Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto GP Japonii: Wszystko po staremu

GP Japonii: Wszystko po staremu

Moto | 14 paździenika 2013 12:44 | Michał Kozera
Webber opuszcza bolid w znanej sobie roli. Roli przegranego.
fot. Pirelli
Webber opuszcza bolid w znanej sobie roli. Roli przegranego.

Naiwni są Ci, którzy liczyli na zwycięstwo Marka Webbera w GP Japonii. Równie naiwnymi nazwać można tych, którzy realne szanse na zwycięstwo wiązali z rywalami Sebastiana Vettela. Na szczęście nas wszystkich tor Suzuka i zawodnicy Formuły 1 tym razem nie dali się tak łatwo objechać i GP Japonii można wreszcie uznać do tych ciekawych. Mimo, że znów wygrał mistrz świata.

 

 

Trzeba przyznać, że pozycja startowa Marka Webbera z góry skazana była na niepowodzenie. Nie było szans, by w tej fazie mistrzostw Red Bull pozwolił sobie na stratę przez Vettela 7 punktów dzielących zwycięstwo od drugiego miejsca. Na to Byki pójść mógł na początku sezonu, wtedy jednak przy nadarzającej się okazji Vettel zignorował Multi 21. A skoro już przypomniałem o tym, to jakim cudem kogokolwiek dziwi buczenie na podium? Tym razem wygrana Vettela była konieczna, chociaż z pewnych powodów team nie zdecydował się na jawne polecenie zespołowe. Czyżby wyczuwalne problemy wizerunkowe? Puszczenie dwóch kierowców na dwóch różnych strategiach byłoby rozwiązaniem subtelnym, gdyby nie wyczuleni na krzywdy Webbera kibice. Możliwe również, że Red Bull chciał być pewien powodzenia swoich planów – Kangur przecież mógłby zrobić zespołowi psikusa przed przejściem na emeryturę i zignorować ewentualne team orders. Dostosowanie ciśnienia opon i wymuszenie strategii na 3 pit stopy było zatem stanowczym i dobrym, z perspektywy Red Bulla, rozwiązaniem. Na szczęście Australijczyka, udało mu się na ostatnią chwilę zdobyć drugie miejsce i nieco załagodzić uczucie porażki. Uczucie, które zna doskonale.

 

 

Felipe Massa z Japonią wiąże miłe wspomnienia, tutaj bowiem zabłysnął formą i wywalczył sobie kontrakt na obecny rok. Tym razem Ferrari nie mogło liczyć na wiele, a przede wszystkim nie na tak wiele. Włoska stajnia obrała raczej wsteczny kierunek rozwoju, co świetnie obrazowało treningowe zdjęcie obróconego o 180 stopni Ferrari, mijanego przez inne bolidy. Ponownie nie było kolorowo, zwłaszcza dla Alonso, który wlókł się naprawdę długo za Felipe Massą. Hiszpan poległ już w kwalifikacjach, zdobywając gorszą niż swój partner pozycję startową, a potem w wyścigu śledząc zdecydowanie zbyt długo tyle skrzydło Brazylijczyka. Kto wie jaki byłby rezultat wyścigu, gdyby oba Ferrari z Felipe na czele nie dojechały do grupki maruderów, co wreszcie pozwoliło się zbliżyć Alonso i wyprzedzić Massę. Hiszpan miał trochę szczęścia, miał też trochę umiejętności, które pozwoliły mu ostatecznie dojechać na 4 miejscu, zabrakło ich jednak gdy trzeba było poradzić sobie z Felipe i tym razem „walka” o pozycję daleka była od mistrzowskich błysków byłego mistrza.

 

 

Nieco typową dla siebie porażkę zaliczył Mercedes. Tym razem udział w tym miał między innymi Sebastian Vettel, który po starcie nie zdążył odbić w bok i naciął oponę Hamiltona, której strzępy uszkodziły podłogę na tyle mocno, by dalsza jazda nie miała sensu. Pecha miał i Rosberg, którego mechanicy zbyt pospiesznie wypuścili z boksu wprost pod koła innego bolidu. Na szczęście wszystkich w alei jedyną konsekwencją tego błędu była kara drive through dla drugiego z Mercedesów.

 

 

Warto wspomnieć również o sukcesie, jakim niewątpliwie są pozycje 6 i 7 dla Saubera. Zespół, który jeszcze niedawno brylował w dramatycznych nagłówkach newsów mówiących o rychłym upadku ekipy, dziś wraca do czołówki. Rosyjskie pieniądze pokazały, jak szybko można przywrócić do świetnej formy zespół z aspiracjami i możliwościami. Kto wie, jak duży skok wykonałby zatem Lotus, gdyby i on otrzymał pokaźny zastrzyk gotówki. Ten przypadł w udziale Sauberowi i Szwajcarzy mogą optymistycznie patrzeć na przyszłość i wyniki, które są regularnie coraz lepsze. Tym samym jednak dziwią pogłoski, według których Nico Hulkenberg rozważa odejście do… Force India. Taki ruch byłby o tyle dziwny, ze przypominałby transfer do Saubera. Wybór pod koniec sezonu ekipy szybszej w kilku(nastu) wyścigach wstecz odbił się teraz, gdy Hulko musiał zgrzytać zębami widząc jak daleko przed nim były bolidy Force India na początku tegorocznej kampanii. Teraz zaś, gdy to Sauber wysunął się przed Hindusów, Nico miałby wrócić. Głupie, a przecież inną opcją według powszechnych opinii jest też Lotus.

 

 

Kwestia mistrzostwa rozstrzygnęła się dla wielu już wyścig wcześniej, a w niedzielę fundamenty zostały wzmocnione jeszcze bardziej i są już zupełnie niezachwiane. Faktem jest, że Vettel mistrzostwo straciłby wyłącznie w wypadku, gdyby Alonso wygrał kolejne 4 wyścigi… a on sam nie dojechałby w żadnym. Jak niemożliwe jest to do spełnienia wiemy doskonale, z 90 punktów różnicy przy 100 do zdobycia obrazuje, że sytuacja jest beznadziejna. No cóż – „może za rok?” – powtarzają sobie kierowcy innych zespołów… nie pierwszy raz.

Kategoria: Moto
Komentarze (0)