Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Czas powrotów

Czas powrotów

Koszykówka | 16 sierpnia 2013 12:37 | Jakub Kacprzak


Los bywa bardzo niesprawiedliwy. Walczymy, dajemy z siebie wszystko, chcemy wygrywać. I w jednej chwili możemy to wszystko stracić. Tak też było w przypadku dwóch graczy, którzy mają do udowodnienia wiele koszykarskiemu światu. Obydwaj wracają po ciężkich kontuzji. Znajdują się w różnych punktach swej kariery. Ale przyświeca im jeden cel. Powrócić na szczyt!


O Kobe’em mówi się, że jest już za stary. Że nie da rady podnieść się po kontuzji ścięgna Achillesa. Bo to już nie te lata, nie ten poziom. Mówią o Black Mambie, że nie da rady się podnieść i ocalić Lakers przed kolejnym słabym sezonem. Wielu poddaje wątpliwości czy zdoła wytrzymać trudy kolejnego roku gry na najwyższym poziomie. Ale gdybyście spróbowali powiedzieć mu to prosto w twarz, jedyne co byście zobaczyli, to szyderczy uśmiech i wolę walki w oczach. Wiadomo, że 35-letni weteran nie będzie miał łatwo. Ale powodów, by choć ten jeszcze jeden raz wznieść się na wyżyny umiejętności ma jak chyba jeszcze nigdy. Został zdradzony przez Dwighta Howarda. Kobe przygarnął centra do Los Angeles i liczył, że wraz z nim stworzy duet jaki niegdyś tworzył z Shaqiem O’Nealem. Howard jednak został w Jeziorowcach tylko jeden sezon. Gdy Bryant doznał kontuzji, Lakers przestali istnieć. Center nie wziął na siebie ciężaru poprowadzenia drużyny i wszyscy doskonale wiemy jak zakończył się sezon 12/13 dla LAL. Dwight dodatkowo postanowił uciec, gdy tylko nadarzyła się okazja. Został wolnym agentem i Lakers poza miejscem w salary cap nie dostali nic więcej. Kobe przestał śledzić byłego już kolegę z drużyny na Twitterze i stwierdził, że zrobił to, bo nie potrzebuje czytać wpisów rywali. Ma z DH12 rachunki do wyrównania. I zrobi wszystko, by pokazać, że ucieczka w takim stylu z jego drużyny, jego miasta to duży błąd. Ale to nie jest jedyny motyw jaki motywuje Black Mambę. On doskonale wie, że zbliża się do końca kariery, ale nie chce poprzestać na pięciu mistrzostwach. Chce za wszelką cenę dorównać swojemu największemu idolowi. Michael Jordan to dla niego wzór i Bryant chce być tak utytułowany jak MJ. Brakuje mu jednego mistrzostwa. I jedno jest pewne. Nie odpuści dopóki nie rozbrzmi końcowa syrena ostatniego meczu. Ci, którzy spisują go na straty niech spojrzą na statystyki. Przed odniesieniem kontuzji rozgrywał niewiarygodny sezon. Ciągnął Lakers praktycznie sam przez cały sezon. Zdobywał 27,3 pkt, notował 5,6 zbiórki i 6 asyst, oraz 1,4 przechwytu. Trzy pierwsze statystyki miał lepsze niż średnie z całej kariery. Jak na 35-letniego weterana to nie byle jakie statystyki. Wielu młodszych gwiazdorów nie miało takich osiągnięć indywidualnych. Oczywiście istnieje ryzyko, że odniesiona kontuzja go nieco przystopuje, ale patrząc jak przepracowuje okres rehabilitacji i jak bardzo chce być już gotowy na start sezonu, pokazuje jak wielka ambicja i wola walki w nim tkwi.


Jeszcze mocniej zmotywowany powinien być Derrick Rose. MVP sezonu 2010/2011 stracił cały ubiegły sezon. Wiele osób zaczęło mu zarzucać, że bał się powrotu na parkiet i nie pomógł Bulls w walce o mistrzostwo. Teraz nadchodzi jego chwila prawdy. Po tak długiej przerwie nikt nie wie co pokaże. Czy wciąż będzie tak atletycznym i niebezpiecznym w ataku zawodnikiem? Czy wiele stracił ze swej skoczności i szybkości? Jedno jest pewne. Najlepszy gracz Chicago Bulls od czasów Michaela Jordana ma bardzo wiele do udowodnienia. Sam zresztą dolewa oliwy do ognia swoimi wypowiedziami. Stwierdził niedawno, że jest najlepszym zawodnikiem w całej NBA. Tym stwierdzeniem rzucił wyzwanie wszystkim innym gwiazdom. Rose doskonale wie, że wszystkie oczy będą zwrócone na niego od pierwszego meczu, w którym wystąpi i presja oczekiwań rosnąć będzie z każdym następnym spotkaniem. Dawno już nie było takiej sytuacji, by na powrót jednego zawodnika czekano tak bardzo. A przecież D-Rose ma dopiero 24 lata (25 skończy w październiku). Dodatkowym czynnikiem, który wpływa na rosnącą wokół niego presję jest to, że Chicago jest jego rodzinnym miastem. Tu się urodził, wychował i rozpoczynał grę w kosza. Dla fanów Byków jest wszystkim tym co powinno cechować lidera. To przecież chłopak z sąsiedztwa, którego niegdyś można było minąć w drodze do szkoły, czy spotkać w metrze. Wielką zagadką będzie jego postawa. Wielu po takiej kontuzji odpuściłoby i stwierdziło, że nie jest gotów podjąć tak ogromne wyzwanie. Jednak Rose nie ma zamiaru się poddawać. On chce raz jeszcze dać powód do tego, by dać mu nagrodę MVP. Pragnie wygrywać i być najlepszym. Ciężko trenował, oglądaliśmy na filmach przygotowanych przez firmę Adidas jego rehabilitację. Widzieliśmy łzy w oczach podczas prezentacji nowego modelu butów. Jego cierpienie spowodowane brakiem możliwości gry i przedłużającym się powrotem, oraz tysiącami negatywnych głosów gdy okazało się, że jeszcze nie zagra mogłoby złamać każdego z nas. Jednak Rose wróci. Motywacji i ambicji odmówić mu nie będzie można.


Tych dwóch graczy tak samo wiele dzieli jak i łączy. Jeden i drugi porównywany jest do Michaela Jordana. Bryant ze względu na styl gry, oraz to, że sam przyznawał wielokrotnie, że to Jego Powietrzna Wysokość jest jego idolem. Kobe goni magiczną liczbę sześciu pierścieni mistrzowskich jakie w swej karierze wygrał Jordan. Natomiast Rose stał się spełnieniem marzeń i nadziei kibiców z Chicago, że po długiej nicości jaka nastąpiła po odejściu MJ’a w końcu pojawi się ktoś, kto go godnie zastąpi. Do momentu kontuzji Derrick był na dobrej drodze do tego, by tak się stało. Obaj jednak, jak już wspominałem wyżej, są na różnych etapach karier. Rose może się na nowo rozkręcić. Jest młody i ma wiele lat gry przed sobą. Bryant jest już blisko mety. Obaj też mają inną sytuację w klubie. Bulls posiadają lepszego trenera i bardziej wyrównany skład. Kobe musi po raz kolejny wznieść się na wyżyny umiejętności, by Lakers mogli liczyć się w walce o coś więcej niż tylko awans do Play Off.


Jedno jest pewne. Gdy obydwaj już wrócą, gdy piłka znajdzie się w ich posiadaniu zaczną się dziać rzeczy niezwykłe. Pamiętacie kapitalną reklamę Nike z Jordanem zatytułowaną „Frozen”? Gdy Kobe i Derrick dostaną piłkę świat na chwilę wstrzyma oddech. Wszystko stanie w miejscu. Wzrok każdego fana koszykówki będzie skierowany właśnie na nich. Obaj upadli z powodu kontuzji, by teraz powstać i wrócić głodni zwycięstwa. Nie zadowoli ich pojedyncza bitewka. Obaj chcą czegoś znacznie więcej. Obaj dążą ku byciu legendą. Kobe oczywiście swą całą karierą zasłużył już na to miano, ale sam doskonale wie, że to jeszcze nie jest wszystko co chciał osiągnąć. D-Rose ma wiele do zrobienia. Przyznam Wam się, że na zbliżający się sezon NBA czekam jeszcze bardziej niż po tym jak mieliśmy lockout. Czekam na tych dwóch bohaterów. Na to, by zobaczyć jak bardzo będą walczyć o każdą piłkę, rzucać najważniejsze punkty i dawać z siebie maksimum. To jest piękno sportu. Że nawet gdy wszystko obraca się przeciwko tobie, to wciąż pozostaje coś, co trzyma cię przy życiu. To głód zwycięstwa i ambicja. Ambicja, którą mają tylko najlepsi z najlepszych!
 

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)