Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Kolejna kompromitacja polskich koszykarzy - czas wracać...

Kolejna kompromitacja polskich koszykarzy - czas wracać...

Koszykówka | 05 września 2013 20:29 | Patryk Pankowiak


Wydawać się mogło, że po porażce z Gruzją w spotkaniu inaugurującym nic gorszego naszej reprezentacji przytrafić się już nie może. Czy jest w ogóle coś bardziej frustrującego niż kilkudziesięciopunktowa porażka na starcie prestiżowego turnieju z teoretycznie o wiele słabszym zespołem? Jak się okazuje... tak.


Jedyne pozytywne 10 minut...
Polacy czwartkowe spotkanie rozpoczęli z dużym hukiem. 25 punktów zdobytych w pierwszej odsłonie, przy zaledwie dwunastu Czechów wlało sporo optymizmu w biało-czerwone serca. Wszyscy byliśmy wręcz przekonani, że wczorajsza porażka z osłabioną Gruzją była tylko wypadkiem przy pracy. Od początku odblokował się już Thomas Kelati, który celnymi trafieniami z dystansu szybko chciał zamazać swój ostatni fatalny występ.


Z nieba do piekła
Po świetnym początku, każda kolejna minuta była już jednak tylko gorsza. Polacy prezentowali coraz niższy poziom, a reprezentacja prowadzona przez Jana Vesely'ego (23 punkty, 14 zbiórek) zaczęła przejmować dowodzenie na boisku. Podopieczni Dirka Bauermanna wytracili wcześniejszy błysk i w ostatnich pięciu minutach przed przerwą zdołali zdobyć zaledwie 4 "oczka". Na domiar złego, niewiarygodnie efektowną dobitką drugą partię zakończył zawodnik Washington Wizards, czym zniwelował straty swojej drużyny.


Ignerski show! To za mało...
Po zmianie stron Polacy znów dali się zdominować bardziej rozpędzonym Czechom, a ci korzystając z okazji szybko wyszli na długo oczekiwane prowadzenie 46:45. Znak do ataku biało-czerwonym w końcówce dał jednak Michał Ignerski. Najbardziej doświadczony zawodnik w składzie zdobył aż 9 punktów z rzędu i jak zahipnozowany dziurawił defensywę naszych południowych sąsiadów. Po niesamowitym runie 13-0 wydawało się, że wszystko jest już w naszych rękach i wypuszczenie ośmiopunktowej przewagi będzie graniczyło z cudem. Cudem, który w sporcie od czasu do czas ma prawo się zdarzyć...


33-letni podkoszowy zakończył ostatecznie czwartkowe spotkania z 17 "oczkami" na koncie, ale ostatnie minuty oglądał z ławki rezerwowych.


Po chybionym osobistym Marcina Gortata i Macieja Lampego, Czesi tracili do Polaków zaledwie dwa punkty i to oni posiadali piłkę. Ostatnie sekundy wykorzystali wręcz wzorowo. Szybkie wyprowdzenie z autu, wejście pod kosz, odegranie na obwód, gdzie czekał już przygotowany płatny zabójca - Lubos Barton. Rówieśnik Ignerskiego z zimną krwią przymierzył zza łuku i epickim rzutem dał swojej drużynie efektowne zwycięstwo. Odwrócić losy spotkania próbował jeszcze Lampe, ale jego fadeaway prawie nie doleciał do obręczy.


Baj, baj...

Polacy sensacyjnie przegrali więc już drugi mecz na tegorocznym Eurobaskecie i mogą powoli pakować walizki. Szczerze mówiąc, nawet w najgorszych koszmarach nie przypuszczałem, że tak to może się potoczyć. Mieliśmy (mamy) przecież najlepszą drużynę od dekady i dwóch podkoszowych, którzy mieli dominować jak nikt inny. Porażka z Gruzją i Czechami stawia jednak podopiecznych niemieckiego szkoleniowca w sytuacji wręcz bez rozwiązania. Na początek trudno w ogóle uwierzyć, że nasi koszykarze będą w stanie powalczyć z najmocniejszą w całej stawce Hiszpanią, miejscową Słowenią czy silną Chorwacją. Baj, baj wysokolotne plany i marzenia...



Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)