?
Zanim odpowiem, pozwolę sobie nakreślić na jakie rodzaje dzielą się koszulki. Są trzy podstawowe typy jersey'ów dostępne w sklepach: replika (najtańsza, nagorzej wykonana. Słabo odwzorowuje to co noszą zawodnicy na parkietach), swingman (wyszywane napisy, z daleka wygląda całkiem nieźle) i autentyk (w 90% przypomina meczówki jeśli chodzi o materiał, wyszycia, metki itd.). Tutaj ceny nowych koszulek w nbastore wahają się od 40-180 dolarów. Ponadto w sprzedaży są niekiedy jeszcze tzw. pro-cuty czyli koszulki zrobione na wzór meczówek, dostępne tylko w takim rozmiarze, w jakim gra dany zawodnik na parkiecie. Najwyższą kategorią są te jersey'e, w których zawodnicy grają na parkietach. Jeśli mówimy o kwotach - wszystko zależy jakie koszulki chcemy kolekcjonować. Ceny meczówek (np. Jordana z finałów NBA) potrafią sięgać niebotycznych cen rzędu 10 000$. Tymczasem bywa, że zwykłą replikę da się wyhaczyć na Allegro za 20zł. Rozstrzał jest dość spory i wszystko zależy od tego ile jesteśmy w stanie wydać.


Nie od dziś wiadomo, że dla fana w Polsce głównym problemem przy kolekcjonowaniu rzeczy związanych z NBA jest przelicznik walut. Jak powiedziałeś, w USA ceny zaczynają się od 40 dolarów, a wyższą granicą jest 180 zielonych papierków. Jednak i tak stać ludzi w Stanach, by sobie takową koszulkę zafundować. U nas sprawa się komplikuje, bo nie mamy przelicznika 1:1, tylko musimy pomnożyć te 40 dolarów przez obecny kurs waluty i cena okazuje się być już zbyt wysoka. Czy jest to główny minus, który powoduje, że kolekcjonowanie koszulek nie jest u nas tak popularne?
Czynników jest kilka: o dwóch już wspomniałeś. Ani geografia, ani sytuacja gospodarcza naszego kraju nie pomagają w kupowaniu koszulek w Ameryce Północnej. Oczywiście rynek wtórny w postaci aukcji internetowych pozwala niekiedy zaoszczędzić dużo pieniędzy. Samemu zdarzało mi się, że kupowałem koszulkę za ułamek jej sklepowej ceny. Niestety wielu sprzedawców nie oferuje wysyłki poza USA i Kanadę, a nawet jeśli, w wielu przypadkach kwota za tego typu usługę jest bardzo wysoka. Bywało takie sytuacje, że płaciłem za wysyłkę więcej niż za samą koszulkę. Istotny jest także fakt, iż w naszym kraju koszykówka nie jest tak popularna jak w Stanach Zjednoczonych. W przeciwieństwie do piłki nożnej, ciężko nawet oglądnąć mecz NBA w ogólnodostępnej telewizji.
 

Brak dostępności jest na pewno głównym problemem. Choć przecież kiedyś NBA można było oglądać w ogólnodostępnym kanale. Wpierw na TVP, potem na TVN. Były magazyny o koszykówce, wychodziły dwie gazety o tematyce NBA. Potem, gdy Michael Jordan zakończył karierę to wszystko znikło. Nie zdziwił Cię fakt, że po tym jak Marcin Gortat zaczął odgrywać kluczową rolę w Phoenix, nie było znów takiego boomu na koszykówkę?
Oj, pamiętam te świetne czasy kiedy jako dzieciak nastawiałem budzik na 2 w nocy żeby oglądnąć mecz! Jordan był jak magnes. Można było go oglądać godzinami i nie miało się dość. Wydaje mi się, że w latach 90. większość Polaków kojarzyła NBA głównie z nim. Kiedy skończył karierę w 1998 nie było koszykarza, który jak on mógłby być nieoficjalnym ambasadorem NBA na świecie i zainteresowanie nieco zgasło. Jeśli chodzi o Marcina, moim zdaniem jest iskrą, która ma potencjał by ponownie rozpalić zainteresowanie koszykówką wśród młodych. Oprócz tego, że dobrze radzi sobie w NBA, jest przede wszystkim świetnym modelem do naśladowania. Jest zdeterminowany, wkłada ogromną pracę w to, aby być lepszym, a jednocześnie chce zarażać innych swoją pasją. Miałem okazję obserwować jak prowadzi Gortat Campy i brak mi słów. Aż żałuję, że sam gdy stawiałem pierwsze kroki w koszykówce, nie miałem okazji wzięcia udziału w takim przedsięwzięciu. Są świetne nie tylko pod względem koszykarskim, ale także w kwestii budowaniu charakteru młodych osób. Myślę, że w ten sposób Marcin ma szansę rozpalić zainteresowanie koszykówką w Polsce, niemniej jednak na to potrzeba czasu. Poza tym koszykówka w Polsce dużo by zyskała, gdybyśmy mieli chociaż jeszcze jednego, solidnego reprezentanta naszego kraju w najlepszej lidze świata.


O Marcinie jeszcze porozmawiamy. Wracając do tematu jerseyów. Ile ich posiadasz w swojej kolekcji? Które z nich mają dla Ciebie największą wartość sentymentalną? A może z ich kupnem wiążą się jakieś ciekawe historie?
Obecnie w kolekcji mam około 60 koszulek, choć przez te 5 lat jak je zbieram, przez moje ręce przeszło ich 4 razy tyle. Jako student nie miałem dużo kasy, aby móc sobie pozwolić na powiększanie kolekcji, więc część koszulek sprzedałem, aby móc kupić kolejne. Obecnie za najcenniejszą, uważam koszulkę Larry’ego Birda z autografem. Jest to bardzo rzadki okaz: zrobiona jest jak meczówka, lecz z metką z 1996 roku… kiedy Bird już nie grał. To specjalna edycja upamiętniająca umieszczenie Birda w Basketball Hall of Fame. Ponadto mam jeszcze dwie bardzo ładne edycje retro jersey’ów Magica Johnsona (żółtą i fioletową) z autografami oraz koszulkę Dwighta Howarda z podpisami Marcina Gortata i Ryana Andersona, które otrzymałem osobiście. Prawdopodobnie najlepszy deal jaki dotychczas zrobiłem, to kupno pro-cuta koszulki Vince’a Cartera za cenę… repliki . Swoją drogą Carter uwielbia bardzo długie jersey’e i jego koszulki przedłużane są nawet o 6 cali w stosunku do standardowych rozmiarów.


A czy jest jakaś koszulka, której nie masz, a bardzo chciałbyś mieć? Taki Twój osobisty św. Graal jerseyów?
Podejrzewam, że świętym Graalem dla wszystkich kolekcjonerów, jest koszulka Michaela Jordana z numerem...12. Był to jersey zastępczy, gdyż w sezonie 90-91 tuż przed meczem z Orlando Magic ktoś ukradł z szatni dwa, oryginalne komplety. Myślę, że znaleźli by się kolekcjonerzy skłonni wydać sześciocyfrowe kwoty (w dolarach) za taki okaz. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że Jordan w tym meczu zdobył 49pkt i zapewnił Bulls zwycięstwo!


Jakie masz rady dla początkujących kolekcjonerów? Na co muszą uważać i jaka jest najlepsza "strategia" w powiększaniu swej kolekcji?
Na początek rada dla wszystkich - nie kupujcie podróbek! Spotykam się często z tłumaczeniem "a co mi tam, to tylko do grania, a jest taniej niż oryginał". Niestety w ten sposób przyczyniacie się do powiększania rynku "fake'ów", co sprawia że coraz trudniej znaleźć jakiś wartościowy jersey. Ponadto polecam konsultować zakupy z bardziej doświadczonymi osobami. Grupka kolekcjonerów (w tym ja) podpowiada kupującym na forum e-nba.pl. Jeśli chodzi o strategię - wszystko zależy od tego ile możesz i chcesz wydać. Ja kupuje głównie okazyjnie. Spędzam dziennie kilkadziesiąt minut na wyszukiwanie perełek po relatywnie niskich cenach i w ten sposób staram się powiększać kolekcję. Ponadto, oprócz pasji, można traktować kolekcjonowanie koszulek jako swego rodzaju inwestycję. Moim marzeniem zawsze było pojechać do Stanów Zjednoczonych. Dwa lata temu część tego wyjazdu sfinansowały... moje koszulki . Sprzedałem kilka i dzięki temu mogłem sobie pozwolić na spełnienie marzenia. Nie było łatwo się z nimi rozstać, ale warto było.


Porozmawiajmy jeszcze o naszej rodzimej koszykówce. Za pasem Eurobasket. Twoim zdaniem jakie mamy szanse w starciu z najlepszymi drużynami Starego Kontynentu?
Będzie ciężko. Mamy w grupie Hiszpanię, Czechy, Chorwację, Słowenię i Gruzję. Niełatwo będzie wygrać z braćmi Gasol, a na łagodne traktowanie od Chorwatów i Czechów również nie możemy liczyć. By myśleć o czymś więcej, przydałoby nam się jeszcze 2-3 Gortatów - osób o bardzo wysokiej kulturze pracy, grających na co dzień z najlepszymi. Mam nadzieję, że wkrótce młode pokolenia pokażą na co je stać i nie skończy się tylko na dobrych chęciach, jak w przypadku Trybańskiego. Póki co jestem sceptyczny co do szans naszych.


Kto Twoim zdaniem obok Polish Machine będzie liderem? Maciek Lampe właśnie trafił do Barcelony, jest w życiowej formie. Mamy młodych graczy, o wielkim talencie, a więc Karnowskiego i Ponitkę.
Zdecydowanie Lampe. Bardzo chciałbym żeby wraz z Marcinem zdominowali strefę podkoszową i pokazali koszykówkę na najwyższym poziomie. O Karnowskim i Ponitce również słyszałem wiele dobrego. Mam nadzieję, że przy kolegach z drużyny, którzy mają już doświadczenie w grze w NBA, nabiorą dobrych nawyków, będą ciężko pracować i staną się filarem naszej kadry. Nie można jednak zapominać jednak, że koszykówka to sport, w którym gra zespołowa to klucz do sukcesu. Dlatego wierzę, że chłopaki dobrze się przygotują i coś między nimi zaskoczy, dzięki czemu będą w stanie wygrywać przede wszystkim jako drużyna, a nie jako zbiór zdolnych indywidualności.
 

Pierwszy raz mamy odpowiedniego trenera. Coach Dirk to człowiek, który zna się na swojej robocie i miał już okazję prowadzić podobną do naszej, reprezentację Niemiec. Tam też była jedna główna gwiazda z NBA, a więc Dirk Nowitzki, którą otaczali solidni gracze z europejskich parkietów. Co Twoim zdaniem będzie kluczem do sukcesu na Mistrzostwach Europy? Wiadomo, że Gortata rywale będą kryć najdokładniej i to od reszty zawodników naszej kadry będzie wiele zależeć.
Ja stawiam na "chemię" i grę zespołową. Talenty w drużynie mamy, dobry trener jest, teraz trzeba sprawić żeby cały ten mechanizm działał jak dobrze naoliwiona lokomotywa. Jeśli przeciwnicy będą dobrze kryć Gortata, a nawet go podwajać - tym lepiej dla nas, ponieważ to oznacza że jeden z naszych zawodników będzie wolny! Od Gortata oczekuje się żeby zdobywał w meczu przynajmniej po 20pkt i 10 zbiórek. Tymczasem ja wolałbym żeby zdobywał 6pkt i 5 zbiórek, a zespół wygrywał, a jak znam życie na taki obrotu spraw Marcin również by nie narzekał. Niekiedy kluczem do sukcesu jest rozpoznawanie szans, jakie stwarza przeciwnik.


Na sam koniec pytanie. Jersey LeBrona czy Black Mamby? (śmiech)
Haha, zależy jaki . Z chęcią przygarnąłbym jersey Bryanta, z któregoś z meczów finałowych, po którym zdobył pierścień. Takie okazje to nie lada gratka dla każdego kolekcjonera. Osobiście jestem fanem Orlando Magic, więc może koszulka z piątego meczu z finałów w sezonie 2008-2009? Wówczas Bryant zdobył jeszcze tytuł Finals MVP. To byłoby coś!
 

Dzięki za rozmowę Michał! Powodzenia w szukaniu kolejnych perełek wśród jerseyów no i zdobycia św. Graala, o którym wspominałeś!
Dzięki, pozdrowienia dla czytelników sport4fans.pl!

 

Rozmawiał: Jakub Kacprzak

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)