Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Koszykówka Przegrywamy Eurobasket. Dlaczego?

Przegrywamy Eurobasket. Dlaczego?

Koszykówka | 06 września 2013 14:45 | Hubert Błaszczyk
Jesteśmy na deskach. Czy się podniesiemy?
fot. Hubert Błaszczyk
Jesteśmy na deskach. Czy się podniesiemy?

Miało być tak pięknie, chciało się powiedzieć po wczorajszym spotkaniu Polska-Czechy, przegranym w ostatnich sekundach meczu. Miało, ale nie będzie, bo polski zespół nie dorósł mentalnie do stawianych przed nim zadań. Co ciekawe, to sami zawodnicy rozdmuchali balonik. W wypowiedziach medialnych często podkreślali, że awansują na mistrzostwa świata, a być może nawet pokuszą się o medal. Szkoda, że wraz z pierwszymi minutami Eurobasketu cała pewność siebie uleciała, a na parkiecie ponownie oglądaliśmy polską mizerię.

 

Dlaczego?

 

Przegrywamy, bo gramy słabo, to najłatwiejsze wytłumaczenie, ale jakże prawdziwe. W meczu z Gruzją nie istnieliśmy zupełnie jako zespół. Oprócz pierwszych 4 minut, kiedy sam byłem zdziwiony poziomem defensywy, w obronie pozwalaliśmy Gruzinom na wszystko. Dzień później z Czechami było nieco lepiej. Pierwsza kwarta wlała wiele nadziei w serca wszystkich, którym polska koszykówka jest bliska. Potem było już tylko gorzej. Nasi koszykarze rozbudzili nas jeszcze przez 5 minut czwartej kwarty, kiedy zanotowali serię 13:0. W popisowy sposób popsuli jednak końcówkę. Podopieczni Dirka Bauermanna mogli zrobić wszystko, ale nie zostawić niekrytego Lubosa Bartona w rogu. To w zasadzie jedyny zawodnik z tak pewnym rzutem dystansowym w reprezentacji Czech. W sytuacji, w której się znalazł trafiłby pewnie z zamkniętymi oczami. Druga faza turnieju ucieka nam, bo zagraliśmy zaledwie 19 minut na europejskim poziomie. To ledwie połowa jednego meczu. Tak wygrywać się nie da.

 

Rozgrzeszony tylko Ignerski

 

Przed turniejem na liderów naszej kadry kreowano Marcina Gortata i Macieja Lampe. To miały być dwie polskie wieże, w zasadzie według dziennikarzy nie do sforsowania. W „Przeglądzie Sportowym” mogłem zobaczyć ranking, w którym nasi podkoszowi byli wyżej niż taka dwójka jak Marc Gasol i Victor Claver. Wierzyć mi się trochę w to wszystko nie chciało, ale po raz kolejny zaufałem Gortatowi i Lampe – zawodnikom, którzy, gdy występują w kadrze tracą co najmniej połowę swojej wartości. Niestety, nie inaczej było tym razem.

 

Gortat na tym Eurobaskecie gra przerażająco słabo. Trafia zaledwie 43% rzutów, unika walki podkoszowej, ucieka w półdystans, a przecież wiadomo, że z tych rejonów parkietu jest niegroźny. Gortatem parkiet wytarli Giorgi Shermadini i Jan Vesely. Ten pierwszy NBA jeszcze nie powąchał, choć jest bardzo solidnym euro ligowym centrem, drugi natomiast za oceanem jest ceniony niżej niż Polak. Czech ma za sobą fatalny sezon w barwach Wizards. Jak jednak widać zmotywowało go to do lepszej gry w reprezentacji.

 

Ktoś napisze, że znęcam się nad MG13, ale nie sposób o jego grze napisać cokolwiek pozytywnego. Nawet w obronie, gdzie powinien dawać spokój nie bardzo się sprawdza. W meczu z Gruzją fatalnie zastawiał tablicę, a w meczu z Czechami aż siedem ofensywnych zbiórek zaliczył Vesely.

 

Ocena Lampego jest dużo bardziej złożona. Zawodnik Barcelony zawodzi, ale ja w jego przeciętnej skuteczności upatrywałbym przyczyny w zaufaniu od kolegów. Nasz silny skrzydłowy najczęściej dostaję piłkę w ostatnich sekundach akcji, wtedy rzuca z nieprzygotowanych pozycji. W końcowych fragmentach meczu z Czechami rzucił cztery punkty, game-winnera jednak nie trafił, ale to znów była akcja, gdy dostał piłkę w sytuacji z ręką obrońcy na twarzy. Na pewno nie ucieka od odpowiedzialności, bierze ciężar gry na siebie, nic z tego jednak nie wychodzi, bo jest nieskuteczny.

 

Gra naszych podkoszowych wyglądałaby inaczej, gdyby na odpowiednim poziomie grali rozgrywający. Zawodzi Łukasz Koszarek, który na europejski poziom wchodzi tylko momentami. O dyspozycji Krzysztofa Szubargi najlepiej świadczy fakt, iż po słabym meczu z Gruzją przeciwko Czechom nie zagrał nawet minuty.

 

Do gry niewiele wnoszą też rezerwowi. Jedynym, do którego nie można mieć pretensji jest Michał Ignerski. Nasz kapitan świetnie zagrał w meczu z Czechami. To właśnie jego seria dziewięciu punktów z rzędu pozwoliła mieć nadzieję na końcowy sukces. Z niezrozumiałych względów, gdy Ignerski był w gazie zdjął go z parkietu Dirk Bauermann. Trudno to zrozumieć, ale niech pozostanie to słodką tajemnicą niemieckiego szkoleniowca, który sam nie jest bez winy. Przede wszystkim zarzucić można mu brak planu B. Niemiec ślepo zaufał Gortatowi i Lampe, oni natomiast zawodzą i nie ma trzeciej opcji w ataku, bo Thomas Kelati po przebytych kontuzjach nie jest tym samym zawodnikiem.

 

Co dalej?


Szans na awans do kolejnej fazy turnieju jeszcze nie straciliśmy. Po dwóch meczach ten Eurobasket przegrywamy jednak z kretesem, a będzie jeszcze trudniej, bo na horyzoncie spotkania z reprezentacjami Chorwacji, Hiszpanii i Słowenii. Kto oglądał czwartkowy pojedynek Hiszpanów i Słoweńców, ten wie, że jest to dla nas nieosiągalny poziom.

 

W meczu z Chorwatami chcę jednak zobaczyć walkę. Chcę widzieć ludzi, którzy chcą zostawić na parkiecie całe serce dla tej reprezentacji. To widziałem na poprzednim Eurobaskecie, gdy trenerem był Ales Pipan. Graliśmy bez Gortata, bez Lampe, ale ten zespół miał charakter. Pokonaliśmy po dramatycznym meczu Turcję, a bohaterami byli zawodnicy grający, na co dzień w PLK. Można? Można. Trzeba obudzić lwa, a nie tylko opowiadać o mocarstwowych planach, wszakże zraniony lew nadal może być groźny!

Kategoria: Koszykówka
Komentarze (0)