Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Moto Dlaczego nikt nie lubi Vettela?

Dlaczego nikt nie lubi Vettela?

Moto | 16 paździenika 2013 12:45 | Michał Kozera
Sebastian Vettel
Sebastian Vettel

Trzykrotny mistrz świata, młody, przebojowy, utalentowany, niesamowicie szybki. Nie dostarczający jednak żadnych emocji, zmieniający F1 w nudne zawody. Kierowca bez charakteru czy irytujący dzieciak w gronie dorosłych dżentelmenów? Może jedno i drugie z dodatkiem zaplecza, które zrobi wszystko by to on był zawsze tym idealnym? Choć jazda Vettela nie budzi emocji, on sam już tak i w większości negatywne. Dlaczego?


 


Dominacja
Nikt nie lubi monotonii, przewidywalności, stagnacji. Niemile widziane są obrazy, jakimi raczy nas ostatnio Formuła 1. Mamy do czynienia ze sportem, a więc liczymy na emocje, zmiany, mamy tymczasem niemal pewnego zwycięzcę. Red Bull na spółkę z Vettelem pozamiatali w tegorocznej rywalizacji, podobnie uczynili rok temu, i jeszcze rok wcześniej, i jeszcze rok. Długo prawda? Frustruje fakt, jak daleko od osiągów Vettela odstają jego rywale, co niweluje większość szans na emocje związane z walką o pierwsze miejsce. Wszystko kręci się wokół Niemca, a w ekipie jest przecież jeszcze…

 


Mark Webber
Australijczykowi jak żadnemu innemu kierowcy Formuły 1 współczują kibice. Ciężko wymienić wszystkie zrządzenia losu, które zniszczyły mu wyścig, a na domiar „złego” nie raz były to wyścigi, gdy Vettel wygrywał po bezproblemowej jeździe. Można odnieść wrażenie, że Red Bull posiada dźwignię służącą do zbalansowania między kierowców pecha przypadającego im na sezon i przestawił ją maksymalnie w stronę nazwiska Marka Webbera. Już dawno, bo niemal od początku przygody Vettela w RBR, kibice sympatyzowali z jego partnerem zespołowym i nie ma się co dziwić – Kangur dostawał w kość przy każdej możliwej okazji i chociaż jest kierowcą nieco słabszym od Seba, to na taki los nie zasługuje. A czara goryczy przelewała się kilkukrotnie, jak chociażby w przypadku…

 


Multi21
To było przegięcie po całej możliwej linii. Świetny wyścig Marka Webbera i w zasadzie jego pewna jazda ku zwycięstwu zostały zaprzepaszczone, gdy zarówno on jak i Vettel otrzymali polecenie przełączenia się na tryb oszczędniejszej jazdy. Przewaga duetu Red Bulla była na tyle duża, by móc sobie pozwolić na spokojną jazdę do mety w niezmienionej kolejności, Vettel miał jednak inny plan - zamiast oszczędzać, dogonił trzymającego się poleceń Webbera i go wyprzedził. Zignorował polecenia zespołu, wykorzystał posłuszeństwo partnera z zespołu i tym sposobem objął prowadzenie. Słupek nienawiści i złej opinii mistrza świata skoczył gwałtownie, zarówno wśród dotychczasowych antyfanów, jak i kibiców neutralnych. Vettel tym zagraniem zapracował sobie na okazywane mu braki szacunku oraz gwizdy. Może do końca sezonu i może jeszcze dłużej, jednak póki to on nie stanie się regularnym pechowcem, będzie budził przede wszystkim niechęć. A co gorsza, powodów ku temu jest jeszcze kilka.

 

 

 

Jazda z górki
Ciężko winić Vettela za genialne umiejętności Adriana Neweya oraz świetne decyzje taktyczne zespołu Christiana Hornera, jednak to kierowca celebruje sukcesy na podium i to on jest głównym ich autorem. Sztab techniczny i inżynierowie dostarczają Niemcowi bolid będący o klasę wyżej niż konstrukcje rywali, a przewaga jest widoczna w czasach okrążeń. Różnica wynosi w porywach nawet 3 sekundy w tempie wyścigowym, na co zwracają uwagę rywale dodając fakt, z jaką optyczną łatwością prowadzi się bolid z Milton Keynes. Płynność, z jaką Seb pokonywał zakręty toru w Singapurze wywołała wręcz podejrzenia o wykorzystywanie kontroli trakcji, teraz zaś mówi się o nowych mapach od Renault. Lider jadący na 80% swoich możliwości, mający przy tym nieziemską przewagę nad resztą? Mistrzowskie połączenie, ale… wybitnie nudne.

 

 


„Mark żartował, że na pewnym etapie wyścigu dobrze wiedział, gdzie jestem – tam, gdzie widać było obłok dymu z zablokowanego koła...” – tak miał powiedzieć Vettel po GP Japonii, gdzie stało przed nim nie tylko wyzwanie jazdy na trudnym torze, ale również realnej walki o zwycięstwo, do którego prawa dość wyraźnie już w sobotę zgłosił Webber. Vettelowi się udało cel osiągnąć, jednak właściwą robotę w tym celu wykonał za niego zespół, który podciął skrzydła drugiemu kierowcy. Sam Sebastian niejednokrotnie blokował koła i popełniał małe błędy. Mimo to, udało mu pojechać na dwa pit stopy, a spokojniejszemu Webberowi narzucono aż trzy… Japoński tor pokazał też, że nie mamy do czynienia z zawodnikiem bezbłędnym a wręcz przeciwnie – dawno realizator nie miał okazji pokazać aż tylu dohamowań „w dymku” jednego kierowcy z czołówki, a tym razem Vettel znacznie nadrobił normę.

 


Zobacz również
Problematyczny sezon Marka Webbera
17-paź-2013

Kategoria: Moto
Komentarze (0)