Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Falstart Polaków na Eurobaskecie

Falstart Polaków na Eurobaskecie

Koszykówka | 04 września 2013 17:14 | Jakub Kacprzak


Niestety fatalnie rozpoczyna się dla nas tegoroczny Eurobasket. Polacy przegrali po katastrofalnej grze 67:84. Choć na samym początku wydawało się, że będzie to mecz, w którym biało-czerwoni zaprezentują się nieźle, to niestety z każdą upływającą minutą było coraz gorzej. Przyjrzyjmy się jednak dokładnie jak to wszystko wyglądało, bo marudzeniem i narzekaniem nic nie zyskamy, a analiza może nam pomóc zrozumieć co poszło nie tak.


Polacy wyszli na mecz w piątce: Gortat, Lampe, Kelati, Waczyński, Koszarek. Niestety ten wyjściowy skład zaprezentował się słabo. Obawialiśmy się, że nasi obwodowi zawodnicy mogą mieć ciężko i niestety te obawy się potwierdzili. Trójka podstawowych obwodowych zdobyła łącznie zaledwie 9 pkt. Zaprezentowało skuteczność 3/11 z gry, dołożyła 10 asyst, 6 zbiórek i 4 straty. Mówimy tutaj o trzech zawodnikach z podstawowej piątki. Wygląda to więc bardzo źle, bo statystyki na poziomie 9/6/10 powinien mieć pojedynczy gracz. Nieco lepiej wyglądało to ze strony Gortata i Lampe. Marcin zanotował 12 pkt, 8 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki i miał 1 stratę. Maciek natomiast zapisał w swoim dorobku 10 pkt, 5 zbiórek, 1 asystę, 1 blok i 3 straty. Center Phoenix Suns miał skuteczność z gry 6/13, a Lampe 5/10. Tak więc łącznie nasza pierwsza piątka zanotowała 31 pkt, 15 asyst, 19 zbiórek, 3 bloki i miała 8 strat. Jak słabe to statystki niech świadczy fakt, że rezerwowi zdobyli łącznie 36 pkt, a więc o 5 więcej. Najlepiej wśród graczy z ławki zaprezentowali się Mateusz Ponitka, który 7 pkt, 7 zbiórek, 1 asystę, 1 blok i 1 stratę, Przemek Zamojski (odpowiednio 10/1/2/0/0) i Przemek Karnowski (9 pkt i 2 zbiórki). Łącznie nasi rezerwowi poza 36 pkt uzbierali także 17 zbiórek, 5 asyst i mieli 3 straty.


Wracając do graczy obwodowych. Nie da się wygrać meczu jeśli zawodnicy z pozycji 1,2,3 w całym spotkaniu łącznie notują 31 pkt, 13 asyst i 16 zbiórek. A mówimy o 7 zawodnikach! Dla porównania naszych 4 podkoszowych zdobyło 39 pkt, 20 zbiórek i 6 asyst. Baliśmy się, że może tak być, ale oprócz słabej postawy naszych obwodowych doszło jeszcze kilka innych mankamentów. Przede wszystkim skuteczność. Pod tym względem było niestety fatalnie. 26/60 z gry (43,3%) w tym 3/16 za trzy (18,8%). Do tego dodajmy zaledwie 63,2% z linii rzutów wolnych (12/19). Niestety nie wygra się meczu tak słabo rzucając. Pudłowaliśmy mnóstwo łatwych rzutów. Pierwszą celną trójkę mieliśmy w połowie ostatniej kwarty. Polacy nie grali tego co prezentowali w sparingach. Brakowało rozrzucania obrony rywali. Graliśmy zbyt schematycznie i na stojąco. Mało ruchu w ataku powodowało, że Gruzini mieli z nami ułatwione zadanie i nie sprawiało im problemu skutecznie bronić. Grę na obwodzie najlepiej ilustrują statystyki, o których wyżej wspominałem. Mało było akcji inside-outside, pick’n’rolli oraz indywidualnych wejść pod kosz. Graliśmy zbyt bojaźliwie. Z każdym niecelnym rzutem widać było jak nasi zawodnicy zaczynają się bać oddawać rzuty, choć mieli czyste pozycje.


Niestety do słabego ataku doszła bardzo kiepska obrona. W całym spotkaniu Gruzja popełniła zaledwie 5 strat z czego 3 w pierwszej połowie spotkania (2 w przeciągu pierwszych 30 sekund!). Mieli 11 zbiórek ofensywnych i dali się zablokować zaledwie 4 razy. Coach Bauermann mocno pracował nad przekazywaniem krycia w obronie. Niestety w inauguracji Eurobasketu nie działało to kompletnie. Albo gubiliśmy się przy przekazywaniu rywala, albo Gruzini mijali nas jak slalomowe tyczki. Nie istniała prawie w ogóle obrona 1 na 1. Co gorsza brakowało też wsparcia przy częstych wejściach pod kosz rywali. Wszystko to nad czym tak mocno kadra pracowała przez ostatnie tygodnie, dziś nie zadziałało. Choć mieliśmy o 4 zbiórki i 2 asysty więcej, to w reszcie przegrywaliśmy. Zaledwie 1 przechwyt Polaków przy 6 Gruzinów. 12 naszych strat, przy 5 rywala. No i ta nieszczęsna skuteczność.


Najgorsze jest to, że Gruzini nie grali olśniewająco. Nie byli mega mocni. To po prostu nasi koszykarze byli dziś tak słabi. Nasi rywale wyszli bardziej wyluzowani na ten mecz i było to widać. My przegraliśmy spotkanie chyba jeszcze będąc w szatni. Brakowało swobody i lekkości. Marcin Gortat nie trafiał z półdystansu, co zazwyczaj wychodzi mu świetnie. Kelati bał się oddawać rzutów za trzy, które przecież są jego specjalnością. Jednak czy należy już teraz załamywać ręce i skreślić Polaków? Stanowczo nie!


Po pierwsze. To był pierwszy mecz. Oczywiście presja znacząco wzrośnie, bowiem jutro z Czechami musimy wygrać. Jednak też tak zimny prysznic jaki dziś dostaliśmy może podziałać motywacyjnie. Jeśli wróci nam skuteczność, a zawodnicy raz jeszcze uwierzą w siebie to powinno być lepiej. Proponowałbym też mimo wszystko zmiany w kadrze. W następnym meczu Kelati powinien usiąść na ławce, a w jego miejsce od początku Dirk Bauermann powinien wpuścić Matiego Ponitkę. Przeciwko Czechom dałbym także szansę od początku Michałowi Ignerskiemu. Zobaczymy czy nasz selekcjoner zdecyduje się na takie roszady, ale bez wątpienia na więcej minut zasługuje Karnowski, który dziś dostał jedynie minuty w samej końcówce.


Jako, że specjalnością Polaków jest narzekanie, zakończę optymizmem. Było źle, ale nie można po pierwszym z pięciu spotkań już skreślać szans. Wierzę, że coach Bauermann odpowiednio poprawi mankamenty w grze swoich podopiecznych i jutro będziemy cieszyć się z wygranej. Koszykówka to przecież prosty sport, w którym należy grać inteligentnie. A w talent i boiskową mądrość Polaków wciąż wierzę.
 

Poniżej statystyki graczy

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)